no i zaczęła się przedświąteczna gorączka. i oczywiście - tak, jak co roku w wigilię będzie w tv "kevin sam w domu" - tak w mediach będzie pełno sensacji. co kupić, gdzie kupić, a jak w internecie, to kiedy, żeby poczta to dostarczyła w terminie itd. już widzę copy-paste ubiegłorocznych artykułów. no ale w sumie, co tu można wymyślić, jak co roku są te same święta? w tym roku o tyle dobrze, że można dorzucić perspektywę kryzysu: czy polacy z powodu dekoniunktury zacisną pasa?
dziś rano w radiu była dyskusja, czy to, że w handlu sezon świąteczny zaczyna się na dzień po zaduszkach nie zabija tegoż wydarzenia? te ozdóbki, lampki, promocje prezentowe na prawie 2 m-ce przed gwiazdką - czy to nie jest trochę na siłę? jak chodziłam do szkoły to mnie wkurzało, że w połowie wakacji pojawiały się hasła "witaj szkoło". bo przypominały o czymś przykrym. ale kampanie świąteczne mają przecież w sobie dużo pozytywnej energii... a im wcześniej się zacznie, tym więcej się sprzeda, wie to każdy spec od marketingu. szczególnie ci z coca coli, którzy rokrocznie ogłaszają święta (jako pierwsi emitując w tv reklamę "coraz bliżej święta").
owszem, to śmieszne, a nawet irytujące, ale jeszcze bardziej irytujące jest sztuczne rozdmuchiwanie tematu... przecież tu działa czysta ekonomia! sklepy stosują ten sam mechanizm co np. biura podróży. a jakoś nikt sie nie czepia, że już teraz można kupić wycieczkę na lato 2010...
wtorek, 17 listopada 2009, tiferet