Gazeta.pl Forum Randki Gry Online Poczta
Komentujesz wpis:

Życzenia drugiego sortu

Autor:
Zapamiętaj Aby dodać komentarz na tym blogu, musisz się zalogować. | Załóż konto
Treść:
Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u] podkreślenie [/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a]

Powiadamiaj mnie e-mailem o nowych:

Po skomentowaniu wracaj na stronę blogu

moskwasadowa

Nb. chyba musiał, żeby uniknąć oskarżenia o brak doniesienia, tak czy siak - pistapo w TK

2016/03/10 18:49:46

moskwasadowa

@ju-li1
korespondujący z tym, o czym piszesz.
buziaki:)

2016/03/10 12:06:10

moskwasadowa

Szanowni
Nowy wpis na blogu:)

2016/03/10 12:05:20

ju-li1

Razem" ogłasza:
"Otrzymujemy pierwsze sygnały, że do naszego protestu przeciwko łamaniu Konstytucji próbują dołączyć ci, którzy łamali ją przez lata" - pisze na Facebooku Partia Razem. I dodaje: "Nie potrzebujemy skompromitowanych polityków czy to z PO, czy z innych ugrupowań, którzy pamiętają o ustawie zasadniczej tylko wtedy, kiedy wykorzystują ją do partyjnej walki"
No niestety, ci młodzi ludzie nie są w stanie wznieść się ponad podziały. Aż powstaje podejrzenie - oby niesłuszne- że ta piękna akcja protestacyjna ma służyć przede wszystkim wypromowaniu partii Razem.

2016/03/10 10:46:10

lospremios

Dzień dobry,
ja lecę dziś wieczorem do PL, do Wawy. Niestety, tylko na 1 dzień, nie mogę dołączyć do akcji. Ale zaraz ide kupić jakieś przyzwoite belgijskie czekoladki i jutro je zaniosę Ewce & Co w ramach wdzięczności i wsparcia :)

2016/03/10 10:21:20

ju-li1

Pod KPRM powstaje Majdan.
Ewka wzywa do solidarnego udziału.

ewka_blaszczyk
godzinę temu
Oceniono 35 razy 29
Montujemy akcję protestacyjną, ciągłą, rotacyjną, pod KPRM w Warszawie. Kto może, niech dołącza do naszego miasteczka.


Cały tekst: wyborcza.pl/1,75477,19744346,guy-verhofstadt-wzywa-beate-szydlo-do-respektowania-orzeczenia.html#ixzz42UGH0AoQ

2016/03/10 09:35:28

piesares11

andsol,
Jak sprawy u Was wygladaja?
m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105404,19742923,brazylijska-osmiornica-rekordowa-afera-i-drakonskie-wyroki.html
Francja zajeta jest jak zwykle wlasnym pępkiem, ale wspomnieli jednak na pasku, ze jest sledztwo przeciwko Luli (poswiecili tez pare slow Nadii Sawczenko). We Francji natomiast zwiazki zawodowe (prym wioda zrzeszenia studenckie i uczniowskie) ukrecaja łeb niesmialej probie reformy kodeksu pracy:
mobile.lemonde.fr/politique/article/2016/03/09/le-gouvernement-confronte-a-une-premiere-journee-de-mobilisation-contre-la-loi-travail_4879485_823448.html

2016/03/10 08:46:06

ju-li1

Bardzo fajny pomysł.
Szkoda tylko, że Razem się izoluje od innych protestujących demokratów.

2016/03/09 21:41:12

jael53

Anne, Marple - mnie też się niezbyt chce, bo z natury leniwiec jestem. Skoro się jednak zajmuje antropologią, to wprost błędem w sztuce byłoby marnować sposobność do praktycznego pokazania, jak to działa. A jeszcze gorzej - tworzyć młodym iluzję, ze takie badania to sobie mógł robić Geertz w Indonezji lub Bourdieu w Afryce Północnej.

Monarcho, Robercie - trochę Wam zazdroszczę - bo choć lubię smak ciasta kokosowego, to zapach (takoż, jak eukaliptusa) miły mi nie jest.

2016/03/09 09:24:19

andsol-br

krol_wysp_tonga - co do prowizji to tak dwuznacznie bym szepnął: nie ma o czym mówić. A co do kokosów, to jak myślisz, jakim ciastem się objadam jeśli grzecznie dla żony obstukam młotkiem kokosa? My też jesteśmy tropic, a czasami nawet quatropic i quintopic.

2016/03/09 00:37:41

marplezglobalnejwioski

krol_wysp_tonga
Jako neofita próbuję się wpisać do Twoich znajomych na fb .
(mogę się przydać, mogę poprawiać przypisy:) No chyba, że to w tym mgr to same wzory:)

2016/03/09 00:18:00

marplezglobalnejwioski

jael53
ta rozmowa z młodymi o bezpieczeństwie + przykłady, bardzo dobre.
Jak się tak zastanawiam nad tym, co dziś mogłoby być lub jest główną formą zbiorowej identyfikacji (jeśli to nie jest, bo wbrew pozorom nie jest, naród), co tak naprawdę rzutuje na społeczny podział (a nie są to dotychczasowe kategorie) to kojarzą mi się podziały dwa:
Baumanowskie rozróżnienie na elastycznych i przygwożdżonych (bo to właśnie ci nasi młodzi często nie byli nawet na Słowacji, nie z przyczyn materialnych nie wyściubiają nosa, nawet na wymiany czy Erazmusa garną się tak sobie) oraz Prensky'ego podział na Digital Natives i Digital Imigrants.
Albo najprościej, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, zetem poczucie deprywacji + populistycznie zbudowana nadzieja na niemożliwe+ponadstandardowo wychodząca w polskich badaniach psychologicznych osobowość autorytarna+lata edukacyjnych zaniedbań.

2016/03/09 00:16:15

krol_wysp_tonga

A ja z nawracaniem moich ziomków już dawno dałem sobie spokój. Zresztą strasznie ciężko mi się z nimi rozmawia na te tematy, bo specjalnie w nich nie siedzę - jakoś nie rusza mnie genotyp ludzi czy ich nacji (za to oni kwestie demograficzno-etniczne śledzą skrupulatnie). Tak więc jak mi zaczynają nawijać jakieś historie, co to "Araby" nie wyrabiają we Francji, i jak Niemcy są uciemiężeni przez "ciapatych", to nawet nie mam z czego kontrować. Trzeba by sięgnąć do statystyk i twardych danych, a ja mam ważniejsze sprawy na głowie niż śledzenie takich dyrdymałów (trzeciorzędnych dyrdymałów). Ale oni tym żyją i śledzą pilnie "nową inwazję barbarzyńców"

A teraz z innej beczki nieco: Podlasie i Chrzanów rozjuszyły Prezesa na poziom turbo. Już w Łomży toczył pianę z ust jak Adolf w bunkrze. Teraz spuścił ze smyczy laleczki. Straszydło buńczucznie zapowiedziała, że obsika TK, a Duduś wysila się na szczytowe obelgi wobec KOD i całego świata. Człowiek obeznany z wymiarem sprawiedliwości i pamiętający dobrze lata 80. powiedział mi, że od jutra najprawdopodobniej wejdziemy w "stan wojenny". I to na 2 frontach - domowym i z zagranicą. ten domowy będzie polegał na powstaniu dwóch równoległych władz - Rządu PiS (i jego porządku "prawnego" uznawanego przez administrację) i Sądownictwa (uznającego werdykty TK). Front zagraniczny otworzy się wraz z bojkotem orzeczenia TK, a być może delegalizacją KOD. Bo te wyzwiska, zdaniem mojego nadwornego mędrca, są jak przygotowanie artyleryjskie pod jakiś "lewy sierpowy w KOD". Jeżeli faktycznie prezes spróbuje rozbić KOD siłą, to Zachód definitywnie wyłączy mu prąd (i to będzie jego koniec ;)

@Andsol

Begale? Wygląda smakowicie :-))) Przy sposobniejszej okazji podpiszę z Brazylią traktat handlowy, o wolnym barterze Begale - Kokosy ;-)) Zostaniesz jedynym certyfikowanym pośrednikiem w tej wymianie (o należnej prowizji, wspominać nie muszę :-))

PS. Co o magisterki to tak sielankowo nie będzie. Na tym kierunku czuję się jak Alicja w krainie czarów, więc czeka mnie masa pracy.... i na razie spływam na "fejsa" Dobranoc ;)

2016/03/08 23:17:47

aaannemarie

Jael, brawo, podziwiam wytrwałość. Ja chwilowo mam kryzys i mam ochotę wszystkich ich posłać na murawę.
Andsol-br, inteligencja to zdolność przystosowania się do okoliczności. Ja jednak, jeśli w naturalny sposób nie zdurnieję z wiekiem i Opatrzność nie ześle na mnie welonu zapomnienia, to na głupotę nie mam oręża innego jak oświetlanie głupcom drogi, aby zaś nie pobłądzili za bardzo. Jednak głupiec musi choć trochę czuć, że błądzi. czyli nie być idiotą.

