Przeogromne maszyny coś tworzyły.
Przeogromne maszyny tworzyły coś, wykorzystując całą swoją energię.
Przeogromne maszyny skończyły już tworzyć.
Przeogromne maszyny zostały wyłączone.
Samochodowy silnik, który tworzyły został od nich zabrany, wsadzony między zimne blachy.
Podłączony do rozrusznika czekał w ciemności na życiodajne tchnięcie.
Przychodzili ludzie, oglądali, podziwiali i zostawiali.
Za każdym razem, gdy ktoś otwierał maskę samochodu, silnik węszył nutę nadziei.
"A może mnie zechce?"
A każde zamknięcie maski, szczypało zawór silnika tak silnie, że ten z trudnością pohamowywał wyciek oleju.
Wiedział, że musi być piękny, lśniący, dumny by ktoś go wybrał.
Pewnego wspaniałego poranka, maska z niesłyszalnym zgrzytem otworzyła się, przed silnikiem stanęła ładna, zadbana kobieta.
Nie spoglądała na silnik jak większość kobiet, nie patrzyła na to czy jest ubrudzony od smaru, czy jest chromowany, czy jest czysty.
Patrzyła na niego z rajdowym błyskiem w oczach.
Ku zdziwieniu silnika jak i sprzedawcy samochodowego, kobieta położyła swoją delikatną dłoń obdarzoną średniej wielkości paznokciami na samym centrum bloku silnika.
Zamknęła oczy, przycisnęła rękę mocniej, po chwili jeszcze mocniej.
Uśmiechnęła się i powiedziała "biorę go, bez względu na cenę".
Silnik z trudem utrzymywał uszczelki z euforii, jego mechaniczne konie zaczęły skakać z radości, co jeden to wyżej.
Sprzedawca położył swoje tłuste palce na masce po raz ostatni.
Pewien okres życia silnika właśnie się skończył.
Już dość czekania, już dość smutków, już dość bycia niepotrzebnym.
Teraz ma dla kogo żyć.
Po jakimś czasie silnik usłyszał delikatne otwarcie drzwi, ktoś wsiadł.
Przez rurę wydechową czuł zapach tej osoby, to była ona - Pani z demonem szybkości w oczach.
Fantomicznie poczuł jej palce na kluczyku, zapadka upadła na kołowrót.
Silnik wziął wdech i z uśmiechem na cylindrach ruszył od miesięcy nie używane tłoki.
Pracował równomiernie, czysto, pięknie, nie chciał jej zawieść.
Przenigdy nie chciał sprawić jej zawodu, był gotów pracować cały czas na najszybszych obrotach, był gotów na okaleczanie swych zębatek, był gotów wyciągać niesamowite prędkości na najgorszym dostępnym paliwie, był gotów sam spłonąć by sprawić jej odrobinę frajdy.
Ruszyła spokojnie, wyjechała z salonu.
Kobieta nigdy nie sprawiała nadmiernego bólu silnikowi, dbała o niego, nie nadwyrężała go. Wprawdzie wiedziała co on lubi i że czasem też można poszaleć, ale nigdy nie przesadzała.
W jednej chwili ich obustronna miłość prysła, wielki tir zajechał jej drogę, kobieta odbiła na pobocze.
Silnik złapał się za wszystkie paski, za wszystkie tłoki, za wszystko co mogło zahamować by pędząca masa żelastwa jaką byli wspólnie nie wpadła na betonowy słup.
Zębatki się gięły, paski pękały, silnik nie mógł już zrobić nic, był prawie martwy.
Wtedy kobieta nagle skręciła kierownicą, wbiła się w słup bokiem, przez co silnik nie doznał żadnego uszkodzenia, drzwi wbiły się w nią jak nóż w masło.
Silnik nie wiedział czemu to zrobiła, ocaliła go poświęcając siebie? Przecież on jest tylko silnikiem, nierozumnym metalowym stworzeniem.
Po tym ktoś go przygarnął, ktoś naprawił, ale mimo to już nigdy nie odpalił.
niedziela, 13 grudnia 2009, mendoxes