bridget bardot powiedziała kiedyś, że świat jest mały i pewnego dnia wszyscy spotkamy się w łóżku. ja bym powiedziała, że na facebooku. myspace z miejsca promującego alternatywną muzykę stało się randkownią jakich wiele (i tylko to ich jeszcze trzyma przy życiu), nasze rodzime klasery na znajomych kuleją. grono się już zatyka i brakuje mu pomysłów na siebie (obecnie to mniej udana kalka facebooka, a tzw. branża szepcze o kłopotach), nasza klasa wyżej pewnego pułapu nie podskoczy a facebook ma niesamowitą umiejętność łapania liderów, za którymi przychodzą tabuny znajomych, znajomych-znajomych itd. co tu dużo gadać, są najbardziej kreatywną społecznością, najbardziej interaktywną i wciąż mnie zaskakują, jak z akcją z prototype.
no i spróbujcie się wypisać z facebooka. ha! owszem, nie trudno znaleźć przycisk sign out, ale konto wcale nie znika i znajomi wciąż będą tam do ciebie pisać, a ty będziesz dostawać powiadomienia o oczekujących wiadomościach na skrzynkę e-mailową ileż można się tłumaczyć: nie, nie czytałam wiadomości na facebooku, mówiłam ci, że już mnie tam nie ma, pisz na gg/grono/nk (niepotrzebne skreślić) . w odpowiedzi zawsze słyszysz: jak to cię nie ma? mam cię w znajomych! nie ma bata, w końcu ulegniesz i na nowo się zarejestrujesz.
facebook rulez. bez dwóch zdań. a jaka jest jego podstawowa wyższość nad innymi serwisami? mało kto ma blokadę na facebooka w pracy!
środa, 08 lipca 2009, tiferet