2016/03/08 21:54:06

andsol-br

aaannemarie - może dlatego, że pięść pięścią, miecz mieczem, a głupotę głupotą zwalczać trzeba? I zamiast z KOD-em do myślenia skłaniać trzeba zakładać Drużyny Durnych Wallenrodów, którzy na ochotnika będą głupieć i wtedy będą mogły zwyciężyć?

2016/03/08 18:55:02

jael53

Annemarie, niby informacje są w zasięgu reki, ale tych naszych młodych nie nauczono zadawania pytań. Wylazło to przy okazji tej obrzydliwej okładki "wSieciowej": konsumuje się obrazek wraz z podpisem - i gotowe. Pytanie, co widzisz? najpierw nie trafia; potem - że to takie proste; a potem, ze niekoniecznie. No bo dosłownie widać tylko jakieś ręce szarpiące jakąś blondynkę. A dlaczego akurat blondynka ma być Europą? I już zaczynają się (dość chybotliwe) schodki - bo historycznie? - no, historycznie to wiadomo, Grecja i Rzym; a jak Grecja i rzym, to... no, owszem, granicznie Wyspy Brytyjskie i Dunaj; ale też Afryka Północna i... no, właśnie - co jeszcze? I w czym to tłumaczy blondynkowatość Europy? czy na pewno taki wybór obrazka mówi o identyfikacji z europejskością czy może o pewnej - a, owszem, też europejskiej - fantazji na temat Blond Bestii i aryjskości?
I czas na schodki bardziej strome: co, zgodnie z prawem, mogłaby zrobić taka blond Europa, gdyby do tej szarpaniny doszło w Polsce? Oj, pofolgowali sobie Młodzi... że skarżyć o molestowanie albo i o gwałt. Przykre rozczarowanie; a akurat byłam na etapie petycji o zmianę w przepisach, dotyczących dochodzenia spraw o molestowanie - że nic z tych rzeczy, o ile blond Europa nie zostałaby potraktowana łapskami w miejscu pracy. naprawdę? naprawdę - na stronę "Akcji demokracji" marsz i sprawdzić, czego dotyczy pewna petycja. A usiłowanie gwałtu? No, też niekoniecznie - najpewniej skończyłoby się na naruszeniu nietykalności cielesnej (czyli na wykroczeniu_) i (ewentualnie) zniszczeniu mienia ruchomego (czyli odzieży). "Ale my mamy kulawe prawo!" W samej rzeczy, mamy... i co? nadal wierzymy, że tak bardzo przejmujemy się "bezpieczeństwem naszych kobiet, żeby aż innych o tym pouczać?

2016/03/08 17:57:54

aaannemarie

I naprawdę straszne, straszne, że duża grupa ludzi inteligentnych nie daje rady bezczelnemu zapiekłemu Głupstwu!!!

2016/03/08 17:00:19

aaannemarie

Jael, hiperciekawe, dzięki. O młodzieży zdanie mamy identyczne. Nie dalej jak wczoraj zeszłam z ringu zniechęcona, coś jakby wbijać gwozdek w beton..
U mnie tylko krokusy, ale dorodne :)

2016/03/08 16:16:20

jael53

Usiadłam z moimi słuchaczami, żeby porozmawiać o tym, co to znaczy bezpieczne życie. Nieuchronnie wylazł temat migrantów. No więc nieuchronnie sięgnęłam po listę bezpiecznych miast na świecie; ze skupieniem na Europie:

www.economistinsights.com/infrastructure-cities/analysis/safe-cities-index-2015/methodology

Trzebaż Wam było widzieć wyrazy tych całkiem bystrych, młodych twarzy... Pytam o zdanie: dlaczego na tej liście nie ma ani Budapesztu, ani Warszawy; bardzo przytomny słuchacz zwraca uwagę, że w ogóle nie ma miasta z takich krajów, gdzie jest mocno jednolicie, a do tego wraca się do kultu Ein Volk.
Np i zrobił nam się "koncert zdziwień", którego następny odcinek będzie za tydzień. Poczucie rzeczywistości młodych jest mocno ograniczone - z tej grupy nikt nie był dalej, niż na Słowacji. Pozwalają, żeby przemykały im informacje lokalne - ze pod apteką w centrum Katowic, w biały dzień grupa nastolatków napadła starszą panią, poruszającą się przy pomocy balkoniku ortopedycznego; że w Kędzierzynie Koźlu, też w biały dzień i też zbiorowo, pobito i okradziono 84-latkę; że w centrum Chełma kompletnie wlany młody mężczyzna strzelał sobie, tak dla zabawy... Że w tych Katowicach i Kędzierzynie nikt nie pospieszył z pomocą i w ogóle nikt nic nie widział. Itp., itd. Z tym wszystkim, zalewani potokiem informacji, że "jeśli wpuścimy obcych, to będzie równie niebezpiecznie, jak w Szwecji albo w Niemczech", budują sobie przekonanie, że tak, jak jest, jest OK.
Rozbijanie takich iluzji to są po prawdzie kamieniołomy - ale łatwiej chyba się nie da.

***
Juli, magnolie mam późne i fanaberyjne. Ale kwitnie na potęgę kalina i pierwiosnki, powyłaziły krokusy i do tego dobra już zaczęły przylatywać pszczoły.

2016/03/08 15:42:42

ju-li1

Już pękają pąki magnolii :)
To dobry znak!

2016/03/08 15:13:31

ju-li1

Anne, rozumiem Twój pesymizm, mam podobne uczucie bezsilności. Ale i nie tracę nadziei, że nasze protesty, wsparte takimi autorytetami, jak wspomniany przez Ciebie profesor Labuda, nie pójdą na marne.

2016/03/08 14:39:39

aaannemarie

Dzień dobry,
Blamażem PIS jest wszystko co robią, ale dla ludzi logicznych i miłujących demokratyczny porządek. Tych jest mniej niż tamtych.
Co do pani Costy, to jednak liczyłam się z jej wygraną i z tym, że sekta ogłosi niebywałe zwycięstwo. Czyli szklanka do połowy pełna.
Tekst Sadowskiego poznałam wczoraj, dzięki uprzejmości jednej z Państwa. We Wrocławiu, kilka tygodni temu pan prof. Labuda stał pod Pręgierzem, na Rynku, z oznajmieniem, że wypowiada posłuszeństwo władzom prawo łamiącym. Pan L. jest starszy, zaprawiony w bojach, bo prawdziwym, nie wyimaginowanym w chorym czerepie, esbekom czoła wielokrotnie stawiać musiał.
Jak pisze nasza Wysokość z Wysp Tonga, paciorków trza ludowi i musimy się na te paciorki zrzucać nieprzerwanie, aż nasze szkatuły, a później państwowa, złupione doszczętnie zostaną. Co całkiem niedługo nastąpi. Uważam, i dawałam temu wyraz na Fejsie, że polityka podskakiwania "Kto nie z nami, ten za Pisem, hop, hop, hop!" nie zdała egzaminu i cenny czas się traci. Dziecinada wobec ponurego cepa, prostego desperata, stosującego taktykę "po mnie choćby potop". Zastanowiły mnie słowa Staniszkis o "głodnej posad masie", która rządzi krajem. Takie mam wrażenie. Ludzie to prymitywni, tylko pozornie i powierzchownie wykształceni, bez wyobraźni i dlatego niebezpieczni. Wiem, już, czego nie robić, ale nie wiem co robić.

2016/03/08 14:29:41

arachnus

Pionkom kazano bałakać że TK zebrał się towarzysko... Przed otyłym hitlerkiem łatwo się obronić, wystarczy że połowa narodu ruszy choćby małym palcem. Martwi mnie że będzie wiecznie balansował na krawędzi puczu, a tymczasem obyczaje ulegną trwałej rusycyzacji.

2016/03/08 13:44:45

jael53

Tekst Sadowskiego zaraz pójdzie po uczniach i znajomych. To zresztą nasuwa mi pomysł, aby zaprosić niebawem na gościnne zajęcia jednego z moich dawnych dyplomantów, który obecnie doktorzy się jak raz z koncepcji Radbrucha.

2016/03/07 19:33:22

anumlik

Jergu, oni - jak każda grupa jednością silna - tak są zachłyśnięci władzą, że w ogóle nie myślą o azylu. A zanim Trybunały Radbrucha zaczną działać minie kilka lat, podczas których stracimy to wszystko, co zyskaliśmy ekonomicznie.

2016/03/07 19:26:44

ju-li1

Anumliku,
Przeczytałam i rozkolportowałam. W skromnym zakresie, gdyż o Fb mam podobne zdanie, jak Andsol.
Nie wiem, czy to nie próżna nadzieja na zastosowanie prawa Radbrucha.
Pamiętam zbyt dobrze, jak demokratycznie działający Sejm miał Ziobrę na widelcu i puścił go wolno...

