
Dzis mialem spotkanie z Mariolka i jej mezem Kristoffem. Mariola jest psychologiem i prowadzi wlasny gabinet (oplaty miesieczne jakies 300 euro, w tym czynsz) poza tym pomaga mezowi, ktory ma bar pod zamkiem, najstarszej czesci miasta. Bar przylega do murow. Pare szczegolow - zeby cos takiego otworzyc, w miejscu gdzie wczesniej nie bylo gastronomii trzeba jakies 10 podpisow, jesli byla 1 (jeden). Kandydat na wlasciciela musi zapisac sie do Izby Przemyslowo Handlowej gdzie buli 600 euro rocznie. Izba jest kosztowna ale broni interesow swojego czlonka. MIesieczna oplata za koncesje na sprzedaz alkoholu nie istnieje. Placi sie ja tylko raz przy zakladaniu biznesu wraz z innymi oplatami manipulacyjnymi, co razem daje 80 euro do konca swiata. Za ogrodek placa rocznie 400 euro. Jesli chca by ogrodek byl czynny po g. 23 musza doplacic 800eu. Czynsz (lokal jest miejski) smieci i smieciarz ktory sprzata ogrodek, prad, woda i scieki to razem ok 1000 euro miesiecznie. I na koniec rzecz najdziwniejsza - miasto pobiera od wlascicela oplate parkingowa. Kazda dziedzina uslug czy handlu ma inna stawke. W takim barze jak ma Kristoff z Mariola, za kazde 10 m.kw miasto raz w zyciu zabiera im 7500 euro. Po prostu uznaje sie, ze lokal zwieksza ruch kolowy i potrzebne im miejsce postojowe dla klinetow, ktorzy mieszcza sie na owych 10 metrach. Warunki higieniczne zaplecza, toalety etc sa takie jak u nas, w koncu to sa unijne przepisy, podobnie z szyldami i spawami konserwatorskimi. Z jednym zastrzezeniem - wszelkie przepisy dotyczace estetyki sa rygorystycznie egzekwowane. I tyle. Aha, na zdjeciu jest wlasnie norymberski Wanderer, Kristoffa i Jego zony Marioli
sobota, 27 października 2007, nieslownik