Północ. Wyszedł z baru, przeszedł przez zatłoczone podwórze, gwar łączył się z dudnieniem techno, wyciem motocykli. Nieoświetlona brama zmieniła sylwetki w cienie, hałas podwórza w echo. Przyspieszył krok. Wyprzedzał wychodzących, uciekał przed wchodzącymi. Światło ulicy wpadające z końca tunelu bramy ciemniało, oddalało się, szedł w jego stronę. Z każdym krokiem było czarniej, jakby gasił podeszwami lampy. Sylwetki stały się bezkształtne, dzieliło je, odróżniało, jedynie półświecenie ulicy. Czuł nieznośnie słodki zapach perfum mieszany z ostrym zapachem potu, mdłym odorem przetrawionego piwa. Wyjął rękę z kieszeni, wysunął ją przed siebie, jakby mógł nią odgarnąć ciemnię. Nie widział ani jasnego rękawa koszuli, ani dłoni, nie widział już końca tunelu.
C.D.N.
niedziela, 13 września 2009, natrio