2016/03/07 19:24:20

jerg2

Anumliku, dla pisowczyków to jest tylko opinia. Ciekaw jestem natomiast, gdzie oni będą szukać wkrótce azylu, bo chyba nie na Tonga ;)

2016/03/07 19:15:05

anumlik

Szanowni, polecam świetny tekst Waldemara Sadowskiego. O Prawie Radbrucha słyszałem, ale o jego zastosowaniu dla pisowczyków raczej nie miałem pojęcia. Już mam. Ten tekst powinien być jak najszerzej rozkolportowany.
studioopinii.pl/waldemar-sadowski-pis-pod-trybunal-radbrucha/

2016/03/07 18:56:09

adomi6319

Królu, dla mnie w temacie - i wnioski mamy takie same
w zeszłym tygodniu PIS był w Łomży z panią Anders 3 razy, zrobili nawet wyjazdowe posiedzenie klubu parlamentarnego czy tam coś, nawet w małych miasteczkach były spotkania z wyborcami i list pasterzy kościoła lokalnego, ze wybory to obowiązek (i już nie trzeba dodawać na kogo, to się wie samo przez się) i buźka pani A. na każdym skrzyżowaniu - ale te mizerne wyniki w stosunku do nakładów sił i środków nie przeszkadzają oczywiście PISowi odtrąbić wielkiego zwycięstwa :)

2016/03/07 18:44:00

andsol-br

No właśnie, a dzisiaj to można to załatwić Internetem. Kiedyś, za młodego Internetu, nie mogłem opędzić się od przedłużaczy penisa i powiększania piersi, a teraz, w dorosłym i wyrafinowanym Internecie, dostaję ciurkiem oferty przeróżnych stopni naukowych i drukowania się w Zeszytach Naukowych Południowo-Wschodniej Antarktyki. Oraz aktywnego zwalczania dziecięcej pornografii poprzez przeglądanie około 400 filmików.

Ale na poważnie, Królu, dla nowego czytelnika mogę nawet jako nagrodę własnoręcznie przygotować bagele (rodzina to przeżyła i nic złego nie mówiła), bo blogi są wyraźnie na wymarciu a ja już nic innego nie umiem robić i choćby mnie bili, to nie będę ćwierkał. Ponadto, jeśli kiedyś nie skorzystałem z zaproszenia do ub, to nie będę teraz eksperymentował z fb. Czy ja tu już mówiłem o mojej definicji fb? Jeśli ktoś inny wymyślił to wcześniej, to nie będę smutny. Otóż to jest taka instytucja, gdzie klient jest towarem.

2016/03/07 18:24:35

ju-li1

KWT, możesz podczytywać od zaraz, magisterka nie taka straszna. Wiem, bo kiedyś też robiłam :)

2016/03/07 17:22:30

krol_wysp_tonga

@Andrasol

Wow, ale fajny blog ! jak się uporam z magisterką, pogrążę się w lekturze :-)

@Robert

Co do kultu cargo, to John Frum ostatnio zreinkarnował się w postaci Kaczego Bóstwa. Bożek darzy swoich wyznawców 500 zł na dziecko i wcześniejszą emeryturą, w zamian za ofiary z wyborczych głosów. W tym kulcie również istotną rolę gra samolot, konkretnie tupolew. W mitologii tongijskiej znana jest legenda o Bożku-Bliźniaku, który z tupolewów chciał zrzucac ludowi różne Paciorki i Świecidełka, ale zły demon Tusk go zamordował. Jeszcze omamił plemię lemingów, że samolot obfitości rozwalił się o brzozę, a każde dziecko wie, że coś takiego na Tonga nie rośnie - tylko palmy....

A tak w ogóle, chciałem napisac coś o Podlasiu i p. Costa (wiem, nie w temacie). Dla mnie to blamaż PiS. Wynik 47%, przy tej skali kampanii i mając tak komfortowe warunki to porażka. Tym bardziej, że ludowiec Bagiński bez żadnego extra wsparcia zdobył w tym pisowskim mateczniku aż 41% (a w miastach ponoc nawet wygrał). Także wiosnę czuc w powietrzu :-))) Spływam - robota czeka....

2016/03/07 16:47:54

robert6_666666

Dziekuje Andsol. Bardzo ciekawe.

A jesli chodzi o kult Cargo to siegnij raczej po "stary testament" i religie Johna Fruma (Kult Cargo to bylby jej "nowy testament")

en.wikipedia.org/wiki/John_Frum

Mialem okazje odwiedzic swiatynie Johna Fruma na Vanuatu. Jest tam kilka najswietszych relikwii lacznie z podobno jego oryginalnym sandalem i gitara (nie wiem czemu mi sie scena z Zywotu Briana przypomniala... no tam byl sandal i lampa :-) :-) :-) ). Ale wyznawcy sa bardzo sympatyczni.

Niemal tak samo jak wyznawcy pana naszego Latajacego Potwora Spaghetti
Ramen. I niech bedzie posolony :-)

2016/03/07 14:23:08

andsol-br

Oraz São Paulo.

2016/03/07 13:59:40

andsol-br

Falcão, cholera.

2016/03/07 13:55:21

andsol-br

cd. czyli raczej dokończenie.

A na czym naprawdę wszystkie procesy jadą? Na finansowaniu partii. Tyle, że prawie wszystkie partie (z wyjątkiem różnej odmiany komunistycznych) mają takie same lub większe finansowanie z banków, przedsiębiorstw budowlanych, stowarzyszeń przemysłowych itp., ale procesy wytoczone innym partiom dziwnie się rozciągają w czasie na wiele lat, przewodniczący ich nie mogą pojawić się w sądzie, bo muszą pilnie doić swoje kanarki, akta znikają, koronni świadkowie zmieniają zeznania i zostają tylko oskarżenia przeciw PT. A gdyby udało się ubić PT to przecież można by z sądu próbować jechać nawet do prezydentury. Super-szeryf, obrońca ludu.

Po prawdzie, Lula miał cholerne szczęście, że nie wygrał ani w 1989, ani w 1994, ani w 1998. Przyszedł w momencie gdy Chiny wyrosły na potęgę. Skok w handlu brazylisko-chińskim w latach 2000 - 2007 był dziesięciokrotny (z 2,3 miliardów $ do 23 miliardów $) i od 2002 ze znaczącą przewagą w otrzymanej kasie dla Brazylii. Tak, jak dyktatura wojskowa żyła i cieszyła się zdrowiem (ona, nie lud) dzięki rozkwitowi Japonii, tak rząd Luli przyszedł gdy Chiny brały każdą ilość rud żelaza i innych minerałów, które mogły kupić. A Rosja soję.

A teraz rozwój chiński przywiądł i winią za to Dilmę, ale choć wszyscy zgadzają się, że głos ludu głosem Boga, to jeszcze nikt nie mówił, że głos Boga mówi do rzeczy. Ponadto, choć rząd federalny ma wielkie uprawnienia, to jednak PT nigdy nie miała jakiejś imponującej przewagi ani w parlamencie ani w rządach stanowych. I każdą zgodę na reformy trzeba było kupować. A to drogo kosztuje (politycznie). I w koligacji zawsze mieli jakieś zupełnie bandyckie partie. Niestety, sądzę, że inaczej by się nie dało. Zresztą, mało ważne co ja sądzę. To była decyzja ludzi, którzy naprawdę wiedzieli co trzeba i co można zrobić. I zrobili to. Ludzie w tym kraju przestali umierać z głodu.

W tej chwili widzę takie rozchwianie opinii, takie bzdury wygadywane publicznie (demonstracje i manifestacje pożądające powrotu dyktatury), że parę lat temu nie uwierzyłbym, że to możliwe.

Ale oglądając polski cyrk mogę już we wszystko uwierzyć. Nawet w Kult Cargo.

2016/03/07 13:53:00

andsol-br

Robert - zacznę od przyjemniejszego, od podlinkowanego filmu o 11 golach. Zaczyna go Zico. Po latach jasno, bez kręcenia, mówił, że był chudy i lekki i faszerowano go pastylkami, aż mu dorobili masę mięśniową. Ale tu było to skojarzone i z wielką pracowitością (ćwiczył rzut wolny po kilkadziesiąt razy dziennie) i z inteligencją oraz kindersztubą. Taką też miał Falco, prawdziwy dżentelmen. W ogóle, w tamtej ekipie nie pluło się przed kamerą, nie rzucało się maciami i choć wielu narzekało, że na cholerę elegancja i klasa, jeśli tacy np. Niemcy wbijali gole, to jednak i bez wygrania mistrzostw ta drużyna będzie pamiętana i to z wielką sympatią, a wiele z tych, co wygrywały rozmyją się z czasem w nijakości wspomnień.

