http://www.mypodcast.com/fsaudio/sowa_20080927_1724-302712.mp3

Szanowny Panie, dziękuję serdecznie za list , a formą Pańskiej wypowiedzi ujęty wyjaśniam najpierw, iż ojciec mój został w 1945 roku uwięziony i skazany tuż po powrocie z pięcioletnich robót przymusowych w Prusach, ja zaś zostałem wyrzucony ze studiów w grudniu 1977, po złożeniu w dziekanacie pracy magisterskiej a skazany zostałem sądownie w marcu 1978 za rzekome pobicie dwóch osób: pracownika Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Katowicach (i jednocześnie studenta) oraz studentki, która nie ujawniła na rozprawie trwającej w Sosnowcu kilka godzin, czy też była równolegle pracownicą KW MO? Ukarany zostałem dlatego, że od maja 1977 roku usiłowałem zawiązać w tym mieście Studencki Komitet Solidarności, niezależną od komunistów organizację studencką, zaś w moim najbliższym otoczeniu (jak z perspektywy czasu popatrzeć) samych przyjaciół miałem niczym zając, z którym wilki nie chcą powiedzieć, co naprawdę zrobiły, a dziwnie jeno po sobie spoglądają i nic nie można złego o tych złoczyńcach powiedzieć, bo oskarżą człowieka o antysemityzm. Nie poszedłem z nimi wtedy do pastora po duchowe wsparcie, bo wcześniej byliśmy u popa po szklankę, dosłownie i bez przenośni naprawdę, takie to były czasy, taki cyrk! Naprawdę też wciskał ktoś w pracy mojemu ojcu do ręki ulotki wydrukowane na offsecie, podpisane Kazimierz Switoń, Wolne Związki Zawodowe. A było to wcześniej, zanim Borusewicz dostał cynk od Kuronia, żeby się w Gdańsku spotykać i różnych ludzi wciągać do roznoszenia mutacji warszawskiego pisma. O tych moich studenckich protestach, zbieranych podpisach i działaniach wspominał naówczas w Krakowie dwutygodnik "Student" sam też ująłem coś z prawdy w tekście: "Zostać człowiekiem" , który oddałem do druku w dwutygodniku "Solidarność Jastrzębie", w którym zostałem też przyjęty do pracy po przyniesieniu tegoż tekstu, więc nic dziwnego, że poczułem się w tym piśmie Zarządu Regionu Sląsko-Dąbrowskiego wręcz przytulony i byłem w Solidarności i z Solidarnością a Solidarność była ze mną, bo zakładałem równocześnie Związki Zawodowe w różnych branżach i fabrykach w Zagłębiu i na Sląsku, a miałem w Redakcji Towarzystwo, od którego wiele można było się nauczyć: Jerzy Skwara, kolega Zabłockiego z PZKS-u, Stefania Kamieniecka i Zosia Zaremba (małżonka Andrzeja Czeczota), Bolesław Edelheit-Winczewski, Tadeusz Kluba, Jarosław Piwar, Grzegorz Grzegorek. Gdyby tak dzisiaj mógł przyjąć do pracy w jednej Redakcji tylko takich Ludzi, o tych kwalifikacjach zawodowych i moralnych. Nie mitologizuję tu, nie zalewam, mówię prawdę, jak przed laty Bolkowi w Warszawie (już po jego powrocie z Francji), jak Tadkowi w La Rochelle, jak Zosi i Andrzejowi Czeczotom wieczorem, w uroczej kawiarni Łódź Kaliska, jak Jerzemu Skwarze tam i tu. Chciało się pracować z dobrymi ludźmi, z Polakami dla Narodu Polskiego. Tymczasem złoczyńcy niepkoją, oskarżają i skazują, już nie na procesach trwających po kilka godzin, ale zaocznie i podobno w majestacie prawa. Zaocznie, w jakimś kapturowym trybunale używającym pieczątki Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim uznano mnie "wyrokiem nakazowym" winnym kradzieży starej, zniszczonej piłki do gry w piłkę nożną, którą policjant , chazarska łajza wycenił na 100 złotych (50 dolarów), bo sam sportu nie uprawia i nikt mu nie powiedział, ile kosztuje w sklepie nowa piłka, a sędzia taki sam dał wiarę temu, że sądzi zaocznie 55-letniego Polaka, menela zamieszkałego - jak policjant fałszywie podał - w Tomaszowie Mazowieckim.

Od Tomaszów Mazowiecki, "rewitalizacja" Najlepszy numer z tym, że ja tą piłką byłem niepokojony złośliwie, przez szereg dni, jak również innymi przedmiotami w inny sposób, aż w końcu zaniosłem to wszystko w siatce najpierw do Prokuratury a potem do Policji, gdyż prokurator o germańskim nazwisku W. nie chciał jej przyjąć i pokwitować jako dowodu w sprawie niepokojenia Polaka w jego Ojczyźnie, a tylko pytał, czy nagrywam rozmowę, więc przyjął i potwierdził policjant, ale tak cwanie, że sędzia czy ktokolwiek inny mógł z akt rzeczywiście wyczytać, że policjant "zabrał" ode mnie ten przedmiot. Policjant natomiast, powtarzam, dostał ode mnie w obecności świadkó w ten dowód przestępstwa uporczywego nękania mojej osoby w mojej Ojczyźnie, po 26 latach przebywania na emigracji politycznej. Przez chazarskie bandy operujące w Polsce i poza Polską. Po cóż jednak to wszystko opowiadam? Jeśli napisałem jeszcze będąc w Polsce skargę do kilku Ministrów naraz? Może dlatego, że silna wiara płynie też z ekspiacji, wiara poety w czarowną moc zwierzeń? A może po prostu ludycznie wciąż wierzę w sprawiedliwość, bez względu na to, kto to tam kim rządzi w Polsce ? Może dlatego, że chciałbym Pana wyrwać z sytuacji, w której ujawnia się w człowieku przemożna chęć uzewnętrzniania, wyjaśnienia komuś innemu skomplikowanych uwikłań, sieci zależności, matactw policjantów, prokuratorów, fałszywych świadków i sądów, nad Polakami chazarskich, powiadam sędziów? A może to odezwała się we mnie Solidarność z Członkiem Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, który pozornie nic pomóc mi nie może, bo sam pogrążony jest w fałszywych podejrzeniach, omotany w cudzych mataczeniach, spowity w bólu, we własnych cierpieniach? Poeta widzi kokon, wierzy w Zmartwychwstanie; z larwy leci motyl, ma brunatne skrzydła, a na skrzydłach oczy. Aphantopus hyperantus, kominiarz w dłoni dziecka.
