Żyję. I mam się dobrze. Bo ogólnie jest dobrze. Ale przez to, że zbliża się A long december. Skłania mnie to do refleksji. Bo mimo, że mam obok siebie najbliższą mi osobę, która dzielnie mnie znosi, to chciałbym zrobić taki rachunek mojego sumienia. Bo, nie ukrywam, paru osób mi brakuję. Zwłaszcza, że z niektórymi nie ma już możliwości kontaktu.
- R., który zawsze jest i będzie, mimo że jest teraz niezbyt często, a wręcz prawie wcale. Dobry człowiek, jasny umysł. Za bardzo mu słodzę, zwłaszcza, że wiem, że on czyta. Może uda się na święta.
-K., ta od Skandynawii i szalika z Bitlami. Brakuje jej bardzo. A życzenia na urodziny to stanowczo zbyt mało. Jest i będzie bardzo ważna.
- A., której nie widziałem od wieków, raz tylko przemknęła mi na chwilę we Wrocławiu. Mieszane mam uczucia, ale jej również mi brakuje.
- O., która chyba ma do mnie żal, ale cóż zrobić. Za jej donośny głos choć przez chwilę i wałbrzysko-pijacki moment oddałbym pół mojej pensji.
- S., który był lekkoduchem, który był ważny, który... no kurczę, brakuję.
-G., to akurat już niemożliwe. Niestety.
- O., kolejna. Jest już mgłą, ale była ważna.
- K., która tak jak ja zaczęła poważne życie, jest już zaręczona. Nie ukrywam, brakuje mi robienia samolotów w parne, czerwcowe, wałbrzyskie wieczory.
To chyba wszystko.Nikogo innego mi nie brakuje. Lecz i tak jest dobrze.
wtorek, 29 listopada 2011, peka28