anna, dziękuję, że skomentowałaś i cieszę się, że czytasz. Też mam nadzieję, że za jakiś rok relacja Bebinkowo - Fantomowa wyjdzie na prostą. Na razie bywa różnie. Co do reszty - to ja sama odkrywam moje dziecko na nowo, w pewien sposób, bo widzę ją też oczami innych. Dla mnie to też lekcja.
Trzydziestka, Ty nie jesteś, ja też nie jestem... wzorem są koleżanki, których rodzice nie tylko je budzą, robią śniadania i kanapki to jeszcze wiozą do szkoły, a potem pomagają w lekcjach. Zadzwiające, że są jeszcze tacy rodzice, ale owszem są i robią to czternastolatkom, które wszystkie te rzeczy powinny robić samodzielnie.
Aha, pralka pierze, oczywiście, ale trzeba do niej włożyć rzeczy a wcześniej dowiedzieć się jak działa. Tak samo jak zmywarka. Ale to też jest zbyt trudne.
Primrose, ja Bebinie niczego nawet nie muszę chować... bałagan jest taki, że ginęło samo bez niczyjej pomocy; podręczniki, zeszyty, ładowarka, ipod. Mimo wszystko Bebina nie łączy przyczyn ze skutkiem ;). A ja, jak wiesz, zaczęłam się od tego dystansować. Co nie zmienia faktu, że wkurza mnie jej podejście do wszystkiego, nie tylko do sprzątania w swoim pokoju.
Spiewająco, dzięki za ten komentarz. Też spodziewam się, że to raczej normalne zachowanie, ale jak każdy rodzic - pękam. I myślę, że najbardziej znaczące w tym wszystkim jest to, jak ja postrzegam siebie jako matkę, a nie tylko jak widzę Bebinkę. W ogóle, w porówaniu z niektórymi rodzicami, to i tak mam fantastycznie, też dzięki temu, że Bebinka upiera się przy infantylizmie i unika zmiany (w sensie rozwoju).
W ogóle wszystkim Wam bardzo za komentarz dziękuję. Poczułam, że jednak moje myślenie idzie w dobrym kierunku, choć nie wiem ile zimnej krwi mi będzie trzeba, żeby pozwolić Bebinie skręcić sobie nogę.
Snow, to Zosia (kiedys Dublindok) - masz moj mejl, jakby co to pisz, chetnie pomysle razem z Toba. Nie wyglada to na powazne zaburzenia, raczej typowe dla tego okresu klopoty z zachowaniem, co nie zmienia faktu, ze sie obie meczycie (albo raczej wszyscy troje). A nad tym warto popracowac. I zgadzam się z Primrose i Anna!
2009/11/26 20:58:34Tez jestem za tym, ze Bebina musi liczyc sama na siebie i nie wolno jej wyreczac, a pomoc przyjdzie wtedy gdy ona poprosi. Jak wiesz moje dziecko tez nie przepada za sprzataniem pokoju, np gdy byl bajzel to schowalismy ladowarke do komorki/inna niz te ktore my uzywamy/. byla afera szukanie, skrzynka wlaczona przez 3 dni, az "sie znalazla". Innym razem cos innego- i teraz sa koszyk, kuwety i est porzadek czyli dziecko ogarnia.
Co do lekcji - to rano simy to przegiecie na maxa!My bajonska kase placimy za niemiecki i angielski- nie ma zmiluj, jesli dziecko nie odrabia na biezaco. W zeszlym semestrze jak byly listeningi na 30% to odlaczalismy net na okres nauki... Dobry rodzic nie musi oznaczac frajer!
Bo może ona jest faktycznie przemeczona? Te dojazdy musza męczyc, ranne wstawanie też. Wiesz, ja mam córke w tym samym wieku i ona jest wykończona po powrocie do domu, a szkołęma 10 min od domuJa z kolei pracuje w szkole i wspólczuje uczniom warunków: nawał materiału, harmider, częsty opieprz od kogoś. 3 z matematyki to bardzo dobra ocena:)
2009/11/23 17:40:34Ja w jej wieku sama wstawałam, sama sobie robiłam śniadania, w tym drugie, prać co prawda nie prałam, bo robiłam to pralka.
No ale ja to nie jestem żadnym wzorem dla twojej córki. Może nie obudź jej kiedyś rano jak jej będzie specjalnei zależało? Np. przed jakimś klasowym wypadem? Sniadania nie zrób, jak będzie głodna sama wpadnie na to gdzie w lodówce jest maslo ;)
Witam,
podczytuję Twojego bloga od jakiegoś czasu-bardzo mi się podoba,tym bardziej,że łączą nas pewne sprawy...Ja też jestem w drugim związku i mam na stanie trzynastolatkę,znam problem ze wstawaniem choćby...tylko u nas mój partner nieco więcej się wtrąca w wychowanie starszego dziecka(mam jeszcze siedmiolatka)i powiem Ci,że przyniosło to niespodziewane efekty...Bo eks zawsze zlewał jej zachowania,najwyżej powiedział-czemu nie słuchasz mamy?i tyle...
Wprowadziliśmy pewne zasady-nie obudzisz się,spóźnisz się do szkoły,szkoła przyśle list(mieszkamy w UK,tutaj każda nieobecność dziecka w szkole to problem),SAMA się tłumaczysz i ponosisz konsekwencje...Na początku jak R. zwracał jej uwagę były niezłe jazdy-histeria,płacz i trzaskanie drzwiami,no horror...potem było stado rozmów,tłumaczenia,że nikt nie chce źle,że staramy się stworzyć normalny dom itd itp-pomału zaczęło przynosić efekty.Teraz ,prawie po roku wspólnego mieszkania z R.,młoda częściej jemu się z czegoś wyżali niż mnie,ma z nią naprawdę dobry kontakt i wiesz,czasem nie poznaję swoich dzieci,że potrafiły się tak zmienić...chociaż np. dziś rano i tak mnie zagrzała pannica,bo walnęła świeżo wyprasowaną koszulą po podłodze,zapowiedziałam,że od dziś prasuje sobie sama i tyle.
A Bebina zostawiła buty na środku pokoju?schowaj i powiedz,że wyrzuciłaś,skoro nie wie,gdzie ich miejsce-na początku będzie trudno,ale zaręczam,że się opłaca.
Oj,rozpisałam się,wybacz-pozdrawiam i ściskam:)
Ania.
p.s sorry za chaotyzm,ale ten temat-to chyba temat rzeka:)