Mimo dość sporych problemów na początku spotkania Manchester United zdołał pokonać AC Milan 3-2 na San Siro, dzięki czemu podopieczni sir Alexa Fergusona są już o krok od awansu od ćwierćfinału Ligi Mistrzów.
Jeszcze przed rozpoczęciem wtorkowego spotkania siła sportowa przemawiała zdecydowania z angielskim klubem, który rozgrywa już czwarty z rzędu fantastyczny sezon w Lidze Mistrzów, jednak liczby mogły wskazywać na Włochów, bowiem Czerwone Diabły jeszcze nigdy nie wyeliminiowały Rossonerrich w tych rozgrywkach.
Myślę, że warto na moment wrócić do 2007 roku, gdy Manchester rozpoczynał swoją świetną passę w Lidze Mistrzów. Już wówczas wydawało się, że droga do finału stoi dla Anglików otworem, jednak na drodze stanęli właśnie Włosi, którzy po minimalnej porażce 2-3 na Old Trafford, wprost zmietli chłopców Fergusona 3-0 na San Siro.
W pierwszych minutach wtorkowego spektaklu wydawało się, że powraca koszmar angielskich kibiców. Włosi, którzy już w 3. minucie, za sprawą Ronaldinho objęli prowadzenie, nieustannie atakowali i wydawało się, że podwyższenie rezultatu jest juz tylko kwestią czasu. Wówczas ukazało się całe piękno piłki nożnej. United zdołało przeprowadzić akcję, po której bramkę zdobył Paul Scholes, a w zasadzie jego piszczel. Myślę, że warto podkreślić, że nawet felietonista Guardiana podkreślał, iż bramka ta była niesprawiedliwa, niezasłużona.
Natomiast druga część meczu była diametralnie inna. To Manchester przeważał, kontrolował grę, wyprowadzał ataki i w konsekwencji dwie akcje wykorzystał. Rozmiary porażki zdołał zmniejszyć Clarence Seedorf. Gol ten był nieco podobny do trafienia autoestwa Scholesa, ponieważ powędrował na konto drużyny, która była w danym momencie znacznie słabsza.
Reasumując obie drużyny dobrze w tym spotkaniu, ale tylko przez 45 minut. Przewaga Manchesteru United polegała na tym, że gracze ofensywni Manchesteru United potrafili wykorzystać dwie gogodne sytuacje, zaś gracze Milanu zaledwie jedną. Obie ekipy dołożyły też po trafieniach, na które nie zasłyżyły. W konsekwencji Mistrzowie Anglii wygrali 3-2 i są bardzo bliscy awansu do ćwiećfinału.
Mimo że, już niemal, trzy lata temu Manchester także w pierwszym spotkaniu pokonał Milan 3-2, to oba wyniki są diametralnie różne. Po pierwsze, wówczas rewanż był rozgrywany na Old Trafford, po drugie Manchester zdążył już nabyć odpowiednie doświadczenie, po trzecie Milan będzie musiał pokonać United na ich własnym terenie dwiema bramkami, a tej sztuki nie potrafi dokonać niemal nikt.
czwartek, 18 lutego 2010, jmormul