Pamiêtam jak dzi¶, otworzy³em moje wielkie znudzone oczy z g³êbokiego snu.
Co zobaczy³em tu¿ po przebudzeniu? to co zazwyczaj...
Wodopój, siano,plac do spacerku i te przebrzyd³e kraty.
Marzy mi siê wolno¶æ, chocia¿ inni mieszkañcy ZOO zazdro¶cili mi tej przestrzeni ¿yciowej, to dla mnie by³o to zdecydowanie za ma³o.
Inna sprawa, tury¶ci!
Ich s³owa, bez ich wiedzy co dzieñ rani± moje wielkie t³uste serce
"Mamo popatrz na jego tr±bê","ale ogromny, pewnie ma ma³y mó¿d¿ek","Moszimo haradara kendda!".
Min±³ poranek, jak zawsze chlapa³em siê wod± dla zabicia czasu, gdy nagle, sta³o siê co¶ nie zgodne z grafikiem.
O 14:00, otworzy³y siê kraty zaplecza.
Za wcze¶nie na jedzenie, musieli mieæ inny cel wizyty i pewnie nie wpadli zaprosiæ dziesiêciotonowego szarego s³onia do kina.
Poczu³em delikatne uk³ucie na tr±bie, rykn±³em przera¼liwie i upad³em na ziemiê...
Obudzi³em siê po paru godzinach, ze strasznym kacem, szybka kalkulacja w g³owie co siê sta³o, "czy znowu turysta dola³ mi wódki do wodopoju?" Nie, nie, nie! Zosta³em u¶piony przez stra¿ników!
Drêczy³o mnie pytanie "po co?", przecie¿ by³em zawsze mi³y i grzeczny, nie sprawia³em k³opotów to dlaczego tak drastycznie to za³atwili; ah Ci durni ludzie.
Podnios³em siê bardzo ociê¿ale, rozejrza³em siê wokó³ siebie i oniemia³em.
Na moim przepiêknym ¶mierdz±cym pos³aniu le¿a³a Ona.
Piêkna, szczup³a, l¶ni±ca s³onica o seksownej zawiniêtej do do³u tr±bie.
Serce zaczê³o mi biæ szybciej, moje twarde jak g³owy pos³ów nogi zrobi³y siê miêkkie jak wata, mia³em ochotê obudziæ j± i porozmawiaæ, ale w moje serce wkrad³ siê strach.
Nie mam do¶wiadczeñ je¿eli chodzi o s³onice, przecie¿ ja urodzi³em siê w Zoo, samotnie spêdza³em tu ¿ycie, mo¿e sta³em siê as³oniowospo³eczny?
Ba³em siê tego bardziej ni¿ dentysty zoofila, który odwiedzi³ mnie tydzieñ temu.
Moja nowa wspó³lokatorka przekrêci³a siê z gracj± o¶miotonowej baletnicy na drugi bok i bardzo powoli otworzy³a oczy.
Spojrza³a na mnie, tak cudownie i ciep³o, ¿e poczu³em siê jakbym chwyci³ pana Boga za nogi - gdybym mia³ rêce.
Powsta³a powoli, podesz³a bli¿ej nadal z tym przepiêknym u¶miechem i poda³a mi swoj± seksown± tr±bê.
U¶cisn±³em j± mocno, mo¿e nawet za mocno, ale mimo tego u¶miech z jej pyszczka nie znika³.
- Sk±d jeste¶? - zapyta³em by przerwaæ ciszê.
Ona nic nie odpowiada³a, tylko siê wci±¿ piêknie u¶miecha³a, chyba wiedzia³em w czym rzecz, ona nie mówi PO POLSKU, na szczê¶cie, klatkê obok zamieszkuje
"Pijane oko d¿on" Leniwiec z Ameryki, który czasem uczy³ mnie angielskiego.
- Where are you from?
Nadal piêknie siê u¶miechaj±c, pokrêci³a g³ow±.
Angielski te¿ nie, hmm, co to mo¿e byæ?
Podesz³a jeszcze bli¿ej i przerwa³a moje rozmy¶lania, ryknê³a tak g³o¶no, ¿e serce prawie mi stanê³o...
Ona nie jest z Zoo! To jest dzika s³onica i zna tylko jêzyk s³oni, jêzyk którego nie dane mi by³o poznaæ...
Po tym dono¶nym rykniêciu objê³a mnie tr±b±, noc spêdzili¶my razem, bez s³owa.
Mija³y dni, ona nauczy³a mnie jêzyka wolnych s³oni, ja j± lekko nauczy³em polskiego, wszystko uk³ada³o siê nam wy¶mienicie, do czasu.
Pamiêtam to dok³adnie, to by³ czwartek, po upojnej nocy znowu przyszli stra¿nicy, poczu³em uk³ucie w tr±bê.
Znowu! Czy¿by chcieli mi przyprowadziæ kolejn± s³onice? Chc± mi zrobiæ harem? - zasn±³em.
Obudzi³em siê na jeszcze wiêkszym kacu, marzy³em teraz tylko o tabletce przeciw bólowej, ale gdzie jest moja wybranka? Rozgl±da³em siê do oko³a, nie ma po niej ¶ladu, zacz±³em siê denerwowaæ; gdzie j± zabrali i na jak d³ugo?
Popêdzi³em czym prêdzej do klatki obok do Tygrysa bengalskiego o ksywce
"Pierdd".
- Pierdd! Co tu siê sta³o! Gdzie ona jest!
Pierwszy raz widzia³em by dumny paskowany tygrys spu¶ci³ wzrok.
- Ludzie chcieli... tylko by¶cie siê rozmno¿yli... ona wraca do swojego Zoo.
Mój ¶wiat siê zawali³, ³zy nap³ynê³y mi do oczu... I po tym wszystkim mia³bym wróciæ do swojego beznadziejnie nudnego ¿ycia?
Powiedzia³em sobie - NIGDY, muszê siê st±d wydostaæ i zacz±æ j± szukaæ!
Rozpêdzi³em siê i uderzy³em g³ow± w kraty, wygiê³y siê, ale nie pêk³y.
Poczu³em niesamowity ból czaszki, moje prawe oko zala³a krew.
Rykn±³em jak przysta³o na prawdziwego wolnego s³onia, uderzy³em w kratê po raz kolejny i kolejny, ona nie pêka³a, nie chcia³a ulec. Uderzy³em ostatni raz, ona pu¶ci³a, poczu³em siê s³abo.
Spojrza³em w dó³, sta³em w ka³u¿y krwi, swojej krwi, us³ysza³em lament moich getto przyjació³...
Ju¿ na mnie czas, tak chcê by moja historia siê skoñczy³a.
Umar³ bo próbowa³.
Jestem szary ale tylko na skórze.
niedziela, 13 grudnia 2009, mendoxes