poniedziałek, 2 marzec 2009 roku
tego dnia minęły dokładnie dwa lata ( 732dni 106 tygodni i 1dzień ) od tamtego "ostatniego" spotkania z Ł.
tak wiele czasu,a jednocześnie niewiele, bo pamiętam każde słowo,gest, spojrzenie, uśmiech, które mi wtedy podarował Ł. pamiętam to wszystko tak doskonale jakby to było wczoraj.......
od początku lutego 2009r. bardzo mocno dopiekła mi Tęsknota za Ł .a miłość przybrała już tak wielkich rozmiarów,że przeniknęła mniecałkowicie,każdy kawałek mojego ciała , każda cząsteczka mojej duszy iserca należy tylko do Ł.
przeżywam boleśnie to rozstanie-rozłąkę, nie sądziłam że w miarę upływu czasu będzie mi tak trudno!
mówisię że w miarę upływu czasu jest łatwiej,że z czasem goją się rany,żesię zapomina, ale nie ,w moim przypadku to się nie sprawdza, bo pewnerany nigdy się nie zabliźniają, nigdy się nie goją.
bywają takie chwile że próbuję oszukać samą siebie, myśląc że jutro, za tydzień, miesiąc czy rok lub dwa przestanę kochać Ł .ale nie przestaję, każdego nowego dnia kocham Go coraz bardziej, mimoże Jego nie ma przy mnie i codziennie przekonuję się że to się niezmieni, czas mija a ja kocham Ł . wciąż mocniej i zadaję sobie wduchu pytanie, dokąd mnie to zaprowadzi, i czego w ten sposób chce odemnie Bóg bo tylko ON zesłał mi tę miłość i postawił Ł. na mojej drodze życia.
takiejmiłości która trwa mimo przeciwności losu,ludzi i rzeczy nie można sięwyrzec z dnia na dzień, taka miłość nie zdarza się codzień.
wszyscy chcą kochać, wszyscy mogą kochać tego kogo chcą, ale nie ja mnie nie wolno kochać Ł.wszyscy mi zabraniają nawet On sam, lecz tylko nie wiem jakie zdanie wtej sprawie ma Pan Bóg, chciałabym to wiedzieć lecz myślę że nie dowiemsię tego a przynajmniej nie tu i nie teraz.
2 marzec - bałam się tego dnia bo to druga rocznica tamtego "ostaniego spotkania" z Ł .- mężczyzną mojego życia...... bałam się tego jak będę przeżywać tendzień gdy wszystko wraca ze zdwojoną siłą i jak przeżyć ten dzień skorokażdy inny bez Ł. jest piekłem.
dlatego by uciec od tegolęku , dławiących wspomnień i żalu , tego co może już nie wrócić oraztego co mogło się wydarzyć a nie wydarzyło, musiałam coś zrobić zesobą......
rano o godzinie 9:00 jak co tydzień pospieszyłam napsychoterapię, planowałam poruszyć ten temat żeby wydobyć z siebie tenból, ale nie zrobiłam tego.... dlaczego? może ze wstydu, może z obawyprzed tym że znowu się rozkleję i potem nie będę mogła opanować łez....
wracając do domu po psychoterapii jak zawsze tak i tym razemposzłam do kościoła na modlitwę do ulubionej kaplicy - bo pozostała mijuz tylko modlitwa....
tam modliłam się własnymi słowami a woczach miałam powiększające szkło łez....modlitwa zajęła mi jakieś półgodziny, na koniec jak zwykle zapaliłam świeczkę. to przynosi mispokój w chwilach gdy jest mi najtrudniej, dzięki modlitwie wymodliłammałe cuda w ostatnim czasie, więc ufam i wierzę i modlę się dopóki niewyproszę u samego Boga tego co i kogo pragnie moje serce....Bóg niezawiedzie!
do domu wróciłam koło 11:30
w głowie kłębiły sięobrazy z tamtego dnia 2 marca 2007r. a dzień był równie słoneczny iciepły jak wtedy, co chwila spoglądałam na kalendarz i na wyświetlacztelefonu....chciałam usłyszeć głos Ł. , ale wiedziałam że nie mogę zadzwonić, i bałam się też zadzwonić.
niewiedziałam co robić, nie potafiłam znaleźć sobie miejsca, czułam że nieusiedzę w miescu, dzień miałam cały wolny więc zadzwoniłam do mojego"Anioła Stróża"

i potwierdziłam że możemy się znowu spotkać.
przedwyjściem ogarnęłam jeszcze trochę mieszkanie, przygotowałamnajpotrzebniejsze rzeczy i około 13:30 już widziałam się z moim"Aniołem Stróżem"
, dzięki temu mniej boleśnie przeżyłam ten dzien 2 marca 2009r. - bo Bóg czasem zsyła nam Anioły zamienionych ludzi
,którzy pomagają nam dźwigać nasz ból, płakać razem z nami i cieszyć sięgdy jest ku temu okazja, a i czasem bez okazji aby pocieszyć naszeserce w cierpieniu
do domu wróciłam dopiero około 22:30
przed snem wzięłam jeszcze moje tabletki na serce-umyłam się i wtulając się w zdjęcie ukochanego Ł . zasnęłam....
wtorek, 03 marca 2009, perfectly.insane