Śpimy do oporu. Przespaliśmy Ulan Ude, stolicę Buriacji. Za oknem pochmurno, chwilami pada. O 16.30 zatrzymujemy się na 25 minut w miejscowości Czita- jesteśmy 6198 km od Moskwy.
Na peronie tym razem żadnych straganów, za to sporo ludzi się przesiada. Do sklepu daleko, i gdy do niego docieram, jest spora kolejka. Ale tak naprawdę niczego nie potrzebuję. Robię kilka zdjęć - dworzec i cerkiew i wracam do wagonu. Za 2 godziny postój na stacji Karymskaja.
Wieczorem biesiadujemy z grupą Rosjan. Mieszkają w Permie na Uralu i jadą do rodziny na wschód. Wysiadać będą 10 godzin przed nami. Rozmawiamy jak to zwykle - o życiu. W Polsce i w Rosji. Rosjanie (matka z przyjaciółką + syn z żoną) zaczynają śpiewać i chętnie śpiewają również te rosyjskie piosenki, które im podsuwamy. Usiłujemy się zrewanżować, śpiewając "Hej sokoły" i "Czarne oczy" ale idzie nam słabo, bo kompletnie nie jesteśmy rozśpiewani.
czwartek, 12 sierpnia 2010, transsib2010