Choć się bardzo chce dorosnąć i właściwie tak na pierwszy rzut oka tym dorosłym się jest, to przecież na całe życie gdzieś pozostają te dziecięce instynkty, które każą chwytać po zabawki albo zamieniać samochodziki na najprawdziwsze samochody. A czasem zmuszają, by zamiast czytać poważną, dorosłą literaturę chwyta się po książki za dzieci, a że dzieci teraz są dość mądre, to i ta literatura dziecięca byle czym ich nie zadowoli. I choć kolorowa oprawa i barwne ilustracja kuszą oko, to i treść musi iść z nimi w parze.
Ostatnio moje oko zostało skuszone okładką książki Pawła Beręsewicza "Zawodowcy", zupełnie nie tak dawno wydaną. Po książkę sięgnęłam, bo już wcześniej dobrą recenzję przeczytałam i po osobistej lekturze zdanie to podtrzymuję. Wszyscy pamiętamy Piotrusia Pana, który nie chciał dorosnąć, a po lekturze "Zawodowców" każde dziecko powinno kilka razy się nad tym poważnie zastanowić. Zawodów w końcu jest wiele, każdy ciekawy i czymś kusi- zarobki, prestiż, pasje, przygody, itd, itd. Wszystko byłoby w porządku, gdyby człowieka spotykały same przyjemności, żadnych niemiłych sytuacji, a tu jak na złość, Paweł Beręsewicz w krzywym zwierciadle ukazał różne zawody.
Ani Lekarka, ani Sędzia, ani Nauczycielka czy Przewodniczka nie ustrzegą się niebanalnych historii, które czasem mogą się skończyć poważnie. Oczywiście w tym wszystkim nie brakuje humoru, bo czytając książkę uśmiech nie schodzi z twarzy. I gdy w ręce pseudo-dorosłego lektura wpadnie, to z większym wyrozumieniem spojrzy na każdą pracującą na świecie mrówkę. W końcu sprawy zawodowe to poważna rzecz.
A jak reagują dzieci w szkole na taką lekturę? Pisarz zaleca, aby się poważnie zastanowiły, czy na pewno chcą dorosnąć zanim wybiorą jakiś zawód, wszak w żadnym nie brakuje niespodzianek. Dzieciom najwyraźniej jednak książka się podoba, bo potrafią słuchać głośnego czytania z otwartymi ze zdziwienia ustami. Wcale nie hałasują, nie rozrabiają, tylko zwyczajnie słuchają, przenosząc się na salę rozpraw, do przychodni, czy podnosząc Pałac Kultury wraz ze Strongmanem. Strongman Stefan zresztą jest ulubieńcem i nawet po kilku lekcjach dzieci nie zapominają jego zmagań.
Dzieci mają jeszcze czas, żeby się zastanowić nad swą dorosłością, ale jeśli już się wybrało swoją ścieżkę życiową, to pozostaje tylko z humorem Pawła Beręsewicza, podejść do tych wszystkich zawodowych psikusów:)
środa, 28 grudnia 2011, litwin84