Z Najlepszymi pozdrowieniami widzę Pana, Romualdzie w lesie rzeczy. Z Frankfurtu nad Menem mówił Stefan Kosiewski ----- Original Message ----- http://de.wikipedia.org/wiki/Schornsteinfeger_(Schmetterling ) http://sowa.mypodcast.com/2008/09/Stefan_Kosiewski_W_lesie_rzeczy_Do_Romualda_Szeremietiewa_List_2-145363.html
From: Romuald Szeremietiew
To: SOWA
Sent: Saturday, September 27, 2008 7:14 PM
Subject: Re: sowa dociera do pomnad 14 tys. odbiorcow w roznych krajach i jezykach
Pan Stefan Kosiewski Szanowny Panie, Moja sytuacja jest trudniejsza niż Pan sądzi. W mediach, począwszy od art. "Kasjer w MON" (Rzczp. 07.07.2001) pojawiło się wiele tekstów przedstawiających mnie w czarnych barwach. Znajomi namawiali mnie, abym uruchomił stronę internetową i bloga i podał swój punkt widzenia oraz zaprezentował siebie, co dotąd w życiu robiłem etc. - pisano o mnie per "ruski złodziej", to z racji brzmienia nazwiska. Opierałem się dość długo. W 2007 uległem i to zrobiłem, również dlatego, że wcześniej było kilka artykułów, w których przedstawiono mnie w innym, lepszym świetle. A więc nie tak dawno zacząłem cytować co inni piszą o mnie, a nie samemu "wypisywać" o moich łapówkach. Proszę obejrzeć moją stronę - jest tam b. mało moich opisów "afery", decydujące są teksty innych osób, również dla mnie niekorzystne. Czytelnik może przeczytać opinie dla mnie niekorzystne i korzystne i wyrobić sobie pogląd - jeśli zechce. A więc po to i w taki sposób przedstawiłem sprawę. A teraz druga strona medalu. Mimo osobistego przekonania o niewinności nie mam obecnie kwalifikacji do działalności politycznej. Akt oskarżenia jest, proces się toczy. Czy ktoś taki jak ja, oskarżony o korupcję może uprawiać czynnie politykę? Dlatego nie mogę uczestniczyć w żadnych zbiorowych działaniach politycznych. Wielokroć odmawiałem też znajomym podpisu pod różnymi apelami i stanowiskami (raz dałem się "złamać", w sprawie traktatu lizbońskiego). Czasem podpisuję jakiś list w spr. niepolitycznej, np. obrazy barw narodowych w TVN, ale to jest rzadki wyjątek. Moją aktywność ograniczam do wypowiadania od czasu do czasu swoich poglądów na blogu i to wszystko. Tymczasem Pan, nawet w tym liście domaga się, abym podjął czynną akcję polityczną. Jestem zasypywany korespondencją, gdzie co chwila jest jakiś problem wymagający zajęcia stanowiska, popierania czy ganienia kogoś, itp., itd. Jestem staroświecki i listy, nawet mailowe, traktuję bardzo osobiście. Skoro są do mnie kierowane to uważam, że powinienem je czytać, analizować i na nie odpowiadać. A odpowiedź z racji mojego obecnego położenia mogłaby być jedna, w zasadzie za każdym razem. Do tego irytowała mnie forma listów, duże ilości tekstów, także w jęz. niemieckim (nie znam tego języka). Uznałem, że będzie lepiej, jeśli taka korespondencja skończy się. Po prostu odbierałem ją w ten sposób, że wywiera się na mnie presję podejmowania działań, których z racji podnoszonych wyżej podejmować nie mogę. Oczywiście jestem wdzięczny, że s korzystał Pan z moich tekstów nt. wojska i obronności RP. Proszę przyjąć moje wyrazy uznania za to co Pan robi i zrozumieć mnie. Serdecznie pozdrawiam. Romuald Szeremietiew ========================================================================= http://konserwa.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?492351
From: SOWA
To: Romuald Szeremietiew
Sent: Saturday, September 27, 2008 3:58 PM
Subject: sowa dociera do pomnad 14 tys. odbiorcow w roznych krajach i jezykach po co Pan wypisywal o tych rzekomych lłapowkach, zeby sie oczyscic, czy zeby poinformowac o zarzutach?
http://konserwa.blox.pl/2008/09/W-MON-zapomniano-ze-Wojsko-Polskie-nigdy-nie-bylo.html
sobota, 27 września 2008, reakcja