Obroniona na 5 pani magister. Ładnie brzmi i dumnie - robi wrażenie. Ale poza tym, że mogę przed nazwiskiem napisać "mgr" niewiele się zmieniło...
Albo raczej nie... zmieniło się... cholernie duźo się zmieniło...
Sobotnie czuwanie charyzmatyczne z modlitwą o uzdrowienie. No tak - powiesz - było czuwanie - Anka w rozsypce. Minie jej. pozbiera się.
Jasne. Masz rację. Bo tak jest i tak będzie. Pozbieram się i pójdę dalej.
Ilekroć koordynuję czuwanie wydaje mi się, że bardziej od strony technicznej muszę to ogarniać. I tak jest. Ale to czuwanie prowadzone z Asią było tak inne. Panie Jezu Ty wiesz ile mnie to kosztowało. I nie chodzi o nerwy czy czas - nie... ale jak bardzo chciałam Ciebie tam doświadczyć jako uczetnik. zwykły szary człowieczek.
Wiele słyszałam. Post Apostolski - trudny temat, który rozdziera serce - bo czego się wyrzec? i w Imię czego? bo wiem, że On mnie wzywa do tego... ale jak?
a potem Eucharystia - szczyt i euforia... i uwielbienie, które było dla mnie na prawdę uwielbianiem i wychwalaniem!
a późniejsza Adoracja, kilka słów i krótkie spojrzenie w Jego pełne Miłosierdzia Serce... I pytanie, komu nie potrafie przebaczyć? kto wywołuje u mnie łzy i bezsilność, której nie umiem opanowac? Ufam, że Pan pokaże mi w końcu i przypomni te sytuacje i wskaże drogi...
W sobotę Pokazał i powiedział mi jak bardzo jest bezsilny... i jak bardzo jest samotny... samotny w mojej samotności. W tym, że pośród tylu ludzi czuję się tak opuszczona, że tak bardzo potrzebuję zapewnienia, że ktoś jest. Ktoś do kogo zawsze można przyjść gdy zaczyna się dryfować bo falach życia... że pod tak pozornie rozkrzyczaną i pewną siebie Anią skrywa się bezsilność... Jezu, jak niewiele osób to dostrzega. Jak niewielu osobom pozwalam na dostrzeżenie tego.
Tak bardzo się zawsze starałam. Zawsze chciałam być najlepsza (ech, ten perfekcjonizm), nikogo nie zawieźć, nie urazić, być do dyspozycji dla każdego o każdej porze, każdemu pomóc. Przyczynić się choc trochę do szczęścia i radości innych...
Bo nikt nie był mi nigdy obojętny. Chciałam wziać na swe barki problemy całego świata, wszystkie niepokoje. Wielokrotnie czułam się tak, jakbym nosiła na sobie odpowiedzialność za czyny i decyzje innych...
Starałam się zawsze być dla każdego, gdy tylko mnie potrzebowali. A gdy ja potrzebowałam pomocy to nieraz nie było nikogo. Poczucie samotności stało się wtedy moim towarzyszem. Nie chciałam się skarżyć i użalać bo inni mają gorzej. Tak miało być - myslałam...
Ale w sobotę Bóg pokazał - wiele... i wiele łez w oczach innych. I "przeraszam, że cię opuściłam..." Tak, tamto opuszczenie było dla mnie bolesne, ale dziś inaczej już patrzę na to co minione.
Choć nadal nieraz czuję tę samotność, wiem, ze On jest, i koi, gdy ból staje się nie do zniesienia i przeszywa na wylot.
ale często nadal brak wiary. Taki czas nastał. Wszak nie zawsze jest idealnie.
wtorek, 19 lipca 2011, ania.018