...
- Znowu szczur porwał jaj kurom powiedziała zmartwiona mama wychodząca z kurnika.
- Czy niema na niego sposobu? dodała.
Problem szczura złodzieja niepokoił od pewnego czasu. Kradł kurom jaja z gniazd. Robił podkopy i przegryzał podłogę. Załatano w jednym miejscu na drugi dzień dziura była w innym. Spryciarz unikał zastawionej pułapki. Trucizny wyłożyć nie można było. Potrułyby się kury. Sylwek przeraził się. Obok w klatce były dopiero urodzone królicze maleństwa. Co będzie jak je wyczuje? Jedyna nadzieja w Matyldzie. Kocica Matylda była wyjątkowa. Sama zdobywała pokarm dla siebie i swoich kociąt. Latem gdy wychowywała potomstwo wybierała się na polowania na pola i do pobliskiego lasu. Przynosiła gryzonie i ptaszki zdarzało się jej upolować nawet dzikiego gołębia. Nie ruszała domowych piskląt a domowe gołębie unikały jej. Zimą rządziła w stodole i na olbrzymim strychu starego domu, siejąc zniszczenie wśród mysiego rodu. Psy podwórzowe Murza i Kazan dla świętego spokoju, schodziły jej z drogi. Miała swoje ulubione miejsce na nasłonecznionym podwórzu i w wolnych chwilach oddawała się kociej drzemce. Czasami łapami dokonywała toalety swego futerka wyglądało to jak mycie kociego pyszczka bez użycia wody. Domownicy widząc tą czynność mówili:
- Matylda myje się! Na pewną zjawią się goście zazwyczaj ten ludowy przesąd sprawdzał się.
- Kić, kić Matylda mam dla ciebie zadanie specjalne wabił Sylwek miseczką mleka, kierując się do otwartych drzwi kurnika. Matylda była kotem wolnym i nie przepadała za ograniczeniami zamkniętych pomieszczeń. Nie spodziewając się podstępu z lubością zajęła się swoim przysmakiem.
- Przepraszam Matylda, ale muszę cię uwięzić powiedział Sylwek zamykając drzwi.
Na ten dzień była obiecana kuzynostwu z miasta nauka jazdy na oklep na koniu. Rodzice pozwolili do tego celu użyć Bułanki.
Po dniu pracy, wieczorem konie prowadzono na pastwisko znajdujące się około dwóch kilometrów od gospodarstwa. Należało zaprowadzić tam Bułankę. Bułanka była ulubienicą wszystkich dzieci w rodzinie. Odwzajemniała te uczucia. Można ją było bezkarnie ciągać za uszy, grzywę, nawet pozwalała bezpiecznie przełazić pod brzuchem. Wynagradzano jej to jabłkami, za którymi przepadała. Na grzbiet gramoliła się nawet trójka dzieciaków i jeździła na oklep po sadzie.
- Synu pojedziesz na pastwisko powiedział do Sylwka ojciec.
- Bułanka zna drogę. Jedź wolno dodał.
Czynność tą wykonywał już kilkokrotnie. Pomimo przestróg i zakazów, gdy widoczność z obejścia zasłaniały drzewa, wrzucał trzeci bieg, galop. Drugi bieg, czyli trucht w jeździe na oklep był niewygodny. Gnał, trzymając się grzywy i pozostawiając za sobą tuman kurzu na piaszczystej warmińskiej drodze, w pewnym momencie poczuł jak katapultuje się nad głową Bułanki i ląduje w wodny strumień. Ujrzał nad sobą przyjazny koński łeb mówiący swymi dużymi oczami.
- Widzisz nicponiu, co cię czeka jak nie będziesz słuchał ojca.
Skąd strumień na drodze?
Obok drogi na zboczu wzgórza robiono odwiert studni artezyjskiej. Tego dnia rano trysnęła krystaliczna woda. Przekopano w poprzek drogi płytki rów, by spłynęła pierwsza woda czyszcząca rury.
To zdarzenie był pewien czas temu. Tej nocy Bułanka z Czarnym i Kasztanką pasła się na łące przy sadzie. Kandydaci na kowboi czekali z lekkim niepokojem i lekkim strachem, lecz miejska duma nie pozwalała zdradzić się z tym. Przyjaciel Sylwka Mikołaj, mieszkający w sąsiednim gospodarstwie, słysząc hałasy dołączył do towarzystwa. Przyniesiono stare krzesło by można było łatwiej wdrapać na grzbiet Bułanki.
