Coraz dłuższe noce albo coraz mniejsze wymagania powodują, że zaczynam budzić się jeszcze w nocy i muszę czekać do brzasku zanim wstanę. Wysyłam po ciemku koordynaty GPS ekipie busa i okazuje się, że są 40km ode mnie. Spotykamy się pół godziny później i jedziemy na śniadanie. Chłopaki uspokajają mnie w kwestii łańcucha a co do opon to sam widzę, że wystarczą. Siadam na motor i odjeżdżam, czując na plecach wzrok Pastora.
Po przejechaniu Penzy odbijam na pustą i dobrą drogę do Woroneża. Dzień ładny, suchy i ciepły a wszystkie drzewa kolorowe. Noclegu szukam za Woroneżem i rozbijam się obok stacji benzynowej ale poza jej terenem. Koło 21 zjawia się właściciel terenu i wymusza przenosiny na drugą stronę. To jedyny nieprzyjemny incydent w kwestii spania pod namiotem.
środa, 01 listopada 2006, zachary70