Tylko nie ja. Walentynkowa notka inspirowana rozmową ze starym kolegą, który stracił w owym czasie dziewczynę. Upoważniało go to do 2tygodniowej depresji*, w czasie której ignorowałam jego- nazwijmy to z braku lepszego słowa- zaczepki. Faktem jest, że Sylwia najbardziej lubi, kiedy jej koledzy zrywają ze swoimi dziewczynami, są wtedy bardziej rozrywkowi i wymyślają różne pojebane rzeczy. Wtedy się nie nudzi.
Niestety to, co dobre szybko się kończy, dlatego siedziała Sylwia z nim i wysłuchiwała jego żali. Tylko jedno pytanie nasunęło się jej do głowy: po chuj ci dziewczyna- dla pokazania byłej, że masz ją głęboko w piździe, dla zapełnienia wolnego czasu, czy może jebać ci się chce. Przyznam się szczerze, że innych odpowiedzi nie przewidywałam, być może dlatego, że jego odpowiedź była zbyt inteligentna i nigdy bym na nią sama nie wpadła. Niczym maturalny klucz odpowiedzi, według którego tak a nie inaczej powinieneś interpretować teksty. Ten odpowiada, że do miłości. Ja zaś podsumowuję to jednym krótkim, zwięzłym, aczkolwiek rzeczowym zdaniem, niestety bez orzeczenia, brzmiącym 'o kurwa'. Popatrzyłam się na niego i po chwili dodałam: nie skręcaj, przykurwimy z wiadra, bo tak na sucho nie mogę cię słuchać.
Jakie to romantyczne, mogłabym się wzruszyć gdyby nie to, że zdałam sobie sprawę, że mówił szczerze i jak najbardziej poważnie. Jeszcze bardziej przygnębiło mnie to, jak powiedział, że chciałby żebym była szczęśliwa i uważa, że powinnam przeprosić pewnego tępego chuja za to, że byłam taka wredna. Ja, jak zwykle wiem swoje, nigdy nie przepraszam i nie zamierzam tego robić w najbliższej przyszłości, szczególnie biorąc pod uwagę to, że już go wcale nie lubię. Dodatkowo uważam, że jest brzydki, co przesądza o rozstrzygnięciu tej sprawy, jak i również fakt, że jest na tyle głupi, żeby mi wybaczyć. Ludzie, którzy dają sobą pomiatać są w moich oczach niczym więcej jak zwykłymi szmatami, a szmaty nie chcę mieć.
Trzymałam jego telefon i jak zwykle bawiłam się blokowaniem i odblokowywaniem klawiatury, w końcu Nokie są takie śmieszne, a w moim ówczesnym Sony Ericssonie nie było blokady, więc to chyba nic dziwnego, że się bawiłam. Wtedy odzywa się kolega i mówi 'tylko nie czytaj smsów'. Nawet by mi to przez myśl nie przeszło, bo w końcu swoich własnych wiadomości nie chce mi się czytać, a on bardzo dobrze wie, że wystarczy powiedzieć, żebym czegoś nie robiła, a od razu to zrobię. Taka już moja wredna natura.
Wchodzę w wiadomości, czytam pierwszą z brzegu, co automatycznie zniechęca mnie do przeczytania następnej, odrzucam mu telefon ze wzgardą, pytając czy nie może sobie znaleźć dziewczyny bez problemów, na co on odpowiada śmiechem. W tamtym smsie było w chuj :( - takich minek. Uwielbiam je. Nie możesz sobie znaleźć dziewczyny, która nie będzie zamulała ci pały, wpierdalała smutne minki w połowie każdego zdania, w ogóle nie będzie pierdolonym dzieckiem neostrady? Ja też tak piszę, odpowiada. Wiem, przyzwyczaiłam się, ale to co innego.
Tak, wkurwiają mnie te wszystkie emotikony, toleruję jedynie kilka z nich. Wpierdol mi więcej niż 1 kropkę w smsie, a wkurwisz mnie. Wielokropek jest znakiem interpunkcyjnym, który świadczy o niedokończonej/niewypowiedzianej myśli, a do mnie trzeba pisać rzeczowo, czego ode mnie chcesz, bo mnie to wkurwia. Napisanie więcej niż 1 znaku zapytania na gg, jest karane dożywotnim blokiem. Nienawidzę jak mi te znaki zapytania zapierdalają, zeza można od nich dostać. Wykrzyknik też nie lubię jak mi skacze przed oczami.
To w jaki sposób piszesz, świadczy o Tobie. Dlatego weź znajdź sobie dziewczynę, która nie będzie pierdolonym dzieckiem neostrady albo chociaż taką, która nie byłaby zgwałcona i nie udawała wyjątkowo skrzywdzonej, mówię. Pewnie płakała, bo nie doszła podczas tego seksu-niespodzianki. Albo chociaż taką, która by nie zrzędziła całe życie, że coś ją boli i źle się czuje. Jak tu ruchać takie zdychadło. 'Ale z ciebie suka', odpowiada. Wiem i nie przeszkadza mi to. I tej bandzie pedałów, która się za tobą ugania też nie. Hahahaha. Wspólnym zwijaniem się ze śmiechu kończymy owy zćwiekowany temat.
Miłość jest dla plebsu. Dla słabych jednostek, które nie potrafią niczego osiągnąć indywidualnie, a jedynie wspierając się na czyichś ramionach. A Walentynki? Walentynki to co innego, nawet je lubię, czuję się jakbym miała urodziny. No i oczywiście zamierzam kontynuować swe walentynkowe przyzwyczajenia: obejrzę Pierwszą Miłość z paczką Laysów i pójdę się napierdolić jak szpadelek!
________________________________________________________
*dwutygodniowa depresja- Sylwia analizując swoje uczucia względem jakiejś osoby, w wieku 16 lat udowodniła swym kolegom, że nie można cierpieć i tęsknić za kimś dłużej niż 2 tygodnie po rozstaniu. Po upływie tego czasu człowiek zapomina i żyje własnym życiem, rzucając się w wir monotonii i zwykłej szarej codzienności. Z uwagi na zranione serce pozwalała swoim kolegom przytulać się do siebie, jednakże nie dłużej niż 30 sekund, jako że nie należy do osób, które nadają się do pocieszania, a poza tym czuje się pedalsko.
wtorek, 14 lutego 2012, nastive