Jedynym złem - przyzwyczajenie
i tragiczny wybór:
rozprawianie zamiast odczuwania!
I umysł zaludnia się bożkami
A serce jest księżycową pustynią,
A tylko Zachwyt może nas ocalić,
Otwierając nam drogę
Do Substancji.
D.M. Turoldo , Il dramma Dio
Ostatnio przy jakiejś okazji znajomy zapytał, czy nie zamieniłabym pracy na uczelni na pracę w jego korporacji, bo szukają tam nowych ludzi, więc pewnie miałabym jakąś szansę tę pracę dostać. No cóż. Nie powiem, że kocham uczelnię, wręcz przeciwnie, czasami jej szczerze nie cierpię, ale praca w korpo? Od 9 do 18? Postawiłoby to mój świat totalnie na głowie. Zapytałam więc znajomego, z jakiego właściwie powodu miałabym te pracę zmieniać? Usłyszałam, że na pewno zarobiłabym dwa razy więcej. Moja odpowiedź brzmiała następująco: Ale po co? Przecież ja wszystko mam
Gdyby ta rozmowa miała miejsce jakiś rok, dwa temu, moja odpowiedź z pewnością byłaby inna. Może brzmiałaby tak: No, super byłoby dwa razy więcej zarobić. Albo Nooo, to jest argument nie do odrzucenia. Teraz odpowiedziałam natychmiast tak, jak podpowiedziało mi serce. Życie bliżej Boga zupełnie zmienia perspektywę patrzenia na to, co posiadamy. O. Maksymilian powiedział kiedyś, że największym dramatem człowieka jest to, że nie zna swojej miary. Albo jeszcze gorzej, nawet, gdy ją zna, to ciągle ją neguje. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że my nigdy, gdy patrzymy na siebie, nie widzimy siebie. Widzimy innych odbitych w nas, jak w lustrze. I dlatego, jak pisał Merton, życie staje się coraz większym szaleństwem. Bo co mogłabym zrobić z dwa razy większą sumą zarabianych miesięcznie pieniędzy? Oooo, ja bym nie miał problemu, powie ktoś. Na świecie jest przecież tyle rzeczy do kupienia, obejrzenia i wypróbowania. No jasne. Tyle i jeszcze milion więcej. Jeden bożek, drugi, trzeci, dziesiąty. A serce nadal jak księżycowa pustynia, jak pisał Turoldo. Pragnienia się nie kończą, zaspokojenie również. Bo nie znamy swojej miary Uznanie jej natomiast wyzwala pokorę. Odkrycie, że mam w życiu wszystko, czego potrzebuję przyszło niedawno, ale sprawiło, że po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam się lekko. Wszystko mam Nie chcę więcej zarabiać, bo nie mam ochoty więcej wydawać. Odkrycie tej największej prostoty życia wprawiło mnie niemal w zachwyt :)
To pokora jest bronią w walce ze światem i jego pustymi obietnicami. Merton wiedział o tym bardzo dobrze: W przeciwnym razie będę po prostu walczył ze światem jego bronią, a w takiej walce świat jest niepokonany. Właściwie nie musi nawet ze mną walczyć, bo sam szybko się wyczerpię, kładąc kres swym głupim wysiłkom. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym zatem życzyć wszystkim tylko jednej rzeczy: abyście poznali swoją miarę. A pokora sama przyjdzie. Szczęść Boże
piątek, 23 grudnia 2011, ingella