Gazeta.pl Forum Randki Gry Online Poczta
Komentowanie jest moderowane.
Wypowiedź pokaże się po zaakceptowaniu jej przez właściciela blogu.
Autor:
Zapamiętaj Jeżeli się nie zalogujesz, przy twoim komentarzu pokaże się numer IP. | Załóż konto
Treść:
Formatowanie: [b] pogrubienie [/b], [i] kursywa [/i], [u] podkreślenie [/u], link: URL lub [a="URL"]tekst[/a]

Powiadamiaj mnie e-mailem o nowych:

Podaj kod z obrazka: captcha
Po skomentowaniu wracaj na stronę blogu

69fan69

Marcelino,
gratulacje.
Mnie samemu kilkanaście lat zajęło otrząśnięcie się z imprintingu (choć może tylko mi się wydaje, że się otrząsnąłem.

szmaragdowa_kredko,
kiedy rzymski katolicyzm to nie tylko ci katolicy, którzy wierzą prawdziwie, w zgodzie ze słowami i objawieniami, a także (lub nawet: przede wszystkim) Organizacja (przez duże O). A kapłani, wszyscy, są tej Organizacji immanentną częścią. Nie da się ich odrzucić nie odrzucając katolicyzmu, niestety.

Pozdrowienia dla Was.

2009/12/23 14:28:18

Gość: Jaredj, 146.176.103.*

Religia to zarazem najlepsza i najgorsza rzecz jaką wymyślili ludzie. Najlepsza bo wielu pomaga przetrwać chwile, które inaczej przyczyniły by się do ich końca. Najgorsza bo wielu jej zupełnie nie rozumie i przedstawia w krzywym zwierciadle wypaczając jej cele.
To właśnie spotkało Ciebie.
Ja nie jestem żadnym katolikiem czy innym wierzącym. Nie muszę nim być by kochać Boga. Kiedyś uświadomiłem sobie, że Bóg - jeśli istnieje - to ma tak przesrane, że mu absolutnie nie zazdroszczę. On zdaje sobie sprawę ze wszystkich podłości, których się dopuszczamy, on wie o wszystkich nieszczęściach, które nas spotykają.
A niewiedza jest takim błogosławieństwem.
Z moją żoną jesteśmy teraz rozdzieleni - ja na emigracji w UK, ona jeszcze w Polsce. Miała tak ciężkie chwile, że po prostu wyłem z niemocy, z tego powodu że nie mogę być tam i jej wspomóc. I jakoś tak właśnie wtedy pomyślałem, że chyba Bóg istnieje, że musi być ktoś ktoś wie o tych wszystkich cierpieniach. Ale to niczego nie zmieniło - to jest jakby mój Bóg, taki jakim ja go sobie wyobrażam.
I nic księdzom czy popom czy muazinom do tego.
Pozdrawiam

2009/06/12 17:19:56

Gość: jamnik, *.neoplus.adsl.tpnet.pl

mocne i szczere- bardzo mi się podobało. pozdrawiam :)

2009/02/23 21:02:26

Gość: polinas, 194.44.48.*

Marcelino, przypadkiem trafilam na ten artykół, dawno zapomniany temat, ale Twoje slowa ozywiły moją wiarę w boga :)
SZesliwy ten kto pozwolil sobie poznac jego milosc, kto kocha, kto wierzy.
Wygląda na to że bog jest jeden ;)

Pozdrawiam z Ukrainy!
polina s.

2009/01/03 21:48:32

Gość: Matemaciek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl

To i ja dorzucę swoje 0.03PLN... Wierzę w Boga. Zostałem wychowany w katolickiej rodzinie, więc "należę do Kościoła katolickiego". Tak jak mówisz, religia, kościół to tylko środek, celem jest Bóg. Czego trzeba, to swego rodzaju inteligencji. Można przyjmować bezmyślnie to, co nam podają, można analizować, myśleć.



Przecież to jak żywcem wyjęte z pierwszego listu Św. Pawła do Koryntian (:

Pewnie, że wiele rzeczy w Kościele katolickim jest złych. Ale to tylko ludzie, nie będą idealni. Taka już natura ludzka, że łatwiej widzimy tych "złych" wśród tych, którzy powinni być "dobrzy".

