Niedawno opisywałen wrażenia z ostatniego studyjnego albumu grupy Variete "Zapach wyjścia". Pierwsze wrażenia były mieszane, bo to jest już nieco inne Variete niż te, które pamiętamy z lat 80-tych, ale po kilku przesłuchaniach album przekonuje, jest to wartościowa muzyka. Nadszedł czas, aby zobaczyć jak to wszystko sprawdza się na żywo ...
Koncerty Variete kojarzyły się z przede wszystkim z klimatem, mroczne nagrania, w dużej mierze niespotykane na regularnych albumach (dużo później, po kilku płytach studyjnych ukazał się album Bydgoszcz z tego najwcześńiejszego okresu). Muzyka mroczna mocno dołująca i Grzegorz w oparach dymu nieodłącznego papierosa ...
Na info o koncercie trafiłem przypadkiem przeglądając koncerty w studiu im. Agnieszki Osieckiej, sala jest fajna, taka bardzo kameralna i stosunkowo często grają tam ciekawi muzycy, niestety osoby nie słuchające cały czas radia muszą same zaglądać na strony, bo nie są one poza radiem reklamowane, z oczywistych względów, sala jest mała.
Ale przejdźmy do samego koncertu. Przed rozpoczęciem zastanawialiśmy się z kolegą jak wypadną starsze numery wobec "Zapachu", muzyki z ostatniego krążka nie starczy na godzinę i coś muszą zagrać, a jest to przecież inna muzyka.
Nieco mnie niepokoił też fakt, że z "zespołu" zostali tylko dwaj muzycy wokalista i gitarzysta, resztę miały załatwić komputery, co nie jest za bardzo rockowe ...
Zaczeli od nagrania "Anioł" z ostatniej płyty i od razu wprowadzili klimat znany z tego wydawnictwa. Okazuje się, że muzyka broni się na żywo, Grzegorz za stoliczkiem z "guziczkami" i akompaniująca mu gitara. Potem pojawiały się nagrania z wcześniejszego materiału "Nowy materiał" przeplatane nowymi kompozycjami. Doskonale się to komponowało i nie czuć było żadnych zgrzytów.
Grali nieco ponad godzinkę, bardzo równo i klimatycznie. Na koniec zespół sprawił dużą niespodziankę starym fanom i zagrał "Klaszczę w dłonie w wersji "bez komputerów", spotakało się to z bardzo dobrym przyjęciem, osoba obok chyba dopiero wtedy zaczeła klaskać.
No i Grzegorz ani razu nie zapalił, czyżby rzucił ?? A może po prostu przestrzegał zakazu :-)
poniedziałek, 16 czerwca 2008, kadamowi