Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4 /* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}
W swej encyklice, Veritatis splendor napisał, że pojawia się poważna groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego wchłonięcia przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym . Wiadomym jest faktem, iż papież nie sprzeciwiał się zasadom demokracji, a wręcz uchodził za jej orędownika. Nie twierdził, że demokracja sama w sobie jest czymś groźnym; ostrzegał jednak przed relatywizmem, który jak pisze dalej, pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy Można nawet powiedzieć, że jest to obrona demokracji przed niebezpieczeństwem, które zagraża jej samej.
Jan Paweł II uważał, że współczesny człowiek zagrożony jest przez manipulację sumieniem, co prowadzi do relatywizmu moralnego. Polega on Mn. na tym, że ludzie żądni władzy chcą rządzić sumieniem i jego wymogami. W kulturze, która nie uznaje prawd uniwersalnych, łatwo można dojść do wniosku, że obiektywne dobro i zło nie liczą się. Dobro zaczyna oznaczać to, co w danej chwili dla kogoś jest przyjemne lub pożyteczne.
Ważnym dla przyszłości elementem życia społecznego w ciągle ewoluującym społeczeństwie globalnym, jest poprawne kształtowanie się norm moralnych decydujących o kształcie codzienności. Ten kształt normy moralnej jest wypadkową miłości społecznej, solidarności, przedstawia własne zaangażowanie w tworzenie dobra społecznego. To Chrystus naucza człowieka o postępowaniu moralnym. Od Niego dowiadujemy się, co jest dobrem a co złem. Jak powinno wyglądać nasze postępowanie w dzisiejszym tak bardzo rozwiniętym i globalnym świecie.
Te rozważania największego Polaka i jednego z najznakomitszych filozofów XX wieku, są mi bardzo bliskie. Winny one być, dla każdego, busolą na drodze do poszukiwania prawdy. Także prawdy o sobie, czasem gorzkiej, ale prawdziwej, bo jej poznanie daje szansę na poprawę stanu swego sumienia.
Ten wstęp był mi potrzebny, bo chciałem nawiązać do ostatnich wydarzeń w Polsce, nie tylko związanych z obchodami 1 rocznicy katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Katyń miejsce, które każdemu Polakowi kojarzy się jak najgorzej. W młodości trudno było mi uwierzyć w słowa mego Ojca, który opowiedział mi, kto dokonał tej zbrodni. Wiele lat później, tak samo nie mogłem pojąć, jak może głowa państwa polskiego, pospołu z biskupem polowym WP, pokazać się na katyńskim cmentarzu w stanie nietrzeźwym, bezczeszcząc to święte miejsce. Dalej nie mogę zrozumieć, dlaczego polski generał splamił mundur polskiego oficera i spożywał alkohol w drodze do Katynia. Przecież wiem to, na 100%, że żaden polski żołnierz w stopniu szeregowego nie zrobiłby tego, bo wielokrotnie widziałem, jak ci żołnierze godnie prezentowali polski mundur za granicą, a co dopiero mówić o takim miejscu jak Katyń.
Pan minister Miller ocenił w stacji TVN, że w organizmie
generała alkohol wydzielił się zapewne po śmierci. Z kolei red. Miecugow raczył
był stwierdzić lekceważąco, że w Irlandii przy takiej zawartości można nawet
prowadzić samochód. To samo zresztą powtórzył wcześniej minister Miller.
Te reakcje stanowią klasyczny przykład relatywizmu moralnego. Jest on zapewne uzasadniony
tym, że to Ruskie w raporcie MAK-u oskarżyły naszego generała o spożywanie
alkoholu na pokładzie prezydenckiego samolotu. Większość komentarzy w mediach,
szukających na siłę jakiejkolwiek winy Ruskich, nosi znamiona zachowania
niegodnego chrześcijanina. Wyciągają jakieś mniej znaczące kwestie, w rodzaju,
z kim rozmawiał kontroler lotu ze Smoleńska przez telefon i porównuje się ich
"presję psychiczną" do presji, jakiej podlegali polscy piloci,
usiłując wykonać zadanie. Rosjanie
zapewne mieli dylemat, co zrobić z napierającymi na lądowanie w Smoleńsku
Polakami, ale przecież w żadnym wypadku nie mogli wywołać skandalu
międzynarodowego, kategorycznie tego zabraniając. Zresztą nie musiało to wcale
odnieść skutku, bo, jak pokazało zachowanie załogi Jaka-40, polscy piloci
wykonali manewr lądowania we mgle, lekceważąc Ruskich i ich zakazy. A gdyby
przypadkiem manewr lądowania TU-154 by się powiódł, media urządziłaby wówczas
awanturę na cały świat, że Ruscy nie chcieli dopuścić polskiego prezydenta na
miejsce kaźni jego rodaków. Krótko mówiąc, polskie reakcje na raport MAK-u,
który obiektywnie biorąc, dość trafnie wskazuje na główne i podstawowe
przyczyny katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, są w większości żenujące, a nawet
oburzające. Media, a nawet
przedstawiciele rządu, a głównie zainteresowani w mataczeniu organizatorzy i
wykonawcy lotu po stronie polskiej, potępili ten raport w czambuł. Pokazali tym
samym zarozumiałość, besserwisserstwo, pychę i odporność na niewygodną prawdę. Ta,
bowiem, jest - jak to niechcący wyrwało się prezydentowi Komorowskiemu -
porażająco prosta: zawiniło polskie bałaganiarstwo, lekceważenie przepisów i
ogólna niefrasobliwość. W czasach PRL-u określało się taką postawę
tumiwisizmem. Cała reszta to tylko dodatki, bez większego znaczenia dla
meritum sprawy.
Ta postawa oraz świadome dążenie do politycznego
wykorzystania katastrofy lotniczej przez Jarosława Kaczyńskiego oraz jego
giermków otworzyły szeroko drogę do zachowań, demonstracji i insynuacji, jakich
świadkami była Warszawa 10 kwietnia br. Uważający siebie za katolików
demonstranci oraz mówcy, jawnie i mnie otwarcie, grzeszyli, naruszając boskie
przykazanie Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu
swemu. Wulgarne obwinianie rezydenta
Komorowskiego i premiera Tuska za współdziałanie z Ruskimi, nazywanie ich
zdrajcami i porównywanie do Stalina to obraz aberracji umysłowej polskiej
prawicy narodowej, korzystającej z praw demokratycznych wolności słowa. Nasuwa
się pytanie jak długo jeszcze odpowiedzialne w Polsce organa za
przestrzeganie ładu konstytucyjnego będą tolerować działania, zorganizowane w
celu obalenia porządku konstytucyjnego w Polsce? Czy postępując w ten sposób,
nie popełniają grzechu zaniechania, jak niegdyś w Bawarii, gdy bojówki nowo-powstałej NSDAP rozpoczynały dzieło
zastraszania i ubezwłasnowolnienia Niemców? Podzielam obawę prof. Kuźniara, że
Jarosław Kaczyński pilnie potrzebuje wsparcia od swego spowiednika, bo inaczej
trafi do piekła. Z drugiej strony, doradca prezydenta Komorowskiego troszczy
się nadaremnie. Bo jak jeszcze całkiem niedawno opowiedziała dobra znajoma
Jarosława Kaczyńskiego, prof. Staniszkis, prezes PiS jest katolikiem, ale do
komunii nie przystępuje. Zdaję się na jej wiedzę, bo twierdziła, że przez długi
czas chodzili do tego samego kościoła w Warszawie. Widocznie wie, o czym mówi. Cdn
