
Mimo, że na rynku jest tylu nowych autorów, tyle nowych świeżutkich tytułów my bardzo często i chętnie wracamy do dobrej i sprawdzonej klasyki. Dzikie łabędzie C.H. Andersena w nowej szacie graficznej, z pięknymi ilustracjami Pawła Pawlaka, w nowym przekładzie Bogusławy Sochańskiej, bezpośrednio z języka duńskiego to niewątpliwie kolejna perełka, na którą warto zwrócić uwagę. Piękna baśń o braciach zaklętych w dzikie łabędzie i ich siostrze Elizie, która gotowa jest ponieść każdą ofiarę, by tylko ocalić ukochanych braci. Andersena można czytać i czytać, słuchać i słuchać. Kiedy czytam synowi te baśnie, obserwuję z radością, jak kolejne pokolenie nabożnie ich słucha. W baśniach Andersena wiele jest smutku, nostalgii, żałoby. Nie wszystkie kończą się dobrze i szczęśliwie, czasem bohaterowie muszą ponieść ofiarę, zapłacić straszną cenę za swoje czyny. Niektórzy spytają, czy dla dziecka nie jest to zbyt okrutne? Może powinno im się oszczędzać takich tekstów, jak ten, gdzie Eliza ma zginąć w czerwonych płomieniach. Przyznaję, że irytują mnie książki, które przedstawiają dzieciom świat w samych tylko jaskrawych kolorach jakby kolor czarny w ogóle nie istniał. Taki sobie - róż, lukier i kicz, który niczego nie wnosi do życia i który w pamięci czytelników utrzymuje się zaledwie przez jeden sezon. Są po prostu nudne i puste jak rzeka bez zakrętasów i wywijasów. Baśnie Andersena czytamy już od 200 lat i nie tracą nic ze swojej aktualności i wartości. Ich przesłanie jest ciągle żywe. Nawet jeśli są napisane w smutnym tonie, to niosą ze sobą nadzieję bo przecież Eliza zostaje nagrodzona za swoje oddanie i siostrzaną miłość. Mała Syrenka , która oddaje swe życie by ocalić księcia ratuje ostatecznie swoją duszę. Bardzo denerwuje mnie upraszczanie baśni i bajek że niby są zbyt okrutne, to trzeba wymyślić coś nowego, najlepiej zakończenie z happyendem. Oczywiście okroić tekst trzeba również, bo dzisiejsze dziecko nie wysiedzi tak długo, nie wysłucha do końca. Kolejny mit. Baśnie autentyczne, te napisane przez klasyków, mają pewien klimat, dużo magii, która przyciąga i nie każe przestać, aż się nie skończy. Niektórzy rodzice czepiają się baśniowych szczegółów, które w czasach, kiedy nie było telewizji i były przekazywane ustnie miały wręcz tłumaczyć świat i przystosowywać do życia. Tymczasem nie widzą, ile okrucieństwa jest dookoła właśnie z udziałem dzieci - w życiu codziennym w szkole i przedszkolu gdzie są podziały na lepszych i gorszych. Nie zwracają uwagi, co dzieci oglądają w telewizji, gdzie kreskówki też nie przebierają w środkach. A reklamy? Absolutnie nie przeznaczone dla dzieci. Tak weszły do naszego życia, że stały się dla nas czymś normalnym, tak jakby musiały być. Tymczasem atakują dziecięcą wyobraźnię - i to praktycznie za naszą zgodą. Wracając do baśni - każdy rodzic zna swoje dziecko i raczej może przewidzieć, jak zareaguje ono na daną baśń. Gdy czyta się razem zawsze można coś wytłumaczyć, dopowiedzieć, utulić. Wtedy to ani zła królowa, ani żadne czary-mary, ani wilk nie takie straszne.

W Dzikich łabędziach Paweł Pawlak stworzył niesamowite ilustracje. A historia ma szczęśliwe zakończenie:)
Dzikie łabędzie zostały wydane w serii Mistrzowie Klasyki Dziecięcej. W księgarniach pojawiły się już Calineczka , Brzydkie Kaczątko , Księżniczka na ziarnku grochu . Do każdej książki dołączona jest płyta z baśnią w interpretacji Jerzego Stuhra.
niedziela, 17 maja 2009, be.el