Rzadko autorzy piszący o bibliotekach stawiają tezę, że robotnicze pochodzenie wielu wybitnych bibliotekarzy było istotnym czynnikiem ich sukcesu. Pomogła im w tym pracowitość, lojalność i poczucie solidarności z klasą średnią. Cechy charakteru wynieśli ze swych górniczych lub stoczniowych społeczności. Być może teza ta jest prawdziwa i wiele nam mówi o cechach wyróżniających dobrego bibliotekarza. Prawie wszyscy bibliotekarze są byłymi zamiłowanymi "czytaczami" książek lub czasopism. Ja osobiście nigdy nie czytałem książek (gazety owszem), a jak już, to te co miały około 101 stron. No i zobaczcie jak skończyłem :P:P. Chociaż na studiach "bibliotekarskich" poznałem swoje szczęście. Wielu z was tak jak ja, zalicza się do tych, co jak na razie w życiu mało osiągnęli, lecz myślę, że to się zmieni. Oczywiście jak podniosą na pensje. Dziś jeden z czytelników życzył mi, obym dożył czasów w których będą co najmniej po dwa egzemplarze prasy codziennej umieszczane na półce dla czytelnika. Uważam, że osoba która zapracowała na siebie jest lepszym pracownikiem (lepszą mrówką), która gra w bibliotecznej orkiestrze. Ma większą zawziętość do pracy, cały czas jest na chodzie............jakby dwa dni brała mąkę w nos za pomocą banknotu o nominale 10 zł. Bo tylko tyle zostaje po opłaceniu rachunków za prąd, wodę, kibel, spłuczkę czy co tam kto opłaca. Jak to mówią byle wyszło piwo i fajki. Szanuje swoją pracę, jaka by nie była. Czasem nawet musi pożyczać płuca. Gdy trzeba przystopować to przystopuje. Nigdy nic na siłę. Przeciwstawnym przykładem jest osoba podająca się za bibliotekarza. Wiem, brzmi to lekko ortodoksyjnie, ale cóż, taki już się stałem. Osoby te zwą się "pierdzę w stołek bo mam wejścia". Pewnie myślicie.....ludzie kto chce iść do pracy przez "wejścia" do biblioteki. A tu byście się zdziwili. Siedzi taki cały dzień, pije kawę lub napój kawowy i albo lampi się w okno albo plotkuje. Więc ja się pytam: Po co oni som te kurwy? Som chyba tylko po to, żeby mnie wkurwiać co drugi dzień. Czy to bratanica, siostrzeniec dyrektora biblioteki to wydaje się im, że są bóg wie kim. Ale wiecie co? Ja to mam w dupie !!!!!!!!!!!!!!! Mówię im to co mi się podoba. Biorą takie same marne pieniądze co my. Bo to jest gruba przesada jak się zatrudnia chemika, fizyka a ja mam wykształcenie odpowiednie do wykonywania zawodu. Więc mówię wam bracia i siostry: "PALMY ICH I NIE DAJMY SIĘ ZDEPTAĆ. BO ALBO TY JESZ ALBO CIEBIE JEDZĄ". W aspekcie orkiestry, granie w jednym ensamblu ludzi pochodzących z różnych uda się, no chyba, że to są ci pseudo bibliotekarze. No chyba, że pseudo bibliotekarze będą grać w jednej sekcji.
czwartek, 01 lipca 2010, crustuch