Poniżej krótka biografia Marka Sienkiewicza i jego dwa wiersze z tomiku Kołysanka dla Agaty, wydanego w 2002 roku. W Internecie natrafiłem na blog jednej z dziewczyn (pań), która z zachwytem cytowała jeden z wierszy Marka Sienkiewicza, zamieszczony tam zresztą bez jego wiedzy ani zgody. Narzekała ona, że nigdzie nie może znaleźć więcej wierszy tego, cenionego przez nią, poety z Głogowa. Postanowiłem coś z tym zrobić. Skontaktowałem się z Markiem, i za jego przyzwoleniem, zamieszczam dwa jego wiersze oraz link na jego stronę, gdzie będą publikowane jego wiersze oraz eseje na temat poezji.
Marek Sienkiewicz, ur. 1962 r. w Głogowie, poeta.
Studiował na Uniwersytecie Wrocławskim nauki polityczne. Przez wiele lat
był nauczycielem historii w głogowskich szkołach średnich.
Wydał tomiki poezji Ars Amandi i Miasto po deszczu, Kołysanka dla
Agaty, a także, w 2001 roku, książkę eseistyczną Długi (Drugi) oddech
klasyki. Współpracował z kwartalnikiem artystyczno-literackim Akapit.
Elegia: dla Osipa Mandelsztama
Umierał w grudniu, u kresu chłodnego roku,
Zawieja przeciągle szastała ze śnieżnej kabzy
I mróz kulił się z zimna, szczękał i dygotał.
Rtęć wciąż opadała; łaźnie zionęły łuną siarki,
Powietrze chwytało mocnym uściskiem za gardło
I oddech tajał złowieszczo w swój ostatni akord.
Muzy lewity grecka mowa i helleńskie Włochy
Ze znużonym falsetem Dantego pośród ciżby
Przetrwały do dziś, goszcząc w progach strofy
Prowadzącej do domu. Ruiny genueńskiej izby
Tętnią życiem w Przymorzu. Słyszysz krzątaninę,
Trel szczygła, pachnie czeremcha i wędzona ryba.
Ziemia w kolistym pejzażu rubieży, drutów i granic
Pod stopą Mnemosyne rośnie tu z każdą wiorstą
I przestaje więzić. Niechęć i zdwojona nienawiść
Chcąc spętać głos Sokrata, zdławić swoją mocą,
Podnoszą pięść centurii nadto bezbronną i słabą,
Co pozwoli zwyciężyć strach, chociaż nie ocala.
Odrzucenie przydaje siły, jak i ran rozdarcie,
Zwiotczałe mięśnie i myśli wikłane w spory .
Nabierają werwy. Mrok i postępująca marność
Podejdą do wezgłowia nary z wiązką światła,
Sidląc w różnogłosych słowach już bez szkody
Dla miłości, co z brzaskiem wszystko tutaj rodzi.
Joshue
Patrzyłem na Niesienie Krzyża Hieronima Boscha
z tą samą, natrętną myślą co w czasach młodości.
Zastygłeś w grymasie, w cierpieniu nie do odkupienia,
pod majestatu ciężarem. Zagubiony, rozgoryczony.
Wygnaniec.
Teraz powołujemy się na Twoje imię
z nawyku, wygody,skłonności języka do banału.
Na starość mamy w zanadrzu zakład Pascala.
I pomysły kilku nawiedzonych filozofów;
pamflety na naturę ludzką.
Odchodzisz i nie powrócisz,
a my budujemy nową arkę przymierza
w kraju Nod na zachód i wschód od Edenu,
gdzie krzemowa dolina, witryny jedynie z gadżetami,
a żołnierze, potomkowie Mosesa, ostrzeliwują miejsce
Twojego narodzenia. Tam odźwiernym nieba
muzułmanin Nusejbeh.
Wszak jesteś naszą wspólną klęską.
niedziela, 11 września 2011, niss26an49