Kościół jest potrzebny. Nie każdy jest na tyle inteligentny, aby samemu znaleźć Boga. Kościół powinien w tym pomagać. Wielu pomaga, mi też pomógł. Są też osoby, którym Kościół w tym przeszkadza. Ile jest jednych, ile drugich? Nie wiadomo.

Ostatnio było głośno w mediach o rekolekcjach, na których ksiądz mówił m.in. o superorgazmie - w pozytywnym znaczeniu (: Errare humanum est, ważne, żeby te błędy widzieć i poprawiać. Kościół zaczyna widzieć, coraz więcej jest genialnych księży, tak ludzkich, że aż boskich.

Pozdrawiam!

Matemaciek

PS. Hm, 4 rano... Iść spać na 4h, czy od razu do pracy? (;

2008/06/30 03:55:14

szmaragdowa_kredka

Dobra - nie wytrzymam dłużej - muszę to napisać: jestem katoliczką(!) wierzącą i praktykującą(!) i... WCALE NIE UWAŻAM CIĘ ZA DZIWKĘ - to, że dałaś sobie wmówić, że takie zachowania to tylko dla dziwki - cóż... w ogólnej mentalności niestety normlane...
Po pierwsze nie jesteś dziwką bo nie robisz tego dla pieniędzy i szanujesz, a wręcz kochasz w tym siebie, a po drugie nie jesteś dziwką, bo masz i kochasz męża, więc robisz to z nim i dla niego - jednocześnie zachowując wzajemną miłość i szacunek. - Niestety przeciętni księża tego nie są wstanie zrozumieć, a dlaczego? Bo żyją samotnie (i to b. często oślepieni chciwością)! //czy zauważyłaś kiedyś różnicę między diecezjalnymi, a zakonnymi kapłanami? Jest ogromna! A skąd się bierze - z wychowania (kościelnego) w pojednykę/we wspónocie!

Co jeszcze (jak już się zdecydowałam kliknąć, to wyklikam >prawie< wszystko)

Bóg jest MIŁOŚCIĄ, a księża niestety tylko ludźmi... choćby nawet doskonale (a przecież tak nie jest, bo i my - ja, Ty - nie znamy go doskonale), GO znali, to jako ludzie są (jesteśmy) ułomni i nie umieją przekazać BOGA, który nie mieści się w ich głowach... Skutki tego bardzo czesto są opłakane - podobne do tych, kótre wymieniłaś Ty... Ja jednak chodzę (nie tylko) do spowiedzi - ale to wymaga jeszcze większej wiary niż po prostu odrzucenie Kościoła, wymaga trudu wyłuskiwania prawdy spośród mnóstwa fałszywych obrazów Boga przekazywanych przez niedoskonałych ludzi. ON (Bóg) nie mieści się nam w głowach (nawet jeśli wydaje nam się, że już wszytko wiemy) i największym naszym grzechem jest umieszczanie GO w sztywnych ramach, ale do tego potrzeba wlaśnie prawdziwej wiary, która potrafi widizeć, że Bóg jest właśnie MIŁOŚCIĄ! A miłość przecież może być okazywana na wile sposobów :-) Świty Paweł napisał "Kochaj i rób co chcesz" - zdanie, które jest po prostu niezrozumiałe dla uwięzionego człowieka - tylko człowiek wolny może prawdziwie kochać, a przez to właśnie zgodnie z wolną wolą - czynic to co chce. Bo jesli się kocha, to chce się właśnie dobra: dla siebie i dla innych. Chrześcijaństwo - to w swej istocie - nic innego jak miłowanie i czynienie dobra, zaś wiara w Chrystusa ma umacniać wiarę w Miłosierdzie Boga, a także nadawać sens niezawinionemu cierpieniu - niestety dziś ludzie zrobili z tego cierpienia istotę wiary, a przecież obie dobrze wiemy, że to nie tak!

