Chwilowo jestem bardziej offline niż online, po raz pierwszy od dawna; mam dostęp, ale nie mam czasu się zalogować, tyle się dzieje. Życie w centrum miasta, nie. Hahaha.
I wtedy, nagle, z soboty na niedzielę, zupełnie nieoczekiwanie playlista jednego z hormonowych dj'ów wypluwa ten kawałek
i znajduję się na chwilę na spokojnej wysepce na oceanie szaleństwa.
poniedziałek, 13 lutego 2012, mrwisniewski