jednym z moich nowych obowiązków w pracy jest ćwierkanie. po polsku blipowanie. na polecenie służbowe założyłam profile mojej firmie na mikroblogach amerykańskim twitterze i polskim blipie. i teraz, świątek-piątek, muszę informować społeczność tych serwisów, co u nas się dzieje. przyznam, że zastanawia mnie fenomen tej mikrokomunikacji, zwanej też nową erą dziennikarstwa, o której ciekawie pisze ostatni marketing&more. a o fenomenie można mówić, skoro twitter notuje tysiąc aktualizacji na minutę. w mig możesz wiedzieć, co kto jadł na śniadanie i jakiego ma głupiego szefa. zamiast stress balla, wchodzisz na swój profil i wylewasz żale, frustracje. 140 znaków wystarczy też na radosne informacje, że właśnie naprawiłeś kran, albo zaraz w tv będzie twój ulubiony serial. obserwują cię setki userów, ty obserwujesz ich i już nie jesteś taki samotny w świecie. wiadomo, kto nie istnieje w sieci, ten w ogóle nie istnieje. odpowiedni szablon, charakterystyka na 160 znaków, stylizowane zdjęcie i już masz brand new & fresh identity.
rozmaite firmy i media wykorzystują serwisy jak narzędzia marketingowe, a aspirujący do zawodu dziennikarza właściciele 3 blogów, profilu na myspace, facebooku itp. dzielą się z anonimowymi followerowcami swoją radosna twórczością. cóż, internet to gigantyczny śmietnik, tysiące słów, puste umysły jak to kiedyś zgrabnie ujął kalashnikov. ale oczywiście jak na każdym śmietniku i tu można znaleźć perełki.
znawcy tematu w pewnym momencie prognozowali upadek twittera i jemu podobnych serwisów, przyszłość należeć miała ich zdaniem do nanoblogów, jak czytam w m&m. 140 znaków to za dużo, wystarczy przecież 26, by świat wiedział, że istniejesz. to był żart primaaprillisowy, ale świetnie oddaje specyfikę naszych e-czasów.
ja już chyba odpadam. ostatnio nawet nie chce mi się opisów na gg ustawiać. po kilka dni nawet go nie włączam. na gronie to samo. facebooka zaniedbałam, jak mi wyszło w teście jakim jesteś butem?, że japonkiem. płaska, uwiera miedzy palcami i szybko się rozkleja? zero identyfikacji. skąd to odcyfryzowanie? proste. pochłaniają mnie analogowe uczucia.
ech, dobrze, że jednak mam bloga i mogę wam o tym wszystkim opowiedzieć, he he.
***
tak mi zabrzmiał w głowie kawałek red hotów:
can't stop the gods from engineering
feel no need for any interfering
your image in the dictionary
this life is more than ordinary
***
[pamiętaj, żeby opisywać na twitterze wszystko, co robisz, gdy jesteś sama w domu. tylko bez wymówek! tatuś codziennie będzie sprawdzał twój profil i jak nie zobaczy żadnego wpisu, dostaniesz szlaban na zlotowlosybrzdac.com]
poniedziałek, 01 czerwca 2009, tiferet