coraz częściej dochodzę do wniosku, że powinnam zacząć pisać alternatywny poradnik dla gospodyń. czyli, czego perfekcyjna pani domu próbować nie powinna, a jak już się zdarzy - jak z gracją obrócić sytuację w żart, bo o ratowaniu jej raczej mówić nie można. wszak już oscar wilde pisał, że kobiety winny umieć popełniać czarujące błędy, inaczej są tylko samicami.
już nawet nie mówię o tym, że nieustannie wkładam parzystą liczbę skarpetek do pralki, a wyjmuję nieparzystą. głównie dotyczy to moich, bo Grześ ma system wkładania jednej w drugą, co zapobiega ich rozkompletowaniu. choć, muszę się pochwalić, że i ten system udało mi się ze dwa razy obejść. na drodze od kosza na brudy z łazienki do pralki w kuchni potrafiła mi się któraś lewa czy prawa skarpeta zdematerialiozować. potem w magiczny sposób znajdywałam ją np. za wspomnianym koszem. nie pytajcie, jak to robię, ale na pewno jest jakieś naukowe wytłumaczenie!
ostatnio udało mi się pomylić ajax z pronto. umówmy się, to nie tragedia. da się przeżyć, gdy kuchenny blat pachnie jak panele podłogowe. grunt, że czyste, prawda? gorzej było z kwaśnym ciastem, kiedy to pomyliłam przepis na ciasto jogurtowe z sernikiem i źle wyliczyłam ilość substancji słodzącej. ale mam już na to sposób - odpowiednia warstwa miodu niweluje każdy, nawet najdziwniejszy smak. w przypadku potraw słonych doradzam ketchup.
a i polecam mój patent na przelewanie kwiatków. trzeba nasypać bardzo dużo ziemi do donicy, tak, żeby się prawie wysypywało. no wtedy nie sposób przelać, bo już po dawce wielkości łyżeczki od herbaty zaczyna się wodospad po parapecie.
mam jeszcze kilka takich trików. ale wszystkich zdradzać naraz nie będę. wszak chyba już wypadłam czarująco?
i pamiętaj, kochana, jak nam znów wyjdzie zakalec, to mów, że to gâteau de moisissures , a przepis masz od koleżanki z francji. dyskusja na pewno zejdzie na kwestię prawidłowej wymowy.
piątek, 20 stycznia 2012, tiferet