że pod kolorem np. oliwkowym może kryć się wiele różnych barw, w zależności od producenta farby, jestem w stanie zrozumieć. wszak w samej hiszpanii jest ponad 200 odmian oliwek. ale, że porównując kolor we wzorniku, na ekspozycji, na wiaderku, w wiaderku i na ścianie widzę 5 różnych barw zrozumieć mi ciężko... bo skoro wybieram milkshake malinowy, to spodziewam się m o c n o rozbielonego czerwonego, powiedzmy pąsowego ( eksperymentować z różowym - powiecie - szaleństwo!). tymczasem zamiast shake dostaję smoothiesa! nie powiem, zdziwko mnie hapło. ale postawszy chwilę pośród tych różowych ścian uznałam, że choć mogłoby być trochę jaśniej, źle nie jest. w końcu mogła wyjść magenta (lata pracy w wydawnictwach, robią swoje...)! a przy otwartej łazience, stwierdziłam wręcz, że zielone kafelki w łazience z tym malinowym progiem w przedpokoju współgrają jak kermit z piggy!
podobnie było z taubenblau (po ludzku - szaroniebieskim). bardzo długo szukałam czegoś niezbyt szarego i niezbyt niebieskiego, aż w końcu Grześ podpowiedział pigment szafirowy. z opakowania zapowiadało się obiecująco. po zmieszaniu z białą farbą wyszedł nam idealny balans między niebieskością i szarością. próba na ścianie również nie zdradzała znaczących odchyleń od koloru gołębiego, który mi się marzył. heh i tu okazało się, że prędzej jakaś mewa zachwyci się tymi ścianami niż gołąb. lazur może to to nie jest, ale taka już lekka morska bryza to owszem. oczywiście - czas na pocieszenie - mógł wyjść cyjan!
i wiecie co? okazuje się, że jedynym bezpiecznym kolorem jest kolor zębów nauczycielki z reklamy colgate. otóż tak, czy ciemniejszy, czy jaśniejszy beżowy to zawsze beżowy. nie ma bata by zaskoczył nas odcieniem zbyt brunatnym lub chamois (taka pożółkła kartka). i pasują do niego meble w każdym kolorze, szczególnie w modnym w tym sezonie wenge. ale, jeśli myślicie, że wenge to taki ciemny brązowy, wpadający już w czerń, to się mylicie. ostatnio w katalogu mebli jednej z popularnych marek meblowych widziałam meble w kolorze wenge biały. kompletnie białe. i co na to cmyk?
od 35 lat opracowuję paletę białych farb. w moim laboratorium znajdą państwo około 370 odmian bieli - od ciepłej, dziennej nieco przezroczystej do zimnej, nocnej nieco czarnej.
nie kanarkowo-melonowe. nie amarantowo-spiżowe. wnętrze musi być przede wszystkim praktyczne. dlatego też polecam kolor brudny, czyli taki między płowym a burym. na brudnym nie widać brudu. prawdziwie szlachetne jest to, co pragmatyczne - jakby to mógł powiedzieć paulo coelho.
sobota, 04 lutego 2012, tiferet