jesiennie nieutulona
zmarznięta choć w swetrze
zakopuję się w kołdrach, kocach i poduszkach
pozwalam łzom skapywać po rzęsach, a tuszowi na jedną z poduszek
z każdą łzą lżejsza
polubiłam smutek, więc cieszę się pełniej
pozwalam mu przez siebie przepływać i obserwuję jak się wysyca... do ostatniej łzy...
zasypiam spokojna
niedziela, 18 października 2009, poswojemu