Wszystkie blogowe notki Marcin wysyłał do mnie z kafejki MoonLight Internet GoFe. To GoFe znaczy podobno cafe. Jakiś ktoś, kto robił szyld, zrobił pomyłkę - podejrzewa Marcin.
I dalej tak pisze o kafejce i prowadzących ją ludziach:
Tu zawsze częstują herbatą mówiąc Marian Herbata. Kafejkę prowadzi Tarikh jeden z synów ojca dyrektora (na zdjęciu przy biurku) wraz Monkez, zabawnym, przesympatycznym chłopaczkiem. Obaj mają bardzo pogodne usposobienie. Nie przerażają ich nawet tzw. trudni klienci. Ze mną zawsze toczą utarczki słowne i przepychanki, kiedy przychodzi do płacenia za korzystanie z netu. Ale zawsze kończy się na tym, że płacę 1 USD czyli 50 funtów syryjskich.
Tarikh w swojej internetowej kafejce.
Tarikh jest jednym z naszych długoletnich przyjaciół w Palmyrze. Jego zaleta - nie jest namolny wobec turystów. Chcesz to korzystasz, nie to nie. Nie namawia nikogo.
Jego kafejka to lokal, do którego trzeba zejść kilka schodków w dól w kamienicy na rogu Placu Muzealnego i palmyreńskiej Marszałkowskiej. Od zeszłego roku jakość łącza internetowego polepszyła się znacznie i w zasadzie jest prawie niezawodny.
Jest tutaj pięć komputerów stacjonarnych i jeden laptop, można przyjść z własnym sprzętem.
Jedną z przeszkód w swobodnym dostępie do internetu - zwłaszcza wieczorem jest jednak pewien beduin. Codziennie na skajpie toczy po angielsku niedwuznaczne rozmowy z panienkami z Europy. On się mizdrzy do nich, one do niego. Często staje się to po prostu niesmaczne. Ale - kiedy go nie ma - jest miło i sympatycznie. A sprawcami tej miłej atmosfery są właśnie Tarikh i Monkez. Tarikh to trzydziestolatek z brzuszkiem, niski z trzydniowym zarostem i w okularach. Monkez szczupły i przystojny. Ale najważdniejsze, że zawsze są uśmiechnięci. Tacy pozytywnie zakręceni Syryjczycy.
niedziela, 17 października 2010, joannagrabowska_net