Od kilku dni rynki finansowe znalazły się w fazie nerwowego oczekiwania przypomniawszy sobie o kryzysie zadłużenia w Europie, a w szczególności Grecji. Po okresie tak dużych wzrostów cen akcji na przestrzeni miesiąca, stabilizacja cen, czy korekta, jest czymś naturalnym. W takim momencie rynek potrzebuje tylko pretekstu aby do niej doszło. Kryzys grecki jest niewątpliwie pretekstem bardzo dobrym. Problem polega na tym, że ze względu na skalę kryzysu zadłużenia, Grecja nie może być rozpatrywana wyłącznie w kategorii przejściowego zainteresowania rynków. Jeśli rynki nie nabiorą przekonania, że kryzys grecki został rozwiązany w miarę trwale, tj. w perspektywie min. 1-2 lat, to po okresach chwilowego optymizmu będziemy mieli do czynienia ze wzrostami awersji do ryzyka i kolejnymi spekulacjami dotyczącymi kryzysu strefy Euro.
Jeśli chodzi o Grecję, to z punktu widzenia inwestorów możemy mieć do czynienia z kilkoma scenariuszami. Pierwszy, obecnie obowiązujący, Grecja zawiera porozumienie z wierzycielami i ci dobrowolnie zmniejszają jej zadłużenie a ta wdraża reformy. Scenariusz bardzo dobry, problem w tym, że już niedługo w Grecji są wybory i w konsekwencji powstanie nowego rządu, więc wiarygodność zobowiązań obecnego jest mocno wątpliwa. Ponadto, scenariusz ten zakłada, że Grecja po bolesnych reformach, recesji ma mieć za kilka lat dług do PKB na poziomie ok. 120% PKB, co uważane jest w przypadku innych krajów, np. Włoch, jako poddający pod wątpliwość ich stabilność finansową. Dlaczego Grecja po wieloletniej recesji z długiem do PKB na poziomie 120% ma być krajem wiarygodnym, w sytuacji gdy mają z tym problem Włochy nie jest jasne. To też nie buduje wiarygodności tego przedsięwzięcia. Zawarcie takiego porozumienia na jakiś czas powinno rynki uspokoić. Aby inwestorzy uwierzyli w sukces na dłużej niż kilka miesięcy, przyjęte rozwiązania powinny już w założeniach skutkować obniżeniem długu do PKB zdecydowanie poniżej 100% w horyzoncie kilku lat i jednocześnie uzyskania możliwości trwałego wzrostu gospodarczego przez Grecję.
Drugi scenariusz, to załamanie się negocjacji i mniej lub bardziej jednostronna niewypłacalność Grecji oraz jej wyjście ze strefy Euro. W takim przypadku możemy oczekiwać przez przynajmniej parę tygodni dużej huśtawki nastrojów. Rynki natychmiast zaczęłyby spekulować nt. strat banków i strat wystawców CDS oraz jak dużo instrumentów pochodnych odnotuje straty wskutek oficjalnej niewypłacalności Grecji. A także, czy kolejne kraje, zwłaszcza Portugalia, nie są także na ścieżce do wyjścia ze strefy Euro. W przypadku braku katastrofy w postaci bankructwa banków czy run-u na banki przez ludność innych zagrożonych państw (Portugalii) w celu wycofania na wszelki wypadek swych oszczędności, mogło by się okazać, że rozdział Grecja zostałby, z punktu widzenia rynków, zamknięty. Lub, w wersji mniej eleganckiej, zostałaby ze swoimi problemami sama.
I wreszcie trzeci scenariusz, że Unia zgodzi się zapewnić refinansowanie przez Grecję kolejnej transzy długu w marcu, a kolejne negocjacje, szczyty i komunikaty będą trwały nadal. Pewną mutacją tego scenariusza jest formalna zgoda na duży pakiet pomocowy, ale tak przyznany, że w praktyce w krótkich odstępach czasu negocjacje byłyby otwierane na nowo. Politycy kupiliby czas, ale oczywiście niczego by to nie rozwiązało. Ten scenariusz na krótką chwilę mógłby pozwolić rynkom na oddech i dalsze dyskontowanie luzowania ilościowego dokonanego przez ECB, ale nawet w krótkiej perspektywie nie jest zbyt atrakcyjny.
Michał Szymański, Partner Zarządzający, Money Makers S.A.
piątek, 10 lutego 2012, mszymanski_moneymakers