Lula... mniej chętniej piszę, bo wszystko mi opada, poczynając od klawiatury. No ale Twoje cenne relacje zobowiązują, daj byś dostał. A więc.

Weź Wałęsę z talentem (by nie powiedzieć: geniuszem) politycznym, odrzuć balast egocentryzmu, dodaj umiejętność słuchania mądrych ludzi - i w zasadzie masz Lulę. Nie, żaden ideał. Szkoda, że do dziś nie zrozumiał, że przemówienia są improwizowane na podstawie dziesiątek godzin ćwiczeń i nie ma w nich jednego przypadkowego przecinka, szkoda, że pije gdy mógłby nie pić, szkoda, że wcześnie nie zrozumiał, że przez sprawy damsko-męskie najłatwiej ustrzelić polityka (choć relatywnie ma to w Brazylii mniejszą rolę niż w innych arcy-katolickich krajach), ale to przecież jest prawdziwy robotnik a nie trenowany od dziecka w Eton przyszły przywódca.

Żebym nie potrzebował rozpisywać się nadmiernie o przeszłości: kiedyś zacząłem robić "poczet prezydentów" i myślę, że mimo upływu czasu nie muszę niczego wymazywać, ale to i owo mogę dziś dodać (trzeba będzie kiedyś wrócić do projektu. Zerknij, proszę, na część moich archiwów odnoszących się do Brazylii, są tu w tej chwili istotne odcinki 2a oraz 4 - i do tego 2a mogę po latach coś dodać.

Debate w tv Collor - Lula, rok 1989 i słyszę coś, czego nie rozumiem i nikt pytany też nie rozumie. Collor, syn senatora, jak to tu się mówi "przegniły z bogactwa" skarży się telewidzom, że jest dużo biedniejszy niż Lula, bo nie może sobie kupić tak drogiego aparatu radiowego jak Lula - i powtarza to dwukronie. A Lula zamiast obśmiać się jak norka, traci rezon i coś wywija.

Parę lat temu czytam w wydanych w niewielkim nakładzie wspomnieniach pewnego dziennikarza, że Collor wiedział o dość drogim (ale w małej skali) prezencie, który Lula kupił swojej kochance. Ja nie zrozumiałem, ale Marisa, żona Luli, świetnie zrozumiała i prawie doszło wtedy do rozwodu.

Ok, niechętnie jedziemy do obecnej chwili. Ludzie z PT (Partido dos Trabalhadores, Partia Pracowników) nie są złodziejami - to uchodzi we wszystkich partiach centrum i prawicy, ale lewica wie aż za dobrze, że przy jakimkolwiek znaku wzbogacenia się złapią ich za Upsko i wyślą w kosmos. O ile wiem w ciągu kilkunastu lat rządów PT nie znaleziono żadnego dowodu na szachrajstwa którejkolwiek ważnej postaci z ich grona.

Dlaczego więc właśnie ich o to się oskarża? Polakowi łatwo to zrozumieć w ostatnich czasach: partia cuchnąca wręcz przekrętami finansowymi, powiązaniami z komuną i nepotyzmem właśnie te grzechy zarzuca oponentom (jak te futra u KOD-u). Rzucają takim gównem w jakim się taplają.

A procesy sądowe, dowody, oskarżenia? Dopiero teraz, pierwszy raz, próbują sugerować, że ktoś z czegoś miał pożytki osobiste, myślę, że świetnie wiedzą, że niczego nie udowodnią, ale pamięć i zapach zostanie aż do następnych wyborów w 2018. No i w tegorocznych, municypalnych, a takie miasto So Paulo ma przecież budżet większy niż wiele krajów europejskich.

Za chwilę c.d.

2016/03/07 13:29:24

ju-li1

Robercie, masz moją dozgonną wdzięczność!!!
:)))))
<3 <3 <3

2016/03/07 09:42:41

robert6_666666

ufff skonczylem - troche roboty przede mna z tym tlumaczeniem :-)

Maly komentarz teraz - Kurosawa nie jest szczegolnie popularny w Japonii a to dlatego ze przedstawial Japonie bardzo realistyczna, no taka jaka byla w czasach kiedy dziala sie akcja jego filmow. A ze zazwyczaj krecil filmy w tle historycznym to Japonia wygladala paskudnie...
To troche tak jakby Hoffman krecac Sienkiewicza pokazywal jak towarzysze husarscy w wolnych chwilach rzygali po przepiciu ale w jakich warunkach zalatwiali naturalne potrzeby...
Oczywiscie jak ktos zrozumie kantowskie "patrz na przedstawienie ale zrozum jak ono ma sie do rzeczy samej" to nie ma z tym problemu i wtedy Kurosawa jest geniuszem... dla tych nielicznych Japonczykow ktorzy to potrafia. Dla wszystkich innych gai-jinow podoba sie bo pokazuje egzotyke a dla dalszych pokolen podoba sie bo jest znany i uznany :-)

A jesli chodzi o kwestie zrozumienia - przypomnial mi sie moj staroc tutaj:

wyborcza.pl/1,76842,17067498,Partia_prochinska_przegrywa_na_Tajwanie.html

Dostep do komentarzy pod artykulem zdaje sie nie wymaga prenumeraty GW. Nigdy tego w koncu nie skonczylem i w dodatku pisane na zywca i zupelnie bez korekty pozniejszej ale mam nadzieje ze przyblizy Wam moja ukochana Wyspe :-)

Nawiasem mowiac skoro juz sie nawzajem uczymy (a nigdzie nie nauczylem sie wiecej o Bliskim Wschodzie i jego historii niz czytajac tu dyskusje poniektorych) to bardzo bylbym ciekawe komentarza Andsola o obecnym procesie korupcyjnym ex-prezydenta Luli. Kiedy Lula wygral z Cardosso bylem pewien ze to bedzie tragedia dla Brazylii - potem okazalo sie ze chyba byl doskonalym prezydentem, ktory z jednek strony nie zniszczyl gospodarki i systemu politycznego kraju a z drugiej strony dzwignal z niebytu ekonomicznego i politycznego miliony ludzi...
Lula byl jednym z niewielu moich pozytywnych zaskoczen w polityce. Wiec teraz jestem troche zaskoczony tym co sie dzieje i chcialbym to zrozumiec troche glebiej.
I to jest pytanie od kompletnego dyletanta w tej kwestii bo jak dotad dla mnie Brazylia to glownie to:
www.youtube.com/watch?v=zZxvYy5-ekI

(no tak pamietam tez atomowy atak z 1970 Jairzinho-Pele-Tostao a nawet wczesniejsze ale ten z 1982 byl najpiekniejszy)
oraz oczywiscie samba (no przez szacunek dla niektorych "babc z Austrii" :-) nie zamieszczam linka ale i tak kazdy wie o co chodzi :-)

2016/03/07 02:02:04

robert6_666666

Film otwiera scena, w której przeprowadza pan wywiad z baranem prowadzącym owce na rzeź. Pyta go pan, czy to moralne.

(Glosem Barana jest Franciszek Pieczka a Jego odpowiedz jest po prostu genialna i jakze smutna zarazem - przypisek bezmyslnie kopiujacego :-) :-) )

- Wydawało mi się, że to sytuacja polityczna. I chodziło mi o to, że lepiej już być jedną z tych owiec niż baranem, który prowadzi je na rzeź, taki ma zawód. W tym filmie jest w ogóle dużo ze mnie. Może nawet więcej niż w innych filmach. Co prawda opowieść wzięta jest z "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa, ale obrazy, relacje między postaciami, współczesność jest wykreowana przeze mnie, scenariusz napisałem sam, a przeważnie scenarzystą moich filmów był kto inny.
Dlaczego zmierzył się pan z tematem Boga?
- Sam opowieści ewangelicznej nie odważyłbym się pokazać, ale utwór literacki Bułhakowa już dawał mi takie prawo. Jego powieść to trawestacja Ewangelii, a Ewangelię każdy zna, to część naszej wspólnoty. Dla mnie to po prostu film o ludziach - są, jacy są, niezależnie od tego, jaki jest czas, jaka duchowa rzeczywistość.
Co pan dzisiaj lubi oglądać, kiedy mocniej bije serce starego reżysera?
- Z różnych powodów to się dzieje. Gdy oglądam jakieś obrazy, coś czytam albo słyszę opowieści z życia i myślę: o, to mógłby być fantastyczny początek filmu. Nie ma we mnie bezinteresowności. Niestety. Wszystko, co czytam, co widzę, co się dzieje dookoła mnie, w jakiś sposób mi służy jako materiał do rozmyślania o nowych projektach, nie tylko filmowych czy teatralnych.
Jest dużo projektów, których w życiu nie zrealizowałem, a czułem taką powinność. Nawet je sobie nazwałem: "późne obowiązki". W Łodzi chciałem powołać do życia park rzeźb Katarzyny Kobro, które - powiększone - stanowiłyby wspaniałą konfrontację kultury z naturą, nie znalazłem jednak dostatecznego wsparcia. Chciałem, żeby w Gdyni wyłaniał się z morza orzeł "Solidarności", można by go było podziwiać z widokowego pasażu. Byłby to znak Gdyni na zawsze, wszyscy by chcieli się sfotografować telefonem z takim orłem. Ale to też nie wyszło, za drogie i ten argument rozumiem. Parę mam takich rzeczy...
"Późne obowiązki" to ładne, Miłosz miał "prywatne obowiązki".
- Późne, bo dłużej nie mogę czekać. Ale jestem szczęśliwy, że nie muszę już niczego udowadniać. Że stało się to, co się stało. O, może to byłoby dobre na koniec. Chciałbym mieć jakieś dobre zakończenie.

