Środa, 11 sierpnia. Do Władywostoku dojeżdżamy około 11. W Warszawie jest 2 w nocy. Na peronie oczywiście sesja zdjęciowa przy pomniku oznaczającym koniec trasy transsiba.
Przejechaliśmy 9288 kilometrów. W drodze do hotelu oglądamy gmach dworca, zbudowanego w stylu secesji w roku 1912.
Jest gorąco, a Władywostok położony jest na wzgórzach, co oznacza że z reguły idziemy albo pod górę albo z góry.
Hotel mamy bardzo dobrze położony - przy ulicy Nabierieznej 20. Po noclegu w Porcie Bajkal i podróży wagonem obszczim, spodziewam się, że znowu będzie bardzo niski standard. Ale jesteśmy przyjemnie zaskoczeni. Luksusów nie ma, ale hotel jest w porządku. Do tego w cenie mamy śniadanie i to porządne. Zostaniemy tu na 3 noce.
Po odświeżeniu się i odpoczynku idziemy razem obejrzeć miasto, a przede wszystkim zjeść obiad. Jakieś 200 m od hotelu widzimy znajomy napis "stolowaja". Za rozsądne pieniądze jemy dobry obiad i już wiemy, że w to miejsce będziemy przychodzić jeść również w kolejne dni.
Potem przez 2 godziny łazimy razem - idziemy do portu i na główne ulice.
Potem się rozdzielamy. Niektórzy wybierają plażę, ja szwędam się po mieście, co uwielbiam, fotografuję gdy mi coś wpadnie w oko, i w międzyczasie wpadam na pół godziny do kafejki internetowej.
Potem krótki odpoczynek i wieczorny spacer po bulwarze nad morzem. Dużo ludzi, jeszcze sporo kąpiących się, stragany, bary, ale nie w przytłaczającej ilosci.
piątek, 13 sierpnia 2010, transsib2010