Z Elli pojechalismy do Tissy. trasę pokonaliśmy 2 autobusami i... jeepem. Gdy wysiedliśmy w malej miejscowosci 30 km przed Tissą, podszedł do nas Lankijczyk i pyta czy jesteśmy czwórką Polaków, która ma spać w hotelu Pala. Zdumieni, że ktoś tu nas odbiera ochoczo skorzystaliśmy z okazji podwózki pod same drzwi hoteliku. A że dotarlismy tu już po 11, toteż postanowilismy jeszcze tego samego dnia odwiedzić park Bundala.
Targi w sprawie wyjazdu do Bundali i nastepnego dnia do Yala trwały ponad pół godziny. Gość organizujący safari wymyślił cenę z kosmosu. Toteż tzreba było targować się ile tylko można. Ostatecznie zeszliśmy z 48 000 rupii do... 34 000. Co jest niebagatelną roznicą.
O 14 ruszylismy jeepem do parku Bundala. Jest on podobnno zaliczany do najpiekniejszych w kraju. Położony jest on blisko brzegu morskiego i składa się z licznych przybrzeznych jezior i mokradeł. Porasta go dość gęsty busz krzaczasty, który w obecnie panującej tu porze suchej pozbawiony jest liści. Stąd też park ten jest ptasią ostoją. Ptactwo ma tu idealne warunki do życia. Oprócz niezliczonej ilości ptaków (orły, marabuty, pelikany, pawie i licho wie co tam jeszcze fruwało), mogliśmy zobaczyć również krokodyle wylegujące się na brzegach zbiornikow wodnych, czy nawet dwa słonie ukryte w zaroślach, któym ani się śniło z nich wyleźć...
Orzeł po raz pierwszy...
Orzeł po raz drugi...
Orzeł po raz trzeci...
Inne ptactwo...
Languury...
Krokodyle...
Warany...
Ptaszki na różowych nogach...
Ptaszki inne...
A tu my...
I od razu zapraszamy na jutrzejszy wpis, będą fotki z parku Yala...
niedziela, 24 lipca 2011, p.manczyk