2016/03/07 01:28:34

robert6_666666

part 10
Kiedy się pan pierwszy raz zetknął ze śmiercią?
- W czasie okupacji. Idę w Radomiu ulicą Żeromskiego i nagle ucieka więzień, którego wieźli na gestapo, a tu idący obok mnie Niemiec zdjął z ramienia karabin i zabił go na moich oczach. Jednym strzałem. Ta łatwość śmierci to najsilniejsze doświadczenie, które we mnie zostało.
"Śmierć" Malczewskiego to jeden z obrazów, do których pan wraca. U niego to młoda dorodna dziewczyna z kwiatem we włosach.
- Ale to śmierć młodości. Jak pisał Iwaszkiewicz, najbardziej niesprawiedliwa jest śmierć na wiosnę. Oczywiście dzięki moim filmom zbliżyłem się do śmierci. Tak ją przedstawiałem, jak ją sobie wyobrażałem. Ale jeśli człowiek tylko tym by żył, o tym myślał, w obawie, że to się stanie... Stanie się, bo się stać musi.
Boi się pan?
- Tak.
Już w 1950, jako 24-latek, zrobił pan sobie autoportret w szybie trumniarza.
- Sam się temu dziwię. Niedawno wyciągnąłem to zdjęcie. Było w tym trochę ekscentryzmu, że zobaczyłem siebie takiego, ale to wyjątek.
Czyli dalej nie ma nic?
- Wszystko, co miało być, odbyło się tutaj. Już w czasie wojny zdążyłem przeczytać "O pochodzeniu człowieka" Darwina i stałem się darwinistą.
Zrozumiał pan, że my wszyscy z małpy?
- Tak, w wieku lat 15. Ta książka mi uświadomiła, jak znaleźliśmy się na tym świecie i skąd pochodzimy. Zawsze mnie ta wiedza oświecała.
Są ludzie, którzy dla pociechy potrafią sobie wyobrazić, że potem to dopiero będzie prawdziwe życie, teraz to tylko przedbieg i chodzi o to, żeby się zasłużyć. Ja nie mam takiego poglądu. Posłużyłbym się tu cytatem z Andrzeja Wróblewskiego: "Jednego jestem pewien: po śmierci nie ma nic".
Wróblewski pisał do pana, że świat jest obrzydliwy - tu też by się pan z nim zgodził?
- On był śmiertelnie chory, nie będę się nad tym rozwodził, nie mam do tego uprawnień, ale wiedział, że choroba go nie opuści, i dlatego jego spojrzenie na życie było pesymistyczne, a ja byłem optymistą. Ale Wróblewski wywarł na mnie decydujący wpływ, mimo że był w moim wieku. Miał większe doświadczenie, zdążył skończyć historię sztuki. Nie pracował, miał czas na przemyślenia i malowanie. Szybko umarł, malował tylko dziesięć lat. Niewiarygodne, że można tyle stworzyć w tak krótkim czasie. Kiedy zobaczyłem jego "Rozstrzelanie", wiedziałem, że on zrealizował to, co i ja bym chciał, chociaż moje szkicowniki po rozstaniu z Akademią były wypełnione obrazami abstrakcyjnego malarstwa, próbami malarstwa figuratywnego. Krótko mówiąc, nie mogłem się odnaleźć.
A w kinie zwątpienia pana dopadały?
- Dzięki zwątpieniom mogłem ocenić moje filmy. Są i takie, które ja cenię, a widownia nie bardzo.
Na przykład?
- "Piłat i inni". Ten film nie miał takiego spotkania z widownią, jakiego bym chciał, tymczasem jest, moim zdaniem, jednym z moich oryginalniejszych i wyrazistszych filmów.
Był bardzo nowoczesny, łączył historyczną scenerię ze współczesnością. Po latach Derek Jarman też tak kręcił - i stał się objawieniem.
- No właśnie. A "Piłat" mignął tylko, nie znalazł ani potwierdzenia w Niemczech, gdzie był wyprodukowany, ani w Polsce. Ale to nie jest niemiecki film, wszyscy aktorzy, którzy grają w tym filmie, to Polacy.
Pszoniak jako Chrystus, Kreczmar jako Piłat, Olbrychski jako Mateusz, a Zelnik jako Judasz...
- Jedyni niemieccy aktorzy grają łotrów wiszących po dwóch stronach ukrzyżowanego Chrystusa. Cała reszta mówi po polsku, zdubbingowana na niemiecki.

2016/03/07 01:23:44

robert6_666666

part9
Jak pan patrzy na siebie młodego, to co panu przychodzi na myśl?
- Jedno jest pewne: ja nie szedłem do tyłu, tylko do przodu.
Nie przeżywałem doświadczeń wojennych, tylko mierzyłem się z tym, co następowało, brałem w tym udział. To było fantastyczne, jak po wojnie, zwłaszcza do zjednoczenia partii w 1948 roku, wszyscy rzucili się do pracy, żeby Polska znowu zaistniała. Dlaczego mogłem się zapisać na Akademię? Bo już w 1946 zaczęła działać, polskie uniwersytety ruszyły momentalnie, profesorowie, którzy zostali wysiedleni ze Lwowa, uczyli we Wrocławiu, nie mieli żadnych wątpliwości, poczucia, że mają siedzieć i czekać, że coś się zdarzy i Polska nie będzie sowiecką domeną, że to się zmieni. To dzisiaj tak się łatwo myśli, że trzeba było czekać, aż coś się stanie. Myśmy wiedzieli, że nic się nie stanie, nic się nie mogło stać. Trzeba było robić to, co do nas należało, do mnie należało kończyć jedne studia, rzucać te studia, zaczynać drugie. Szukać swojego miejsca w życiu i sztuce.
Kiedy był pan w kinie pierwszy raz?
- Jeszcze przed wojną, w Suwałkach, na filmie "Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków" Disneya. Matka zabrała mnie i brata. Jedyny film, który pamiętam z dzieciństwa. Moja matka - oprócz tego, że czytała bardzo dużo - była też kinomanką. Często jeździła z ojcem wieczorkiem do kina. Mieszkaliśmy na przedmieściach, więc po rodziców specjalnie przyjeżdżała bryczka z pułku ojca, żeby ich zabrać do kina w centrum miasta. Ale jaki był przed wojną repertuar w Suwałkach, na co rodzice chodzili, nie mam pojęcia.
W czasie wojny nie byłem na niczym, bo "tylko świnie siedzą w kinie". A tuż po wojnie udało mi się tu, w Krakowie, zobaczyć "Obywatela Kane'a" Orsona Wellsa. I to jest dziwne, sam szukam odpowiedzi, jak to było wtedy możliwe, że ten film pojawił się na polskich ekranach. Zdumiał mnie, wcześniej nie wiedziałem, że istnieje tego rodzaju kino.
Jakieś szaleństwa młodości?
- Nie, nie. Dlatego że szaleństwem było przeżyć wojnę. Po tym szaleństwie stałem się bardzo rozsądnym młodym człowiekiem. Zainwestowałem w wykształcenie, w przyszłość, działałem w grupie Andrzeja Wróblewskiego, chodziłem na wystawy, do kina, obserwowałem teatr Kantora. Ten niespożyty młodzieńczy entuzjazm przeniósł się potem na życie, na moją pracę.
Dzisiaj też by pan powiedział, że jest entuzjastą życia?
- Jestem dalej, chociaż tego życia mi wiele nie zostało. No bo co mam powiedzieć, że co? Może jutro, może pojutrze już nie będę miał nic do powiedzenia.
Ma pan miejscówkę wśród nieśmiertelnych, we francuskiej Akademii Sztuk Pięknych.
- Najbardziej jestem dumny z tego, że zasiadam na fotelu po Fellinim.
Chciałby pan być nieśmiertelny?
- Nieśmiertelność jest możliwa tylko poprzez to, co człowiek zostawia po sobie. Jeżeli to, co zostawiam po sobie, moje filmy, prace, różne działania, ma jakąś wartość, to się obroni, jeżeli nie ma, no to zniknie. To już niezależne ode mnie. Nie wiem, na ile przyszłość będzie wracać do przeszłości, ale zrobiłem, co zrobiłem. Nie zawsze to, co chciałem, ale to, co mogłem w danym momencie.
Chciałby pan jeszcze raz?
- Nie. Bo nie wierzę, że istnieje taka możliwość.
A gdyby była?
- Nie, bo co ja miałbym za następnym razem robić? Znowu to samo? A po co?
Mogę tylko powiedzieć, że miałem szczęście w życiu. I że wychodziłem mu naprzeciw. Nie było tak, że siedziałem zamknięty, a to szczęście przechodziło obok, nie. Ja je zauważałem wszędzie, gdzie dawało mi szansę zrobienia czegoś, spotkania kogoś. Jak ktoś ma szczęście, no to ma, jak nie ma, to trudno przeżyć życie.
Kiedy był pan najszczęśliwszy?

