Już dwie notki od Dobrochny czekają na publikację. Pora na nadrobienie zaległości. Obie dziś zamieszczę. Po co mają się kisić w mojej skrzynce? Zwłaszcza, że pokazują m.in. wnętrza Hotelu Baron w Aleppo, w którym zatrzymywał się niegdyś brytyjski archeolog sir Max Mallowan wraz z żoną Agathą Christie. Dobrochna przysłała też zdjęcia z Resafy, dawnego Sergiopolis i bardzo ciekawie napisała o św. Sergiuszu i Bachusie. Świątynię pw. św. Sergiusza widziałam w Maaloula, jedynym na świecie miasteczku, którego mieszkańcy mówią w języku Chrystusa - po aramejsku. W tej świątyni słyszałam też modlitwę Ojcze nasz w języku aramejskim. Kasia Kobylecka z Radia nagrała ją i obiecała mi podesłać dźwięki. Ojcze nasz mówiła młoda dziewczyna. Robiła to z prawdziwą wiarą w głosie. Za każdym razem, a słuchałyśmy jej kilkakrotnie. Muszę odezwać się do Kasi w sprawie tego nagrania. W świątyni nie można było jednak robić zdjęć, więc fotek nie pokażę
Po za tym już wkrótce mam nadzieję na wieści od Krzysztofa. Ekipa wróciła z Palmyry. To koniec tegorocznych tam wykopalisk, ale nie koniec blogu. Kawałek Syrii i Mitreum w Hawarte pokaże nam jeszcze Dobrochna. A pisze bardzo ciekawie:
"Pierwszy dzień w muzeum w Hamie upłynął mi na bieganinie i usiłowaniu zorientowania się w tutejszej rzeczywistości. Ledwo się urządziłam, a już trzeba było podjąć decyzję co z weekendem. Namówiłam dwie z Pań żeby pojechać daleko na wschód, do miejscowości Resafa, bizantyjskiego Sergiopolis. To dość daleko więc zdecydowałyśmy się na nocleg w Aleppo i powrót w sobotę.
Z reguły tego nie robię, ale tym razem chętnie przystałam na skorzystanie ze zorganizowanej wycieczki. Takie jednodniowe wypady są oferowane przez większość tutejszych hoteli, a że ja w tym roku musiałam zamieszkać w hotelu, to właściciel, jakby czytając mi w myślach, oświadczył, że następnego dnia jest grupa do wioski beduińskiej, Resafa i Qalat Jabar, a wycieczka kończy się w Aleppo. Ponieważ w piątki transport lokalny na mało uczęszczanych trasach, szczególnie do południa, czyli do modlitwy, bywa trudny, zdecydowałyśmy się pójść trochę na łatwiznę i dać się zawieźć.

Warto było! Korzystając z minibusów nie dałybyśmy rady. Wyruszyliśmy o 7:30 z Hamy bardzo stylowym mercedesem, ponieważ okazało się że razem z nami jedzie tylko sympatyczny Irlandczyk Brendan. 12 godzin w trasie z godzinnym zwiedzaniem Sergiopolis (w pełnym słońcu) i pyszną rybą z grilla nad jeziorem Assada u podnóża zamku. Jezioro kusiło krystalicznie czystą wodą, jednak o kąpieli w tym regionie bez wzbudzania sensacji można zapomnieć, więc zadowoliliśmy się zamoczeniem nóg.
Resafa
Sergiopolis do dziś jest niezwykłym i upragnionym miejscem pielgrzymowania. Założone było już w czasach asyryjskich w IX w. p.n.e., ale dopiero za Dioklecjana zasłynęło wydarzeniem, po którym nastąpił rozkwit miasta.
Dotyczy ono późniejszych świętych - Sergiusza i Bachusa. Sergiusz był rzymskim żołnierzem który poniósł męczeńską śmierć wraz ze swoim towarzyszem Bachusem podczas krwawych prześladowań chrześcijan za czasów cesarza Dioklecjana. Odmówili oni w 291 roku wyrzeczenia się wiary chrześcijańskiej. Poddano ich wymyślnym torturom np. zmuszono do pokonania dużych odległości w tzw. żelaznych butach, nabitych wewnątrz ostrymi gwoździami. Na koniec ścięto im głowy mieczem w okolicy dzisiejszej Resafy.
Rozkwit miasta nastąpił za czasów cesarza Justyniana i jego żony Teodory. W Resafie powstała bazylika poświęcona obu świętym, a cesarzowa Teodora ofiarowała dla kościoła, według przekazów, ogromny złoty krzyż wysadzany szlachetnymi kamieniami. Został on jednak skradziony podczas walk Rzymu i Sasanidów. Po wygranych walkach został ostatecznie ceremonialnie zwrócony. Dokumenty podają, iż bazylika służyła wiernym nawet po podboju arabskim do 1093 r.
Sergiopolis zapewne zajmowało drugie miejsce, tuż po słynnym Qalat Seman, miejscu kultu Szymona Słupnika (również w dzisiejszej Syrii).
Dziś ta niezwykła popularność nie do końca przeminęła. W ciągu godziny natknęłyśmy się na dwie grupy (parafialne?), odprawiające msze w bazylice Sergiusza. To może malownicze, ale niestety staje się czasem większą atrakcją niż sam zabytek. Nie bardzo wiadomo jak zwiedzać nie przeszkadzając modlącym się, o robieniu zdjęć nie mówiąc
Wieczorem dotarłyśmy do Aleppo. To miasto to opowieść bez końca. Pierwszy w Syrii przystanek dla archeologów podążających Orient Expresem. Tu też zatrzymywała się Agatha Christie z mężem Maxem Mallowanem wyruszając na wykopaliska do Nimrud. Klimaty tamtych czasów zachowały się w słynnym Hotelu Baron, w samym centrum miasta. Niestety dziś jest to mekka wszystkich spragnionych powrotu do czasów Lawrenca z Arabii, więc wypicie drinka w barze nie jest łatwe. Ceny pokoi z pewnością także nie dla dzisiejszych archeologów ;)
Ale jest w Aleppo innych przybytków kulinarnych w bród.
Natknęłyśmy się na uroczą rodzinną restaurację, której właściciel nie chciał nam tłumaczyć mozolnie tego, co jest w karcie i wpadł na lepszy pomysł zapraszając nas do kuchni! Uprzejmy kucharz pokazywał nam kolejno zawartość wszystkich kotłów i chętnie pozował do zdjęć. Na jednym z nich pani Ela pozuje z kucharzem, a w tle Niestety, wszystko się wydało. !;) Obiad był boski.
Aleppo jednak słynie z suqów pełnych wszelkich skarbów orientu. I my nie oparłyśmy się ich magii, ale to znacznie dłuższa opowieść"
Rodzinna restauracja w Aleppo. Pani Ela pozuje z kucharzem, a Dobrochna...
Dobrochna wspomniała o Qalat Seman, miejscu kultu Szymona Słupnika. Byłam tam i mam zdjęcia. To był drugi dzień trwania Silk Road Festival. Dobrochno, wywołałaś mnie do tablicy. :) Chyba wkrótce napiszę o tym, a na razie, pokażę zdjęcie. Oto ono:
Qalat Seman, miejsce kultu Szymona Słupnika. Pośrodku podstawa kamiennego około18-metrowego słupa na szczycie którego, na platformie o powierzchni dwóch metrów kwadratowych żył święty.
Zdjęcia: Elżbieta Bogdanowicz, Dobrochna Zielińska
wtorek, 26 października 2010, joannagrabowska_net