Poczuła ulgę, że zdecydowała się to powiedzieć.
- Co w związku z tym?
- Chciałabym wiedzieć czy to prawda?
- Chciałabyś poznać prawdę?
- Tak. Chciałabym wiedzieć, czy pan nie uprawia na mnie jakiś swoich sztuczek?
- A myślisz, że mógłbym tak robić?
- Myślę, że mógłby pan.
- I myślisz, że mogłoby ci to pomóc?
Popatrzyła na niego i pokiwała głową.
- No, nie przegadam pana. Tak, myślę, że mogłoby mi to pomóc, ale wolałabym, żeby pan robił to raczej wprost. Wolałabym po prostu wiedzieć co się dzieje.
- Yhm. A co ci przeszkadza, żeby się zorientować?
- Nie wiem, mi się wydaje, że jak pan mówi przy kolacji, czy mogłabym panu podać sól. To ja się czuję tak, jakby pan się chciał upewnić, że sobie poradzę w życiu. To idiotyczne, ale tak się czuję.
- To znaczy jak?
- Tak jakby pan pomagał mi coś zrozumieć. Ale coś tak prostego i oczywistego, że to idiotyczne, że ja tego nie wiem, ale prawda jest taka, że ja naprawdę tego nie wiem.
- Może więc jest tak, że faktycznie potrzebujesz czyjejś pomocy?
- Faktycznie tak jest, ale na dziś mam dość. Pana pytania są w porządku, ale czasem czuje się po nich jak idiotka.
- Prawda boli?
- Dobranoc, doktorze! Ja na dziś mam dość.
Pobiegła do siebie. Dopiero w kilka miesięcy potem natrafiła na ten artykuł. O Sokratesie. I na inne. Tymczasem patrzyła w gwiazdy i układała się do snu.
Droga mleczna. Jak mleczne zęby. Trzeba przez to przejść. pomyślała i przyłożyła głowę do poduszki.
wtorek, 29 marca 2005, kstepowy