- Zawsze myślałem, że to dopiero przede mną. Ciągle wydawało mi się, że wszystko przede mną, ten film, który ja mam zrobić i który będzie, że tak powiem, czymś nadzwyczajnym, że może w teatrze stworzę coś, co nie było widziane. Z tym wiązałem swoje nadzieje.
A co jest przed nami?
- Przed nami jest śmierć, to jasne. Ona się zbliża w sposób nieubłagany i ten fakt trzeba brać pod uwagę.

2016/03/07 01:18:07

robert6_666666

part 8
Japończycy zostali też przy swojej walce na miecze, a ta walka to swego rodzaju balet. Oni w tym balecie zgadują, jak się zachowa przeciwnik, a jednocześnie wszystko jest skodyfikowane. Co mi się podoba w sztuce japońskiej? Że w niej nie ma dowolności, natomiast nasze życie i nasza sztuka są zbyt dowolne. To, czego nam brak, to właśnie dyscyplina.
Oglądając pana ulubionego Kurosawę, chyba nie czuje się dyscypliny, raczej coś szalonego.
- Kurosawa to jest szaleństwo, ale w tym szaleństwie jest metoda. Każdy jego film jest doskonale skonstruowany, a jednak szaleństwo pozostaje.
W swoich dziennikach co pan teraz zapisuje?
- Próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, co widzę dookoła siebie w kraju i jakie mamy szanse, żeby to, co jest złe, nie zapanowało na dłużej. Notuję też wydarzenia z życia i pomysły filmów, które może jeszcze będę próbował realizować. To wygląda dosyć bezczelnie, no ale tak jest, bezczelny jestem trochę.
Ciągle kino i polityka? Nie wierzę.
- To na pewno moja słabość. Nie podaję siebie jako najlepszego przykładu do naśladowania, nie pouczam nikogo. Jestem pełen podziwu dla kogoś, kto patrzy na przepływającą rzekę, wystarcza sam sobie i potrafi tym wypełnić swoje życie. Jednak mnie się wydawało, że lepiej jest się zajmować czymś innym niż sobą, wolałem przeżywać życie, że tak powiem, moich bohaterów niż swoje. Żyłem życiem innych. Można uznać, że to błąd. Ale z drugiej strony zawsze takie filmy kręciłem, takie sztuki wystawiałem w teatrze, że życie tych postaci, o których opowiadałem, rymowało się z moją rzeczywistością.
Dlaczego nie chciał się pan zajmować sobą?
- Uważałem, że to może prowadzić do jakiejś schizofrenii. Ale czy to słuszne, czy artysta nie powinien zajmować się samym sobą, a jego sztuka nie powinna być dopiero rezultatem tego zajmowania się sobą? Nie wiem.
Miałem 13 lat, gdy wojna się zaczęła, i 19, gdy się skończyła. To ważny czas w życiu, a ja pracowałem jako rzemieślnik tu, w Krakowie. Byłem ślusarzem, byłem kowalem, byłem bednarzem. Tylko taką pracę, fizyczną, przeznaczała Trzecia Rzesza dla nas, Polaków. Więc gdy wojna się skończyła, chciałem wziąć ten los w swoje ręce, każdego dnia mi było szkoda, żadnego nie chciałem zmarnować. Jeszcze gdy chodziłem do gimnazjum, tuż po wojnie, w 1945, stworzyliśmy w Radomiu teatr szkolny, wystawiliśmy "Antygonę", do której robiłem scenografię. Miałem entuzjazm, plany, ambicje. Pamiętam, że nawet zwykła jazda pociągiem to było coś, to była wolność. Pierwszą rzeczą, jaką chciałem zrobić po wojnie, to gdzieś jechać, gdziekolwiek - do Szczecina, Wrocławia, Zielonej Góry, Gdańska...
A jakie ma pan zwykłe słabości, już nie licząc kina?
- Wszystkie możliwe słabości miałem, tylko starałem się je przełamać, omijać. Na przykład nie nauczyłem się języków obcych, a to byłoby mi potrzebne, z lenistwa się zagapiłem. Przez wojnę zmarnowałem czas, który powinien być przeznaczony na naukę. W 1939 dostałem się do pierwszej klasy gimnazjum. Gdybym je normalnie skończył, byłbym kimś innym niż człowiek, który w 1945 poszedł do trzeciej klasy gimnazjum, zrobił dwie kolejne klasy naraz, czyli małą maturę, i na tym właściwie skończył edukację. Spieszyłem się do Akademii. Uważałem, że życie mi ucieka.

2016/03/07 01:12:55

robert6_666666

part 7
90 lat to dużo czy za mało?
- Nie podejrzewałem, że to tak przeleci. Jak się patrzy wstecz, to tylko migają te wydarzenia, te filmy, które zrobiłem. Im bardziej się starzeję, tym czas biegnie szybciej, nie jest tak, jak mi się wydawało kiedyś - że na starość czas przestanie mnie poganiać i będę mógł... No ale co będę mógł?
Mówił pan, że będzie malował na starość.
- Że odrobię tę największą zdradę? Nie, to tak nie wygląda. Sztuka nie stoi w miejscu. Po wyjściu z Akademii zastanawiałem się, czy nie popełniłem błędu, ale nie czułem, żeby to, co robię w malarstwie, było oryginalne, dość wyraziste. Jednak dla siebie samego nigdy się z tym nie rozstałem. Namalowałem niewiele, ale narysowałem dużo, pełno jest rysunków w moich notatkach. Krajobrazy, twarze, cała seria portretów ludzi, których spotkałem w moim długim życiu. One powracają do mnie, chociaż tych ludzi już dawno nie ma.
Zwierząt pan zawsze dużo rysował.
- Tak, bo koty i psy są w naszym domu, moim i Krystyny, ich życie dopełnia nasze. One gdzieś tam sobie biegną, wracają, coś nam opowiadają o sobie. Trzeba mieć zwierzęta. Teraz niestety pożegnał się z nami Misiek, duży pies, biały, nierasowy. Zawsze przygarniamy z Krysią nierasowe psy. Chodzi o to, żeby mieć zwierzęta, które szczególnie potrzebują naszego towarzystwa, a ten zwierzak został znaleziony w zimie na odludziu i do końca życia był lekko przestraszony. Bardzo go kochaliśmy, przyjął się w naszym domu pełnym zwierząt, bo one też się między sobą porozumiewają, koty i psy wzajemnie się akceptują. Misiek po kilkunastu latach odszedł, ale mamy kocicę i drugiego pieska. Smutne, że zwierzęta żyją krócej od nas i rozstają się z nami, no, ale przychodzą następne. Więc ja zawsze miałem psy i koty, a moja córka Karolina hoduje konie, można powiedzieć, że w jakimś sensie kontynuuje rodzinną tradycję wojskową. Pamiętam jeszcze pułki ułanów z mojego dzieciństwa w Suwałkach, stąd potem konie w moich filmach... Zatrzymajmy się na chwileczkę - ja się wdaję w rozważania o życiu, a nie mówię o moim życiu osobistym. I wolałbym nie mówić. Uważam to za moją własność. Powodzenia i niepowodzenia, co to kogo obchodzi.
Oczywiście, nie pytam przecież.
- No ale wyjdzie głupio, że opowiadam o zwierzętach, a nie mówię o osobach, które odegrały w moim życiu najważniejszą rolę.
To może tylko o tej ostatniej, Krystynie Zachwatowicz?
- Tak szczęśliwie się zbiegło, że duża część mojego życia jest spotkaniem z nią. Jesteśmy małżeństwem od 40 lat, a wcześniej - jaki ja byłem głupi...
Ona mi bardzo pomogła, żebym mógł zajmować się realizacją swoich planów. Razem pracowaliśmy w teatrze, pojawiała się w moich filmach, zwłaszcza w pięknej roli Kazi w "Pannach z Wilka"... Myśmy się zawsze rozumieli, mieliśmy podobne cele, tak jak teraz, kiedy Krysia pracuje nad Muzeum Józefa Czapskiego w Krakowie. Także to miejsce, gdzie siedzimy, Muzeum Sztuki Japońskiej "Manggha", powstało z inicjatywy naszej, Krystyny i mojej, którzy znaleźliśmy w Krakowie swój dom. No, ale i tak będą robić wszystko, żeby mi podstawić nogę. Manggha? Mógł wybudować coś polskiego naprzeciw Wawelu, a wybudował japońskie muzeum.
Co mają Japończycy, czego my nie mamy?
- Cywilizację materialną, niezależność i tradycję, którą się nie przechwalają. Ikebana, origami, kaligrafia, japoński teatr - ile to manifestacji kultury jednego kraju. A, i bonsai. Japończycy pozwalają swoim drzewom, żeby rosły, i jeszcze hodują w domu te małe drzewka, a u nas drzewa się wycina.
No i wymyślili sushi. Lubi pan?
- Nie bardzo, wolę schabowego. Za japońską kuchnią akurat nie przepadam. Ale nigdy nie przywiązywałem do jedzenia większej wagi. Inaczej byłem ukształtowany. Jak była wojna, to jadło się cokolwiek, żeby przeżyć. Dlatego nie jestem wybredny i nie lubię zostawiać na talerzu czegoś niezjedzonego.

