...
- Jak pan trafił na Warmię do Miłkowa? Zapytał Wincenty.
- W wrześniu, trzydziestego dziewiątego, trafiłem do niewoli niemieckiej, przywieziono nas do miejscowości Stablack. Odległej stąd około pięćdziesięciu kilometrów.
- Tu będzie Wasze miejsce jak sobie wybudujecie - powiedział komendant obozu ppłk Karl Schutz.
- Znajdowaliśmy się na niemieckim poligonie otoczonym drutem kolczastym z wieżami wartowniczymi. Zamieszkaliśmy w postawionych przez siebie namiotach. Polscy jeńcy stalagu, do połowy roku 1940, wybudowali baraki obozu głównego.
- Po latach będzie można powiedzieć, że to Polacy a nie Niemcy wybudowali największy w Europie obóz jeniecki - kpił komendant obozu.
- Wraz z zwycięstwami hitlerowców, tworzyły się podobozy w pobliskich miastach. Ja trafiłem, do takiego w Ornecie. Pracowaliśmy w pobliskiej fabryce amunicji.
Sylwek przypomniał sobie wyprawę do lochów i kościotrupy żołnierzy.
- Czy w orneckim obozie byli lotnicy amerykańscy? Zapytał.
- Tak. Skąd wiesz? Nie czekając na odpowiedz ciągnął dalej głownie byli tam Rosjanie, Polacy, Belgowie i Francuzi. Trafiłem do pracy u bauera, tu w tym gospodarstwie. Mieszkałem w pokoju na stryszku. - Teraz wiecie, dlaczego jest tam krata w oknie i zamykane na klucz wejście z kuchni.
- Razem z gospodarzem woziłem do obozu w Ornecie ziemniaki i warzywa. Pamiętam w grudniu, czterdziestego czwartego roku. Dziwne zdarzenie opowiedziane przez jednego z jeńców, gdy rozładowywaliśmy ziemniaki.
Wracając o zmroku z pracy odział jeńców, składający się z Belgów, Francuzów i dwóch lotników Amerykańskich, został zatrzymany przez niemieckiego pułkownika. Na zaśnieżonej śliskiej drodze stała kolumna ciężarówek jedna z nich, przechylona w rowie, próbowała się z niego wydostać. Pułkownik polecił jeńcom wyładować z blokującej drogę ciężarówki skrzynie z amunicją. Pracujących zdziwiło to, że skrzynie nie mają takiego ciężaru i takich wymiarów jak te w fabryce amunicji. Co dziwniejsze kierunek, w którym podążał konwój był z Pasłęka do Ornety. Amunicja zazwyczaj jechała w kierunku odwrotnym.
- Jakie napisy był na takich skrzyniach? - Zapytał Sylwek
- Uwaga, Amunicja i jeszcze inne wyrazy i cyfry.
- Jak to było po niemiecku?
- Sylwek nie przerywaj panu strofował chłopaka ojciec.
- Zaspokoję twoją ciekawość Achtung, Munition.
Sylwkowi serce zabiło mocniej. Chyba podobne napisy były na skrzyniach w lochach. Nic jednak nie powiedział. Kto by mu uwierzył.
- Wyładowano ciężarówkę. Wyciągnięto z rowu. Załadowano ponownie. Oficer zebrał niemieckich żołnierzy kierowców i zaczął ich wyzywać, ku uciesze jeńców. Następnie poprawną angielszczyzną zwrócił się do jeńców. - Opowiadał dalej gość.
- Kto potrafi prowadzić te samochody, zastąpi tych osłów i dojedzie do miasta, otrzyma butelkę wina i karton papierosów. Podszedł do kabiny pierwszej ciężarówki, wyjął butelkę francuskiego wina i karton papierów i uniósł do góry. Następnie powtórzył to samo poprawną francuszczyzną. Dziwna to była propozycja, lecz spragnieni tych artykułów jeńcy zaufali. Zgłosiło się dwóch lotników amerykańskich, czterech Anglików i czterech Belgów. Na rozkaz pułkownika, niemieccy kierowcy wsiedli do ostatnie ciężarówki z eskortą i odjechali w stronę Pasłęka. Ochotników było więcej niż ciężarówek do niektórych przydzielił po dwóch. Wraz z niemieckim pułkownikiem pozostało w konwoju, jeszcze dwóch Niemców w tej samej randze. Uzbrojeni w pistolety maszynowe zajęli miejsca w pierwszej, środkowej i ostatniej. Konwój ruszył w stronę miasta. Kolumna pozostałych jeńców ruszyła do obozu.
Nad ranem zawyły syreny obozowe. Zebrano wszystkich na placu apelowym ogłoszono ucieczkę tych dziesięciu jeńców, którzy pojechali wczoraj ciężarówkami. Lecz strażnicy i komendant nie przejawiali zbytniej gorliwości w ściganiu.
-Widocznie wiedzą, że front jest niedaleko - stwierdzili jeńcy.
- Chyba wiem, dokąd uciekli ci żołnierze powiedział cicho do siebie Sylwek, gdy gość skończył opowiadać.
- Co mówisz synu? Zapytał ojciec.
- Nic. Nic.
poniedziałek, 08 stycznia 2007, edward.bernatowicz