Gesty to jedna z wcześniejszych powieści laureata tegorocznych Paszportów Polityki.
W warstwie fabularnej nie dzieje się tutaj zbyt wiele. Narrator Grzegorz porzuca swoje warszawskie życie reżysera teatralnego i powraca do rodzinnego Białegostoku, aby zaopiekować się starą matką w ostatnich miesiącach jej życia. Te czas stanie się okazją do rozrachunku z dotychczasowym życiem. Grzegorz wierzy, że za pomocą słów nada mu sens. Cofa się w swej opowieści do dzieciństwa i czasów licealnych, w których, jak sądzi, zdarzyło się to, co najważniejsze. Te szkolne dialogi dwójki zakochanych nastolatków trochę mnie irytowały swoją egzaltacją.
Generalnie po kilku miesiącach poszukiwań narrator wciąż nie znajduje niczego, ,,co mogłoby posłużyć za punkt zaczepienia na ścianie przeszłości''. 1 Brak w jego przeszłości jakiegokolwiek traumatycznego przeżycia, które mogłoby usprawiedliwić przeciętność jego egzystencji, szarość teraźniejszości. Można więc powiedzieć, że Gesty to także opowieść o klęsce literatury złożenie życia w narracyjny ciąg nie doprowadziło bohatera do samopoznania czy odnalezienia sensu.
Karpowicz świetnie opisuje w tej powieści relację matka-syn. Dwoje najbliższych i jednocześnie zupełnie obcych sobie ludzi. Nie umiejących ze sobą rozmawiać, gorączkowo szukających pilota od telewizora, aby jakoś zapełnić niezręczną ciszę. Miłość ze strony syna to czysta matematyka, chciałby zdążyć przed śmiercią matki wyrównać kolumny ,,ma i ,,winien, cóż z jednej strony niewiele w tym empatii, z drugiej odnosiłam jednak wrażenie, że Grzegorz próbuje zbanalizować drzemiące w nim uczucia. Miłość do matki wyraża za pomocą nieporadnych gestów. ,,Jestem przecież, z racji wykonywanego zawodu, zawodowcem gestów 2 mówi o sobie ironicznie bohater.
Pod względem formy jest to narracja bardzo uporządkowana. Grzegorz opisuje swoje 40 lat życia w 40 rozdziałach, którym odpowiada 40 słów. Jakby tego było mało, każde z nich rozpoczyna się na literę ,,G - tak jak imię bohatera. Na początku wydawało mi się, że musi to wypaść sztucznie, ale mimo wszystko autorowi udało się dość dobrze wybrnąć z tego karkołomnego pomysłu. Chociaż akurat Karpowicz nie musi się uciekać do tego typu sztuczek.
Ogólnie mimo paru zgrzytów Gesty wypadają dla mnie całkiem interesująco. Aż poczułam chęć, aby powrócić do dalszego czytania Balladyn, które parę miesięcy temu przerwałam gdzieś w połowie. Tak to jest, jak się czyta zbyt wiele książek naraz.
1I. Karpowicz: Gesty. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 184.
2Tamże, s. 93-94.
poniedziałek, 30 maja 2011, literynka