2016/03/07 01:08:04

robert6_666666

part 6
Dlatego nakręcił pan film o Strzemińskim?
- Zrobiłem film o tym, jak krok po kroku niszczy się człowieka. Strzemiński umarł w 1952, władza zrobiła wszystko, żeby go pozbawić nie tylko możliwości tworzenia, ale też życia. Jego sztuka to nie jest malarstwo, którego ja poszukiwałem, mnie chodzi o jego nadzwyczajną konsekwencję. O to, że artysta ma prawo pokazać świat z takiej, a nie innej strony, i nikt nie może go krytykować za to, że wybrał niewłaściwą ideologię. W filmie pojawia się cały aparat władzy, przemawia minister kultury z tamtego czasu, który też odwołuje się do sztuki narodowej.
Właściwie dlaczego całe życie tak zajmował się pan polskością?
- My tu po wojnie byliśmy w sytuacji, kiedy Polską rządzono z Moskwy, i broniliśmy naszej osobowości, indywidualności, języka. Pięknie to ujął jeden dziennikarz na spotkaniu w Zamku Królewskim. Jakaś młoda dziewczyna zapytała, dlaczego profesorowie Zachwatowicz, Lorentz i Gieysztor nie wyemigrowali z Polski, tylko wspomagali system. Wtedy dziennikarz odpowiedział: "Jak tacy ludzie wyjechaliby z kraju, być może zadałaby mi pani to pytanie po rosyjsku". O, i to jest dobra odpowiedź. Myśmy zrobili wszystko, żeby nie mówić po rosyjsku, tylko po polsku. By być u siebie. Tak rozumowałem i to pokazywałem w swoich filmach, co być może dopomogło "Solidarności" znaleźć drogę do odzyskania wolności. A że mnie teraz za to krytykują - ja już o tym mówiłem - przerobiłem to w Polsce Ludowej, oni też powoływali się na naród, mieli te same argumenty. Wystarczy poczytać recenzje w "Trybunie Ludu". Ja te oceny dobrze znam.
Ale czy dzisiaj, w wolnej Polsce, one bardziej pana bolą?
- Nie, moje filmy odegrały swoją rolę. Gadajcie sobie, co chcecie, nie ma to już dla mnie i dla nich żadnego znaczenia.
Co pan w sobie ceni?
- Konsekwencję. Gdy biorę się do czegoś, to za to odpowiadam, nawet jeśli się nie uda.
Skąd ta siła w panu?
- Z tego, że nie pracowałem sam, ale z ludźmi. Samemu trudno wyrobić w sobie wyrazistość, siłę, ale jeżeli człowiek jest zobowiązany wyraziście zwracać się do innych, konfrontować się z nimi, to uczy się tego. Odpowiedzialność widziałem u ojca, który wstawał o szóstej, żeby o siódmej pojawić się w koszarach, a często jeszcze po kolacji udawał się tam znowu, żeby zobaczyć, czy wszystko w porządku, czy żołnierze śpią i czy wstaną rano tak, jak mają wstać. To była moja codzienność. A jedną z pierwszych książek, które w dzieciństwie przeczytałem, był "Regulamin piechoty". Dzięki niej wiedziałem, jak ma się zachowywać ten, kto pracuje z innymi.
Był pan w AK, nie był pan w partii, opowiedział pan światu o "Solidarności", o Katyniu, a mimo to przez niektórych nie jest pan uważany za patriotę.
- Pyta pani, jak to możliwe? Już odpowiadam: w Polsce to jest możliwe. Polacy tacy są właśnie. Gdy człowiek tu do czegoś dojdzie, musi się liczyć z tym, że wcisną mu wszystkie grzechy, nawet te, których nie ma na sumieniu.
Nie cenimy indywidualności? Po co nam jakiś Wajda czy Wałęsa?
- Polacy miotają się od ściany do ściany, przynajmniej ta część, która nie chce się konfrontować z cywilizowaną Europą. Świat się zmienia, chcemy czy nie chcemy, a my mamy odwracać się od niego, siedzieć w papuciach przy kominku i czytać Sienkiewicza? Za chwilę nawet kominka nie będzie, bo wytniemy lasy i spalimy wszystko, co jest do spalenia. Rzeczywistość ekonomiczna prędko nas otrzeźwi. Na to liczę. Kiedy ci, którzy wspierają złote myśli narodowo-patriotyczne, zobaczą, jak kurczą im się zarobki, to szybko otrzeźwieją. O, więcej bym o polityce nie mówił.

2016/03/07 01:02:55

robert6_666666

part5
Tamto doświadczenie pokazało mi, czym się kończy nacjonalistyczna ideologia, jak się okazuje bezradna. A my jesteśmy na tej drodze, na której byliśmy przed wojną, tylko Berezy Kartuskiej brakuje. Jak będzie Bereza, to już będzie komplet. I podręczniki, i nauka historii, i sposób traktowania przeciwników politycznych. Przeżyłem, widziałem. Wiem, że to nie jest droga do zwycięstwa. Drogę do zwycięstwa zobaczyłem później - szła nią "Solidarność", ludzie pracy. Wałęsa to wytwór tej Polski, którą ja chcę widzieć. Polskę ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za innych. Patrzę z niepokojem na to, co się dzisiaj dzieje, ale nie mogę nie pamiętać tego społeczeństwa, które dało dowody patriotyzmu, tworząc "Solidarność". Stało się to, co było marzeniem poprzednich pokoleń, nagle przy robotnikach stanęli intelektualiści, artyści. To się teraz musi powtórzyć.
Bo zmarnowaliśmy wolność? Jak w "Weselu": "Miałeś, chamie, złoty róg"?
- Nie, tak nie możemy powiedzieć. Stało się tylko tyle, że przy władzy są ludzie, którzy chcą realizować inne wyobrażenie naszej ojczyzny, ale to po drugiej stronie jest większa liczba obywateli i oni muszą stworzyć nowe, lewicowe siły polityczne. Nie mieliśmy partii, która by dostatecznie silnie broniła zdobyczy wolności, i za mało myśleliśmy o tych, którzy ponieśli koszta transformacji, a trzeba było zrobić wszystko, co możliwe. Zdaję sobie sprawę, że to nie było łatwe. Kiedy robiłem "Ziemię obiecaną", to w halach, gdzie pracowały maszyny tkackie, trzeba było na czas zdjęć wstrzymywać produkcję radzieckich panterek, a zamiast nich wpuszczać na maszyny biały materiał. Cały polski przemysł był związany z sowiecką gospodarką i rozstanie z nią było trudne. Zostały popełnione błędy, no ale i wśród działaczy "Solidarności" byli tacy, którzy rozumieli, że pomijając pokrzywdzonych, za bardzo ułatwiamy sobie sprawę.
No i właśnie nowa władza tłumaczy, że potrzebna jest naprawa.
- Ale jaka naprawa? Błędy błędami, ale Polska nigdy nie była w tak dobrej sytuacji ekonomicznej jak teraz, gdy jest związana z Unią. I nigdy nie była tak bezpieczna. Nie mówiąc o tym, ile powstało wspaniałych budowli dla kultury. Jak nigdy za mojego długiego życia.
Ale może, jak w "Ziemi obiecanej", mamy zanik wartości, tradycji, religii, patriotyzmu - i tego ludziom najbardziej brakuje?
- Polityka historyczna nie otworzy nowych możliwości w sztuce, która będzie żyła przeszłością i mieliła dawno przemielone tematy. Przecież za Polski Ludowej też powstawały dzieła "patriotyczne", tylko że nikt ich nie pamięta. Bo prawdziwa sztuka zmaga się z nowym spojrzeniem na rzeczywistość, a twórczość podporządkowana jakiejś wizji historycznej nie widzi rzeczywistości, tylko jej aktualne wyobrażenie.
Tymczasem, jak uczył Władysław Strzemiński, obraz nie zawsze i nie dla każdego jest jeden i ten sam?
- To prawda, właśnie dlatego sztuka potrzebuje indywidualności, a z indywidualnościami nie po drodze tym, którzy chcą stworzyć jednolitą, narodową sztukę.

