Kiedyś, będąc chłopięciem, ochoczo uczestniczyłem w zabawach w Indian. Nie wiedziałem jeszcze, że termin Indianie, spopularyzowany przez dzielnych marynarzy Kolumba, jest różnorodny znaczeniowo; zależy od kontekstu kulturowego, różnistych pod-tekścików historycznych. Po napisaniu przez Pawła Palczowskiego Kolędy moskiewskiej, na początku XVII wieku szlachta widziała w Rosji polskie Indie Zachodnie, a Rosjanie mieli być naszymi Indianami i byli nimi przez kilka lat.
Z
kolei Fryderyk II, w listach do Woltera, Polaków nazywał Irokezami,
utożsamiając nas ze wszystkim, co warcholskie, dzikie i okrutne. Dla
Prusaków z kolei, Polacy byli Indianami i poniekąd stworzyli sobie, w
wyniku rozbiorów, polski rezerwat. Zresztą w tym samym czasie upadało
powstanie wodza Ottawów Pontiaca, którego imię większości kojarzy się z
marką samochodów oni też mieli swoje indiańskie getto. Podczas II
Wojny, jeszcze przed Shoah, w rejonie Zwierzyńca Niemcy chcieli stworzyć
rezerwat dla Żydów; teraz potomkowie Dawida mieli tam występować w
roli czerwonoskórych.
Zacząłem o tym wszystkim myśleć wtedy, gdy do debaty publicznej
przedostał się cytat z gorących ust i takiej głowy, rzecznika
największej partii opozycyjnej, iż Rząd chce byśmy byli jak Indianie w
rezerwacie. W ten sposób komentował plany Sikorskiego, dotyczące
dalszej integracji w UE. Oczywistą oczywistością jest, że pogląd Hofmana
jest bzdurzeniem-majaczeniem i podobnych nonsensów nasłuchamy się przez
cztery lata, ze strony wszystkich opcji uważają Polaków za kretynów ,
szczególnie podatnych na socjotechniczne i intelektualne manipulacje.
Gorące usta PiS-u odwołują się też do pojęć niepodległości i
suwerenności, rodem ze starych broszur Józefa Pawlikowskiego czy Karola
Sienkiewicza. Archaicznych i zupełnie nie przystających do czasów
dyktatu finansjer i globalizacji. Ale oprócz zwyczajnego głupstwa w
tyradach Hofmana jest coś więcej; przebija z nich właśnie mentalność
Indian, którzy sami dla siebie stworzyli rezerwat, czują się w nim
dobrze i tylko czasami, żeby zwierać własne szeregi, wymyślają sobie
Białych i ścieżki wojenne. Udają, że chcą być lub są Białymi. I
parafrazując Ostatniego Mohikanina Coopera, imć dobrodziej Hofman to
nie jest wcale Sokole Oko. Podobny jest raczej do wodza Huronów i z
Maguą łączy go taka sama szlachetność, prostolinijność, głębia myśli,
porównywalna do czystej toni niejednego miejskiego strumienia . Te
ostatnie słowa piszę z przekąsem. Chyba odrobinę złośliwym
Za kilka dni marsz Indian, wznoszenie haseł iż, są jedynymi
prawdziwymi wyrazicielami racji, poglądów Białych. I ich uliczne tańce
przy dźwiękach bębnów.. W tym czasie może wrócę do jakiejś powieści
Jamesa Fenimorea Coopera.I będzie to nie tylko powrót do świata
dzieciństwa.
http://mareksienkiewicz.wordpress.com/
Copyright by Marek Sienkiewicz, 2011
piątek, 09 grudnia 2011, niss26an49