Strasznie zimny luty. Tak bardzo narzekaliśmy na brak zimy, no to mamy. Ale nie o tym. Jestem handlowcem z krwi i kości. Jestem trenerem. Kurczę, znowu o tym. Ale nie mogę się oprzeć. Jest rok 2007. Jestem na trzecim roku studiów. Słucham głównie smętnego indie, nie mam kasy, piję tanie piwo. Marzę, żeby być belfrem, dziennikarzem, wykładowcą. Obojętnie, byleby nie brać udziału w wyścigu szczurów. Jest rok 2012. Słucham głównie dobrych rapsów. Jestem przedstawicielem twardego marketingu. No i mam pieniądze. Priorytety się zmieniają. A dziś był szczególny dzień, bo dostałem mnóstwo czekolady i piernika w kształcie serca. Opuszczam na jakiś czas moje katowickie dziewczyny (choć w sercu tylko jedna, ta o kręconych czarnych włosach i pięknych oczach, moja Emilka). Powiedziały, że byłem ukojeniem w czasach kryzysu. Czas głosić dobrą nowinę w mieście Bolka,Lolka i Reksia (tylko na tydzień) a później w mieście jednego z najbardziej utytułowanego polskiego klubu piłkarskiego bez rynku i z jednym peronem (na dłużej). Kurczę, to śląskie miasto też kocham.
To teraz czas właściwa. Każdy ma takie swoje rzeczy, które go określają, które go określają, które są dla niego charakterystyczne. To mój zbiór:
okulary z czarnymi oprawkami
To już trzecia para od 2008 roku. Pamiętam, jak wybierałem moją pierwszą w jednym z wałbrzyskich salonów. Optyk powiedział, że takie oprawki nie dla mnie. Okazało się to moich punktem charakterystycznym.
długopis z napisem "Polska"
Emilka jest najmądrzejsza. Znalazła świetny sposób na to, że gubię wiele rzeczy. Daje mi je w prezencie. Bo to co od niej najcenniejsze.
zegarek casio czarno-żółty (batman style)
Patrz wyżej - też od Emilki
srebrny zegarek z bransoletą
Kiedyś codziennie, dziś na specjalne okazje. Prezent od taty.
czarny classic
niezmiennie. Właśnie kupuję nowe lacoste'y. Obecnie zimowe reeboke i streetowe nike. A na lato pierwszy raz kupię białe.
srebrny łańcuszek i medalik
nie wiem od kiedy go noszę ale już go nie zdejmę.
czarna skrzynka
a tam wszystko
bluzy z kapturem
kurczę, od wielu lat to samo. Odkąd mam narzucony dresscode, te bluzy tylko w weekendy
jeszcze niedawno napisałbym, że czeska płetwa, ale przed świętami ogoliłem się na...prawie zero.
A tak muzycznie,to ostatnio u mnie dwie kobiety. Pierwsza to Lana del Rey. Objawienie bloggerów to naprawdę dobra płyta. Ja tu słyszę wiele zapożyczeń. PJ Harvey, Marlena Dietrich ,Kate Moss, Ellie Goulding. I jest dobrze. A druga to Lilu (zabawne że temat Oli odświeżam przed walentynkami - otóż w walentynki 2009 "byłem" na koncercie łódzkiej divy. Cudzysłów zamierzony, bo obcowanie z Lilu zakończyło się jedynie na tym, że widziałem jak siedzi na kanapie, gdyż moja ówczesna partnerka nie czuła klimatu śląskich melanży). Ale wracając do Oli, to zupełnie inna płyta niż La. C/A to raczej śpiewanie niż rap. I mimo, że jest gorzej, to przyjemnie się słucha.
piątek, 10 lutego 2012, peka28