Z Warszawy dojeżdżam do Kętrzyna PKSem, gdzie spotyka się cała ekipa. Jedzie nas 7 osób. Pakujemy się do busa i w drogę. Cel: przejście graniczne w Bezledach i potem - lotnisko w Kalliningradzie.
Podroż do Moskwy przebiega bez przygód. Trochę czekamy na granicy, ale jesteśmy jedynym samochodem osobowym, więc nie ma dramatu.
W drodze na lotnisko zatrzymujemy się na chwilę w centrum Kaliningradu. Jest środek nocy i niewiele widać. Kantor, sklep spożywczy, kilka zdjęć i jazda.
Na lotnisku żegnamy naszego kierowcę. Przyjedzie po nas za 2 tygodnie, gdy będziemy wracać do Polski.
Lokujemy się w poczekalni. Do odlotu mamy 6 godzin, więc najlepsze co można zrobić to spróbować się przespać. Wyciągamy śpiwory i rozkładamy się na ławkach. Przed snem miałam ochotę na herbatę - automaty wyglądały obiecująco. Ale: w pierwszym automacie nie było wody, drugi przyjął monety, bo woda była, ale za to nie było kubków jednorazowych, więc cała herbata poleciała ... nie wiadomo gdzie. Trzeciego automatu już nie próbowałam.
Do spania w śpiworze w poczekalni mało kto jest przyzwyczajony. Dlatego większość ekipy tylko drzemie lub rozmawia. Ja należę do tych szczęśliwców, którzy mogą zasnąć praktycznie gdziekolwiek. Przespałam praktycznie cały czas oczekiwania na lot.
Jedyny niezbyt fajny akcent, to ogromny karaluch w bucie, którego odkryłam juz po włożeniu buta :(
Ale poza tym incydentem warunki na lotnisku W Kaliningradzie, i później w Moskwie - bez zastrzeżeń.
Lot do Moskwy przebiega bez problemów. Po starcie dostajemy śniadanie, a potem dokładnie wszyscy zasypiamy i budzimy się w trakcie lądowania.
czwartek, 05 sierpnia 2010, transsib2010