- Synu możesz wozić kuzynostwo tylko stępa. Bez żadnych wygłupów! polecił ojciec obecny przy przygotowaniach i poszedł do swoich zajęć w gospodarstwie.
- Zademonstruje wam jak jeździ Zorro powiedział Sylwek gdy ojciec zniknął w obejściu.
Były to czasy gdy na ekranach kin objazdowych, po raz pierwszy w Polsce, wyświetlano ten film, telewizja nie była jeszcze na tych terenach osiągalna. Sylwek przefarbował na czarno wojskową pałatkę, od ojca dostał stary kapelusz i gdy przyprowadzał konie z dalekiego pastwiska, gnał na oklep przez pola niczym przez dziki zachód. Najlepiej do tego nadawał się koń Czarny, miał dobrą prędkość i potrafił przeskakiwać przez rowy melioracyjne. Praktyki te były zakazane przez ojca. Lecz gdy ojciec nie widział... Czasami jakiś sąsiad, widzący niebezpieczne wyczyny Sylwka, doniósł.
- Synu kiedy ty w końcu spoważniejesz mówił ojciec wymierzając odpowiednią karę.
Bułanka nie miał w sobie nic z dzikiego mustanga ale jej inteligencja i łagodność pozwalała zademonstrować mieszczuchom talent jeździecki Sylwka. Sylwek nie potrzebował krzesła by dostać się grzbiet konia. Zazwyczaj do tego celu wykorzystywał duże kamienie, polne kopczyki i nierówności terenu. Bułanka była niższa nisz inne konie a po za tym stała zawsze cierpliwie i bez polecenia nie ruszała z miejsca. Chwyt za długą grzywę, oparcie się lewą stopą o staw kolanowy konia, odbicie się prawą nogą i Sylwek siedzi na grzbiecie. Pokaz jazdy stępa w różnych wariantach: kierowanie bez wodzy niczym indiański wojownik, jazda tyłem, jazda na stojąco. Jazda na stojąco z wodzami w ręku - na ten wyczyn można pozwalała tylko Bułanka, tą ewolucję można było wykonać, nie tracąc równowagi, tylko stojąc na szerokim kłębie konia. Takie zachowanie tolerowała tylko Bułanka. Czarny i Kasztanka, gdy siedzący na grzbiecie jeździec przesunął się za bardzo do tyłu, wierzgały tylnymi kopytami i można było wylądować na ziemi. Najłatwiejsza jazda na oklep to galop. Jeszcze tylko próba jazdy na stojąco w małym kłusie. W tym momencie Sylwek o mało nie wylądował na ziemi.
Z kurników rozległ się pisk zwierzęcia odzieranego ze skóry. Dzieciarnia w popłochu uciekła do domu. Sylwek przypuszczał co to mogło być.
- Mikołaj chodź zobaczysz Matyldę w akcji.
Otworzyli drzwi kurnika i ujrzeli. Matylda leżała na plecach. Pazury przednich łap zatopione w szczura karku, trzymały w górze trochę mniejszą ofiarę. Ostrymi pazurami, tylnych łap, w błyskawicznym tępię kocica, darła skórę złodzieja kurzych jaj. W powietrzu fruwały zakrwawione kłaki szczurzego futra. Zaatakowane zwierze piszczało w niebogłosy, machając bezradnie swoimi pazurami, starając się dosięgnąć napastnika ostrymi zębami. Trzask otwieranych drzwi musiał zdekoncentrować wojowniczą Matyldę bo szczurowi udało się wyrwać z morderczego uchwytu i czmychnął do dziury. Od tego dnia, żaden szczur nie zaglądnął do kurnika.
- Dobrze się spisałaś Matylda powiedział Sylwek i zawołał rodzeństwo i kuzynostwo na przerwaną lekcję jazdy konnej.
Przy hałaśliwym dopingu i pisku dziewcząt, odbyły się konne jazdy po ogrodzonym pastwisku, w wariantach: podwójnym, potrójnym i pojedynczym. Na końcu rundę, siedząc przed Sylwkiem, wykonał trzyletni Stasiu. Na samodzielną jazdę odważył się tylko mieszczuch Janek nawet kawałek przejechał kłusem, niezdarnie podskakując na grzbiecie Bułanki.
- Nie będzie z ciebie kowboi ani wojownik indiański posumowali Mikołaj z Sylwkiem na zakończenie jazdy.
...
środa, 06 września 2006, edward.bernatowicz
