Notka ta, będzie skróconym opisem typowego dnia Sylwii sprzed kilku lat. Pomimo upływu czasu w jej życiu uległy zmianie kapcie (teraz ma żyrafki) no i oczywiście jest już studentką a nie licealistką, co upoważnia ją do spania do południa.
Sylwia wstaje rano, wcześnie rano. Jej zegar biologiczny został spierdolony przez szkołę. Wymacuje telefon, który zapewne jest w pobliżu, żeby sprawdzić która godzina. I widzi, że znowu zasnęła pisząc sms. Ale jest sukces! Kliknęła 'odpowiedz', a że nie odpisała, nie ma sensu po takim czasie odpisywać. Leży, myśląc, że jest dopiero 10 i że nie ma sensu wstawać tak wcześnie. I leży dopóki nie stwierdzi, że zapaliłaby.
Wtedy wchodzi do łazienki, musi założyć spodnie na piżamę, żeby mama nie krzyczała, że wychodzi na klatkę rozebrana i jak może nie wstydzić się sąsiadów. Ona się nie wstydzi, lubi swoją piżamę. W jej kieszeniach zawsze można znaleźć papierki po parówkach, salami, czekoladkach, batonikach, cukierkach, lizakach. Full opcja. Jeszcze sporo tytoniu. Zakłada swoje kapcie z pieskami. Zajebiste są. Tylko ona ma w tym domu kapcie, bo tylko jej coś się wiecznie staje i ląduje w szpitalu. Babcia nazwała ją 'słabym, nieudanym dzieckiem'. Dobrze, że nie niedorozwiniętym. Wraca do domu, od jednego brata słyszy, że śmierdzi papierosami. No trochę trudno żeby nie śmierdziała. Od drugiego słyszy 'daj szluga'. Fajnie, że ma sępa w domu.
W zależności od statusu kompa czy jest wolny, czy zajęty, gra albo czyta. O 12 dostaje sms: 'przyjdziesz do mnie'. Pytanie czy stwierdzenie? Jak pytanie to absurdalne, wręcz ocierające się o głupotę, przecież każdy wie, że do 16 zapierdala w kapciach po domu. Jak stwierdzenie, to odważne, jej nie można mówić co ma zrobić. Tak ciężko znaleźć w telefonie znaki interpunkcyjne? Może jakby jakiś zobaczyła to by odpisała. 'pojebało Cię chyba.' Taaak, może być niemiła, ale do przyjaciół zawsze napiszę 'Cię' z dużej litery. Przez zwykły szacunek do odbiorcy.
Wchodzi na gadu. Niewidoczna. Patrzy czy nie ma pedałów. Jak nie ma to robi się dostępna. Żal jej dupe ściska jak czyta te pierdoły. Lubi wkurzać Kamisia. Kamiś sprząta. Świat się wali. Innym razem go powkurza, pozaczepia innych, brzydszych. Nie każdy musi być taki 'piękny' jak on. Kiedy ma już dość prymitywnych rozmów, czuje, że dupa jej zdrętwiała od siedzenia, wstaje, myje się i ubiera normalnie, trzeba wyjść z psem. Idzie sobie zamyślona, pali. 2 małe dziewczynki napełniają butelki pod pompą. Nagle jedna z nich podchodzi i pizga jej wodą w twarz. Sylwia ma ograniczoną widoczność, bo jej olbrzymie rzęsy się skleiły. Zamoczyły jej fajka. I klnie, przecież to nie był kurwa lany poniedziałek. Łapie dziewczynkę i wsadza jej łeb pod pompę, po czym każe jej spierdalać do domu, żeby się wysuszyła, bo się rozchoruje. Zimno było, więc obudził się w niej instynkt macierzyński i obawa, że jeszcze jest za bardzo pojebana i chyba nie powinna mieć nigdy dzieci.
Umówiła się z kolegami, płacząc w duchu. Wie, że już nie daje rady pić, że ma dość, jest tym przesiąknięta tak, że jak czuje zapach alkoholu to robi jej się niedobrze. I wtedy stwierdza, że przydałby się pedał. On zawsze zabraniał jej pić. Ale pedała nie ma. I Sylwia zaczyna się śmiać. Przypomina sobie wierszyk: 'Jesteś dla mnie wszystkim, kimś naprawdę bardzo bliskim, gdy bez ciebie spędzam noce, żal i smutek przez nie toczę, chcę cię ciągle mieć przy sobie, chcę cię tulić całą dobę, bo ty jesteś najpiękniejsza, w moim sercu najważniejsza' i dopisane 'kocham cię moja smerfetko' i w chuj buziaków, niczym pierdolone dziecko neostrady.