2016/03/07 00:57:07

robert6_666666

part 4
Teraz to oni się powołują na naród - prawie jak u pana w "Dantonie", gdzie Robespierre mówił, że jeśli idzie o "dobro" republiki, wszystkie prawa są po jego stronie.
- Władza zwykle powołuje się na naród. Chcą udowodnić, że to oni są głosem polskiego społeczeństwa, a to nie jest prawda. Są głosem tylko jego części. Od lat to jest 30 proc., jakkolwiek by liczyć. A gdzie pozostałe 70 proc.? Ta część potrzebuje otrzeźwienia, nowych przywódców, wyznaczenia kierunku, w którym mamy iść. Polska weszła na drogę demokracji. Przy wszystkich trudnościach, błędach to dla nas jedyna droga. Dlaczego wyzwalaliśmy się z dominacji imperium radzieckiego? Dlatego że my nie należymy, nie należeliśmy nigdy i nie będziemy należeć do tego świata, który pisał cyrylicą. My należymy do Europy, do Zachodu. Europa kończy się tam, gdzie stoją ostatnie gotyckie kościoły.
A może nasze serce bije w Azji Zachodniej?
- No nie. Oczywiście, że ci, którzy się boją, będą się starali zatrzasnąć nasze granice, żebyśmy sobie tu sami siedzieli i uważali, że to, co robimy, jest najlepsze na świecie. Mówią, że rzeczywistość europejska nie jest ustabilizowana. No to wesprzyjmy ją, żeby była bardziej stabilna. Rzeczywistość generalnie nie jest ustabilizowana, ale ten nieustabilizowany świat Europy Zachodniej zmierza ku lepszemu. Albo idziemy zgodnie z tym kierunkiem, albo karlejemy, żeby stać się pośmiewiskiem świata. To byłoby największe zagrożenie, gdyby Polska zaczęła się oddzielać od Europy w przekonaniu, że może żyć sama dla siebie.
Nie może?
- Nie. Wszystkie kraje, które odniosły sukces, to te, które nie boją się konfrontacji. Polska nie musi się bać. Zamykanie się we własnych granicach to życie w fałszu. Niektórzy trzymają dzieci w domu i powtarzają im, jakie są zdolne, te dzieci wychodzą potem w świat przekonane o swojej genialności i konfrontacja ze światem bywa dla nich tragiczna.
Pana nie rozpieszczano?
- Nie. Ojciec mój i matka mieli trudne życie i wiedzieli, że nas też trzeba na takie przygotować. Że jest trudne, szybko się przekonałem, bo wybuchła wojna. Ojciec poszedł walczyć, a myśmy z bratem zostali z matką. Trzeba było pracować, mieć jakieś papiery, żeby nas nie wywieźli do Niemiec na roboty. I tak mieliśmy z bratem szczęśliwe dzieciństwo, matka była nauczycielką, ale nie pracowała, była z nami w domu. Rodzice bardzo się kochali, matka do śmierci w 1950 roku czekała, aż ojciec wróci, nie wierzyła, że zginął. Myśmy nie wiedzieli, jak wyglądała prawda o zbrodni katyńskiej, poza tymi informacjami, które przeniknęły do nas z niemieckiej prasy. Pisali o mogiłach odkrytych w Katyniu, ale była jeszcze nadzieja, że może inne obozy się uratowały.
Pisał pan, że nie widział ojca płaczącego, chociaż podobno płakał, gdy we wrześniu '39 dostał rozkaz o kapitulacji. Pan czasem płacze?
- Chyba nie. Nie przypominam sobie, dlaczego miałbym płakać?
Nigdy?
- W młodości nie, może później, po latach. Zostawmy to, zostawmy.
Urodził się pan przed wojną - jaką Polskę pan zastał, a jaką dzisiaj ogląda?
- Przedwojenna Polska głosiła podobne idee, jakie słyszymy teraz. Nacjonalistyczne. Co mnie z tego wyleczyło? Haniebna klęska 1939 roku. Wiadomo, nie było szans, żeby równocześnie wygrać z Sowietami i z Niemcami, ale ja na własne oczy widziałem, jaki chaos nastąpił, jak nieudolna była administracja, jak zakłamane było to, czego uczyliśmy się w szkole - że Rydz-Śmigły nie da nam zabrać nawet guzika od munduru. A nagle nie ma Rydza-Śmigłego, pierwszy uciekł. Zobaczyłem, że źle mnie uczyli.

2016/03/07 00:52:18

robert6_666666

part 3
Zdążył pan nakręcić "Wałęsę", ale teraz raczej inaczej będą o nim pisać.
- Oczywiście, ale nie wyobrażam sobie, żeby ta sytuacja trwała w nieskończoność. Ta władza się zmieni i jej wersja historii nie przetrwa. A jeśli chodzi o moje filmy, to mogę chyba powiedzieć, że świat je zna i wie, że one właśnie niosą prawdę o tym kraju.
Teczki Kiszczaka nic w pana ocenie Lecha Wałęsy nie zmieniły?
- To nie ma dla mnie znaczenia. Poznałem Lecha Wałęsę w czasie historycznych wydarzeń, znam rolę, jaką w nich odegrał, mało mnie obchodzą mniej czy bardziej sfabrykowane dowody z przeszłości.
Pana kino to panorama dziejów Polski, od Legionów Dąbrowskiego po "Solidarność". Ale niektórzy uważają, że fałszował pan historię.
- To, co oni chcą przedstawiać jako prawdę, prawdą nie jest. Oni tylko chcieliby, żeby tak było. Poza tym nigdy nie jest tak, że leży przed nami naga prawda i możemy ją całą pokazać. Może ja w swoich filmach nie powiedziałem całej prawdy, ale całej prawdy nie mogłem powiedzieć, bo nie żyliśmy w wolnym kraju. Moja interpretacja historii była interpretacją człowieka, który wierzył i robił wszystko, żeby któregoś dnia powstała "Solidarność". I w związku z tym nie tyle ośmielał ludzi, żeby chwycili za broń, ile żeby walczyli z systemem komunistycznym i próbowali zwyciężyć, ale na drodze negocjacji. Czyli żeby nie było tak jak w "Kanale", że wywołujemy powstanie, a konsekwencje są niezależne od nas, bo kto inny tym kieruje, po drugiej stronie Wisły stoi Stalin i nie rusza z pomocą.
Nie chodzi o bohaterstwo, tylko żeby wygrać?
- O bohaterstwo też, ono jest czymś pięknym i koniecznym, ale żeby to bohaterstwo prowadziło do zwycięstwa, a nie do klęski, bo klęska jest - jakkolwiek by na nią patrzeć - tylko klęską.
Uważam, że największym zwycięstwem w polskiej historii jest to, co zobaczyłem w moim życiu - że "Solidarność" potrafiła przeprowadzić nas przez Morze Czerwone i wyprowadzić na wolność bez rozlewu krwi. Przecież przy Okrągłym Stole chcieliśmy, żeby druga strona, która miała czołgi, armaty, samoloty, wojsko, policję i wszystkie inne możliwości nacisku, zgodziła się na wolne wybory. Oni podjęli to ryzyko, ale musieli dostać w zamian obietnicę, że nie zostaną potem ukarani. To ugoda, którą przeprowadził Lech Wałęsa - to w nim widzę główną ostoję zdrowego rozsądku i torowanie drogi do wolności bez zbrojnego konfliktu. Ci, którzy opowiadają, że konflikt byłby lepszym rozwiązaniem, nie mają zielonego pojęcia, co by to znaczyło, jak straszną katastrofą by to się skończyło. Do dzisiaj istniałby Związek Radziecki. Konflikt w Polsce tylko by go umocnił, tymczasem nasze pokojowe wyjście z sytuacji go pokonało. Mówią, że to był błąd. Ale jaki błąd? Że opozycjoniści dali szansę, żeby komuna się rozpierzchła i pozwoliła rządzić tym, którzy mają rządzić w imieniu większości narodu?

2016/03/07 00:48:13

robert6_666666

"Tempo wpisania komentarza wskazuje, że być może jesteś automatem spamującym. Poczekaj chwilę i spróbuj wysłać ponownie."

He he :-)

2016/03/07 00:42:56
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   10 ... 39 następne
Copyright © Agora SA | Ochrona prywatności | Kontakt