Jak można pokochać zapach będący niemal wierną kopią innych perfum? Zazwyczaj takie praktyki budzą mój niesmak i politowanie, ale w tym przypadku było inaczej. Tolu i Dune to dwie piękne siostry i nigdy nie miałam problemu z docenianiem tej młodszej, choć sylwetka i rysy były mi już dobrze znane ze starszego o 10 lat Dune. Domyślam się, że jestem raczej ewenementem, i większość użytkowników perfum aż takiego podobieństwa na swojej skórze nie zanotuje moja chemia najwyraźniej wzmacnia wspólne aspekty obu kompozycji, i tak rodzi się powinowactwo.
Aksamit i ciepło Tolu w początkowych fazach są pięknie rozkruszone świdrującym, jasnozielonym jakby-szyprem, choć do mocy rzeczywistego sporo mu brakuje. Ta cierpkość, pochodząca chyba z kwiatu pomarańczy, nie pozwala od razu zanurzyć się w żywiczno-pudrowy ocean serca i bazy zapachu. Jego fale jednak stopniowo zmywają nierówności początkowych momentów, kompozycja robi się gładka. W dalszych fazach jeszcze trochę burzy się, pod wpływem ciernistej i ciemnopłatkowej róży, ale w końcu i tak słodko zasypia. Mniej czuję tu odwołań do lasu, słońca i wody, Tolu jest nieco bardziej perfumiarskie, wykreowane i zrobione, jak dziewczyna na bal, podczas gdy Dune pozostaje bliskie naturze i nie sili się na karnawałowe przebieranki. I być może dlatego trudniej jest Tolu zdefiniować: całość jest jakby przesłonięta złotą tkaniną, nie do końca widać piękno ciała i grację ruchów lecz tylko ogólny zarys postaci, trochę nieostry. To z kolei kojarzy mi się z niepewnością autora, który nie będąc przekonany, że zdoła oddać urodę modelki, nakreślił ją z taką właśnie drżącą manierą, by ewentualne niedociągnięcia pokryć łuną tajemniczości. I słuszny był to zabieg, bo efekt nie pozwala narzekać: Tolu, mimo stępionej wyrazistości i łagodności linii jest wdzięcznie noszącym się, tworzącym aurę, ciepłym zapachem, jednym z tych idealnie pasujących do swetrów, i to wcale niekoniecznie kaszmirowych zdaje się, że wyraźnie czuję domieszkę gryzącej, ale poprawiającej krążenie wełny.
Zmieniły się flakony w linii Ormonde, przynajmniej niektóre. Ja mam jeszcze ten starszego typu, smuklejszy prostopadłościan. Bardzo estetyczny dezajn.
Nuty: jałowiec, kwiat pomarańczy, szałwia muszkatołowa, orchidea, róża, konwalia, tolu, bób tonka, kadzidło, ambra.
Rok Powstania: 2002
Zamieszała: Linda Pilkington
wtorek, 12 stycznia 2010, elve