Napisanie wiersza dla niej samo w sobie jest pedalskie. I od kiedy kurwa mać wygląda jak smerfetka. Mógł dać jej dychę, to by nie napisała tutaj tego wiersza i oszczędziłaby mu siary. Taki był romantyczny. Ona za antyczny list miłosny dostała 4. Ale ona nie tworzy pedalskiej poezji, tylko prozę. A poza tym nie podpisała się, jakby się podpisała, dostałaby 2+ albo 3-. Już ma zamiar wychodzić, kiedy dzwoni kolega. Słychać głośną rozmowę i śmiechy. KOBIECE śmiechy. Kurwa. Sylwia na trzeźwo jest aspołeczna, a zanim zaczęłaby tolerować te koleżanki, musiałaby minąć co najmniej godzina, żeby zdążyła się 'utolerancyjnić'. Nie, Sylwia zostaje. Odbiera 20 telefonów i koło 40 sms. Bezsensowne. Jak mówi 'NIE' tzn, że nie. Bo jest uparta. Jak przystało na dobrze wychowane dziewczyny, przed 20 zmyły się do domu. No to ona może wyjść.
Na przejściu dla pieszych spotyka panią od chemii z gimnazjum i przypomina sobie dlaczego nie miała 5. Za ten drobny dialog przy odpowiedzi:
-dlaczego tutaj oddzieli się woda?
-bo mam 6 wodorów i 3 tleny. To jak to połączę z tamtym to mi tak zostanie i chyba tego nie zostawię to se walnę +3h2o, i ooo.
-Bo to jest specyficzna właściwość dla reakcji tego typu.
Sylwia myśli sobie 'o jp, toć to jeden chuj', robi następną reakcję. Czegoś jej brakuje, więc dorysowuje strzałkę do góry:
- i pizd, ulotni się!
-SYLWIA! wyrażaj się! Czemu się ulotni?
-Nie wiem, ale zapewne zaraz się kurwa dowiem, że to specyficzna właściwość dla reakcji tego typu.
Przypomina sobie to i zaczyna się śmiać, mówi 'dobry wieczóóór' i kłania się nisko, być może ze śmiechu, bo szacunku nigdy nie odczuwała wobec nauczycieli tego przedmiotu.
Trafia na stadion i widzi, że nie tylko oni pierdolą święta, że jest bardzo dużo osób rozstawionych równomiernie po całym stadionie, który zawsze służył do treningów i do tego, żeby Sylwia mogła sobie siedzieć i patrzeć, czy są jakieś dobre dupy. Podchodzi do swoich. Ładnie, będzie miała kogo prowadzić. Mały pieseek, aaa! cieszy chapę. Pusiasty i mięciusiasty. Kłóci się z Bartkiem, nienawidzi się kłócić z nim, ale za bardzo jest zawzięta i honorowa, żeby się pierwsza odezwać na zgodę. Łatwiej by było jakby się do niej powiedział 'pomimo tego, że jesteś wredną suką i nie masz racji, zawsze będziesz moją przyjaciółką' i wtedy łatwiej byłoby jej podejść, przytulić go i puścić tą sytuację w niepamięć, nie rozmawiać o niej już nigdy więcej. Ale nie.
Sylwia ma wkurwa. Idzie na spacer. Dziwne. Niczego bardziej nienawidzi od samotnego chodzenia, ale teraz woli być sama. Idzie i pali cały czas, myśli. Tyle spraw, które na nią ostatnio spadły, tyle kłótni ze wszystkimi. Dość. Włącza sobie piosenkę rysia peji - kiedy proszę. I słucha. Beznadziejna. Jedyne co do niej trafia to tekst, który śpiewa rysio, a nie ta pizda. Odzwierciedla dokładnie jej uczucia. Zapętlanie i idzie. Nie myśli. Dawno tak nie miała, żeby o niczym nie myśleć.
Kiedy stwierdza, że mama dzwoniła już wystarczającą ilość razy wraca do domu. W tv jakiś chujowy film miłosny. Rzygać jej się chce jak na to patrzy. Telewizja jest w ogóle dla ograniczonych ludzi. Idzie czytać książkę. Kurwa, znowu wątek miłosny. Zamyka, idzie sobie robić jeść. 3centymetrowe kromki chleba zmieniły się w 2cm. Coraz bardziej zdolna jest, przynajmniej już się nie kaleczy. Wraca do książki. Zostawił ją! i dobrze tak tej głupiej rudej kurwie! nic nie trwa wiecznie, nawet w książkach. Zasypia.
niedziela, 12 lutego 2012, nastive
