Oto co Bogdan Rymanowski, dziennikarz 2008 roku, powiedział o swoim wywiadzie z ostatnim szefem komunistycznej bezpieki Czesławem Kiszczakiem, przerwanym gwałtownie przez generała po tym, jak Rymanowski spytał go o śmierć dwóch duchownych, ks. Niedzielaka i ks. Suchowolca, prawdopodobnie zamordowanych przez SB: "Od początku reakcja była negatywna, ale ja musiałem ponawiać pytanie. To był mój obowiązek jako dziennikarza. Moją rolą nie jest i nigdy nie było spełnianie oczekiwań rozmówcy ani dbanie o jego zadowolenie. Chodzi o dotarcie do prawdy na temat tych zabójstw i to było dla mnie najważniejsze".
No cóż, jak najdalszy jestem od bronienia Kiszczaka, ale mam duże wątpliwości, czy obowiązkiem dziennikarza jest dotarcie do prawdy za wszelką cenę. Owszem, trzeba ją ujawniać, ale wspólnie ze swoimi rozmówcami, a nie przeciwko nim. Dziennikarstwo spsiało już dawno, ale wciąż nie akceptuję tego. Uważam, że ludziom, od których dziennikarze próbują się czegoś dowiedzieć, należy się minimum szacunku, czego przejawem bez wątpienia byłoby zadbanie o dobre samopoczucie rozmówcy. Sądzę, że zasady kindersztuby powinny przede wszystkim dotyczyć dziennikarzy, a w szczególności telewizyjnych, których oglądają miliony.
Patrzy taki ktoś na Rymanowskiego, Lisa lub Olejnik i widzi jak zamiast być stanowczymi wobec swoich rozmówców, ale w uprzejmy sposób, bez pardonu próbują oni zmusić swoich gości do powiedzenia czegoś, czego oni powiedzieć nie chcą. "Czyli co?" - pyta zazwyczaj Rymanowski swoich rozmówców, wiercąc im dziurę w brzuchu, nie szanując ich woli, by o pewnych drażliwych sprawach nie mówić wprost. Przecież rozmowa kulturalnych ludzi nie powinna polegać na tym, by zmuszać kogoś do czegokolwiek. W tym co robi Rymanowski i inni nie chodzi o żadne docieranie do prawdy. Tu chodzi o osiągnięcie medialnego efektu, ale w sensie efektowności, a nie efektywności. Chodzi o podpuszczenie rozmówcy, by coś palnął i potem tego żałował, czyli zrobienie z niego idioty.
Wiecie dlaczego tak efektowny i atrakcyjny dla mediów jest Palikot? Bo mówi do kamer rzeczy, których dobrze wychowany człowiek by nie powiedział. Podobnie zachowywał się kiedyś Lepper. Rymanowskiemu i jemu podobnym najbardziej by się podobało, gdyby jakiś polski polityk, dyplomata, albo ekspert zapytany przez niego: "Czyli co? Skoro Rosjanie zakręcili nam kurek z gazem, to jak nazwać to, co zrobili?" odparł publicznie: "Powiedzmy panie redaktorze szczerze, że Putin to ch...". Jeśli gwiazdom polskiego dziennikarstwa zależy właśnie na tym, to ja nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Czyli robię out.
czwartek, 05 lutego 2009, moi_clienci