To była fatalna noc, nie tylko dla Davida Beckhama, ale także dla Fabio Capello oraz kibiców reprezentacji Anglii. Kontuzji doznał zawodnik, który mógł stanowić o sile Synów Albionu. Nie chodzi już tu tyle o sam wymiar sportowy, ale o samą osobowość pomocnika występującego w Milanie.
Dramat Beckhama rozegrał się w ostatniej minucie, wygranego przez Milan 1-0, spotkania z Chievo. Najbardziej bolesny jest chyba fakt, iż David kontuzję odniósł podczas, z pozoru, niegroźnej sytuacji, nieatakowany przez nikogo. Sam uraz - zerwanie ścięgna Achillesa - jest na tyle poważny, iż na 99% nie ujrzymy Becksa na boiskach w RPA, ponieważ sama rehabilitacja zajmie co najmniej trzy, cztery tygodnie.
Pesymistyczne informacje dopływające do nas z Włoch mówią, iż przerwa w grze Becksa może potrwać nawet dłużej niż pół roku, a 'czarnowidzowie', bo tak trzeba nazwać tych ludzi, wyrokują nawet koniec kariery Anglika. Ja jednak pozwolę nie zgodzić się z nich opinią i zapowiem, iż jeszcze nie raz ujrzymy wychowanka Manchesteru United na boisku.
Wspomniany już Fabio Capello zdążył już się odnieść do sytuacji, mówiąc, iż współczuje zawodnikowi i życzy mu szybkiego powrotu do zdrowia. Zapytany o możliwość powołania Beckhama na mistrzostwa świata, odpowiedział - Musimy się rozejrzeć za kimś innym.
Teraz menedżer reprezentacji Anglii będzie musiał poradzić sobie bez zawodnika, którego piekielnie celne dośrodkowania od wielu lat budzą strach u przeciwnika.
Kontuzja skrzydłowego LA Galaxy jest kolejną fatalną wiadomością, która w ostatnich tygodniach spadła na włoskiego szkoleniowca w ostatnich tygodniach. Wszystko zaczęło się od afery obyczajowej, której głównym 'bohaterem' był John Terry. Głównym, lecz nie jedynym, bowiem w jej kontekście z gry w reprezentacji Albionu zrezygnował Wayne Bridge. To nie był jednak koniec zmartwień Capello, bowiem poważnej kontuzji doznał także Ashley Cole, którego w wyjściowym składzie Anglików miał zastąpić...Bridge.
Przypadek Beckhama może być przygnębiający nie tylko dla osób związanych z reprezentacją Anglii, Milanu, czy po prostu sympatyków Becksa. Kontuzja ta mogła spowodować smutek na twarzach wielu kibiców. Dzieję się tak, ponieważ David poświecił naprawdę wiele, aby znaleźć się w kadrze na Mundial.
Beckham, który od wielu lat był nazywany ikoną popkultury (wydaje mi się, że obecnie jego status nieco się zmienił) ponad dwa lata temu zapytał się Capello, co musi zrobić, aby otrzymać szansę powołania na Mundial. Włoch odpowiedział bardzo prosto - wrócić do gry na najwyższym światowym poziomie. Na to jednak nie pozwalała mu gra w klubie z Los Angeles.
Beckham postanowił, więc poszukać miejsca w Europie, rezygnując tym samym z długich wakacji, które miałby zapewnione grając w USA. Gry w Stanach jednak nie porzucił. Na to nie pozwalały mu zobowiązania kontraktowe. Poprosił o możliwość wypożyczenia do Serie A, do Milanu. Od klubu taką zgodę dostał, po raz pierwszy rok temu. To pokazuje jak wielką determinacją kierował się Becks. Mimo że mógł sobie pozwolić na niemal wszystko, to chciał udowodnić wszystkim niedowiarkom, iż nie jest już piłkarzem skończonym, dla którego ważniejszy jest wybieg mody niż gra w piłkę. Niestety los okazał się przekorny.
Wróćmy jednak pamięcią do 2002 roku, gdy brutalnie sfaulowanego przez A. Duschera z Deportivo niemal już wykluczono z gry na Mundialu. Występujący wówczas w barwach Manchesteru United piłkarz zdołał się pozbierać i zagrać na Mundialu w Korei i Japonii. Czyżby teraz miało być podobnie? Niewątpliwie będzie bardzo ciężko, przecież sam dałem Beckhamowi zaledwie 1% szansę na grę podczas afrykańskiego turnieju. Anglik pokazał już jednak, iż warto wierzyć do końca, bowiem dzięki temu realizacja marzeń jest prostsza.
poniedziałek, 15 marca 2010, jmormul