Zgodnie z tym, co napisałam powyżej - nic mi do tego, czy przyznajesz się do takiej, czy innej organizacji religijnej, bądź wyraźnie deklarujesz odrębność od każdej - ważne, że żyjesz miłością i z niej czerpiesz prawdziwą wolność!* Ja dla odmiany - w mojej wolności, z własnego codziennie ponawianego wyboru - jestem związana z Kościłem Katolickim, a też... różne takie i nie uważam ich za grzech, a do spowiedzi chodzę się spowiadać z pychy i egoizmu - ot co :-)

- Pozdrawiam cieplutko - i czytam dalej :D


*i tak można będzie mnie opatrznie zrozumieć... oczywiście nie mam tu na myśli (i stoją za tym moje własne, trudne doświadczenia) spełniania wszystkich możliwych zachcianek - bo jest to przejaw egoizmu, a nie miłości i wolności - Ty (przynajmniej na tyle ile pozwalasz przeczytać) chyba jednak sama wiesz gdzie jest Twoja granica - wierzę w to :-)

//>prawie< bo zawsze mogę o czymś zapomnieć :>

2008/01/01 20:47:33

marcelina.m

Nino!
Ja też leżałam w szpitalu na podtrzymaniu. Na początku siódmego miesiąca ciąży groził mi przedwczesny poród. Miałam regularne skurcze porodowe.Ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Donosiłam. Urodziłam w terminie, a mój synek jest zdrowy.

Gdy przeczytałam to, co napisałaś, nagle wszystko mi się przypomniało.
Tak...ja też niestety poznałam ten strach, o swoje nie narodzone dziecko.
Musicie się trzymać! Zwłaszcza Ty musisz być silna. Cudownie, że jest przy Tobie mąż i Cię wspiera w trudnych chwilach.
Pozdrów Go ode mnie serdecznie :)

Trzymam za Was kciuki.
Mam nadzieję, że niedługo napiszesz, że to wszystko już jest za Wami, Że już jesteście wszyscy troje w domku, szczęśliwi i bezpieczni. Że tulisz w ramionach Wasz MAŁY CUD.
Będę czekać na tę chwilę.
Nino! Ściskam Cię bardzo, bardzo mocno! I jestem z Wami! Marcelina

2007/12/29 02:02:29

Gość: , *.centertel.pl

Rewelacyjny artykuł. Podpisuję się obiema łapkami.

Kocham Boga i wierzę w niego. Zwłaszcza teraz ta wiara, jest mi potrzebna.
Leżę od miesiąca w szpitalu na podtrzymaniu naszego cudu miłości. Wiem, że cokolwiek się nie stanie, to Bóg będzie mnie kochał. On bowiem wie, że czekamy na to dzieciątko i robimy co w naszej mocy by przeżyło. Kościół, gdyby się nie udało potępiłby mnie... nieuczciwie.

A skąd wiem, że mój Bóg mnie kocha? Bo kocha mnie mój mąż i jest ze mną, a jest on wspaniałym człowiekiem. Wiem, że Bóg mi go dał bym czuła się kochana. Mój mąż pośredniczy w tej miłości.

Marcelino jesteś dla mnie światełkiem. Tak bardzo potrzebuję teraz takiego ciepła, które emanuje z Twoich artykułów. Dziękuję Ci za to, że jesteś i pisz, jak najwięcej.

Pozdrawiam bardzo ciepło i ślę mnóstwo pozytywnej energii Nina K.

2007/12/28 18:14:40

Gość: eryk, *.2-0.pl

Rozstałem się z naszym wspaniałym kościołem z podobnych powodów w wieku lat 17 (19 lat temu ;-( ). Nie zdzierżyłem na dłuższą metę komentarzy w konfesjonale, że mam opanowywać swoje zwierzęce pożądanie, że "To" jest brudne i złe. Uczucia, które ogarniały mnie na widok urodziwej koleżanki nie chciały mi się wydać brudne i złe, jak dla mnie były raczej piękne :-).
Powrót do wiary zajął mi kilkanaście lat, ale już nigdy nie zbliżyłem się mentalnie do Najświętszego Kościoła Narodu Polskiego.
Odnalezienie na powrót wiary jest najpiękniejszą rzeczą jaka może się człowiekowi zdarzyć, ale tylko wtedy kiedy dochodzi się do niej samemu, dlatego w pełni "popieram" założenie o niezbliżaniu się więcej do żadnych organizacji o charakterze religijnym (oczywiście to tylko skrót myślowy - nie roszczę sobie oczywiście prawa do popierania czegokolwiek, lub nie co dotyczy innego człowieka :-) ).
Życzę powodzenia w życiu i w poszukiwaniach własnej drogi.
P.S. Swoją drogą niesamowite teksty. Pozdrawiam.

