Gdy zjadam kotleta, upada mi sztuciec.
Pragne go podnieść, gdy ręce mam zajęte. Jedną papierosem, drugą, rezerwacją dla Ciebie. Glukoza mi spadła, rozpadła się w kryształ.
Wbiję się w pięty więc pod kocem się dusze.
Zapijam kawą, spada mi magnez.
Pod lodówkę się stoczył, tajny szpieg szpilki. Chciałbym ją znaleźć, dźwignąć z podłogi.
Metalu, paznokciem, podważyć ciężar.
Przez resztę dnia miałbym szpilkę, tak cienką jak odgłos lokomotywy gdy staje.
Wypieram z pamięci zajętą rękę.
Zostaje mistrzem pod kołdrą, jogi.
środa, 21 września 2011, scissorpennis