Same piątki w szkole, zawsze pierwsze miejsca, zwycięstwa w konkursach, pieniądze w portfelu, z dziesięć dyplomów i pustka w głowie. Staruszka bez zębów, z pogodnym spojrzeniem i milczącą zgodą na każdy kolejny dzień, a w sercu największa prawda o świecie i mądrość, która zastąpi wszystkie lata nieodbytych studiów.
Dzień za dniem, w pogoni za szczęściem i sławą. I coraz szybciej, bez tchu, do celu by dobiec lecz to nie cel, a fatamorgana. Oaza się zbliża i już nadzieja na słodki spoczynek, ale to nie oaza, to czyste złudzenie i biec znów trzeba i dalej, i szybciej. I już kierunek dawno zgubiony, i pragnienie wciąż pali i pali, coraz silniej i silniej, a wody wciąż brak, bo przecież kto jak nie Ja ten cel osiągnie. Więc gonić i gonić wciąż trzeba i trzeba, od mary do mary, od ziemi do nieba. Lecz nagle olśnienie, chwilowe, nic takiego, przecież to pustynia, ogromna, nieskończona, gdzie okiem nie sięgnąć piasek horyzont zalewa. Ale co za horyzontem? Tam musi być cel, więc znów się podrywa, znów biegnie i goni, i ... nic nie odkrywa.
A tu chałupka malutka i skromna, trzy grządki wokoło, pies radośnie szczeka. Tu nikt się nie spieszy, ba, nawet nikt nie zawita. Tam siedzi staruszka, nic się nie odzywa. Może smutna, nieszczęśliwa? W samotności ostatnie dni spędza? Spokój i ciszę, śpiew jej przerywa, śpiew dobry, radosny i pies przy niej siada, ogonem merdając, i ptaki wokoło wtórują jej śpiewem, kogut co jakiś czas pianiem przerywa. Noc się powoli do domu przybliża, słońce dobranoc mówi staruszce, więc ona spokojnie podnosi się z ławki i kroczek za kroczkiem, do domu się zbliża. I ptaki do snu się skłaniają, i pies. I cisza okrywa ciepłą pierzyną ten mały, samotny domek. A jutro? Jutro znów słońce zapuka do drzwi, kogut pobudkę oznajmi. I tak aż po dzień ostatni.
Dłonie gładziutkie, twarz wypolerowana, przebranie skrojone na miarę. Laleczka z zaprogramowaną melodyjką stoi na półce i nikt po nią nie sięga. Tam kukła, zrobiona przez babcię, oczy zrobione z guzików, wypchana szmatami - najlepsza zabawka z dzieciństwa.
poniedziałek, 06 lutego 2012, litwin84