2007/11/06 19:05:19

ko_bieta

amen
:)

2007/10/14 23:44:11

marcelina.m

Drogi Gościu!

Tak, masz rację. Nie wszyscy duchowni są aż tak straszni. Zdarzają się wśród nich zapewne dobrzy, otwarci ludzie, którzy mają w sobie na tyle odwagi, by jeszcze czasem samodzielnie pomyśleć.
Jednak to są jednostki.
Ogólny katolicki pęd pcha jednak ludzi ku przepaści.

W podstawówce miałam kolegę. Fajny chłopak. Otwarty, inteligentny, zdolny, przesympatyczny. Bardzo go lubiłam.
Tak się złożyło, że w pewnym momencie poczuł powołanie i poszedł na studia teologiczne. Kontakt urwał nam się zupełnie na parę lat.
Spotkaliśmy się ponownie, gdy on studia kończył. To było w schronisku w górach.
Wspaniała atmosfera sprzyjała długiej, szczerej rozmowie.
Jakież było moje zdziwienie, gdy tak sobie rozmawialiśmy. To już nie był ten sam chłopak. Hermetycznie zamknięty umysł, typ wszystko wiedzącego ważniaka a do tego wszystkiego gadał takie same głupoty i tym samym bełkotliwym, niezrozumiałym językiem, co cała reszta.
Nie dało się z nim dyskutować. On po prostu wiedział i już.
I to wiedział nie dlatego, że przeżył, doświadczył, poczuł, ale dlatego, że tak mu inni powiedzieli.
Biedny chłopak. W ciągu zaledwie paru lat zrobili mu takie pranie mózgu, że aż nie mogłam uwierzyć. Jedyne, co w nim pozostało niezmienione, to ten zapał. Tyle, że teraz z takim samym zapałem jak kiedyś gadał bzdury.
Jakie to smutne...

I tacy właśnie młodzi ludzie, odizolowani od normalnego życia, zamknięci i indoktrynowani stają się kolejnymi kapłanami, przewodnikami duchowymi. Czy to nie dziwne?
Czy może być dobrym nauczycielem życia ktoś, kto sam niczego w życiu nie przeżył? A przecież księża chcą nas uczyć wszystkiego - jak być dobrą żoną, mężem, jak wychowywać dzieci, nawet ostatnio, na kogo mamy głosować :)
Tak się dzieje od pokoleń.Czy to nie żałosne?
Jak ma być dobrze, skoro uczą nas ci, którzy sami nie umieją?

Mówię jako człowiek głęboko wierzący i odczuwający Boga całą sobą.
Źadna wiara nie jest potrzebna do tego, by szukać Boga. Pośrednicy duchowi na ogół bardziej tylko przeszkadzają, niż pomagają, mącąc obraz całości.
Żeby znaleźć Boga potrzebny jest tylko otwarty umysł, gorące serce, żywa dusza.
Jak się to ma, to nic człowiekowi nie przeszkodzi w znalezieniu Boga. Nawet katolicyzm.

Jeżeli Ty jesteś takim właśnie człowiekiem, to pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Jeżeli nie, to również Cię pozdrawiam. Marcelina


Ps. Każda religia moim zdaniem ma być tylko narzędziem pomagającym osiągnąć cel - znalezienie w SOBIE Boga.
Religia katolicka stała się dla wielu ludzi celem samym w sobie. Celem jedynym. Nadrzędnym.
Zadaj przeciętnemu człowiekowi w Polsce dwa pytania - czy wierzysz w Boga?
Odpowie Ci pewnie - Nie wiem, chyba tak, ale kto to może wiedzieć, jak to tam naprawdę jest.
I drugie - czy jesteś katolikiem? - Tak.

2007/10/12 11:53:52

Gość: end, *.neoplus.adsl.tpnet.pl

Uwazam, że nie rozumiesz dokładnie o co w chrześcijaństwie chodzi. Jak wielu duchownych....ale nie wszyscy. Podobnie nie wszyscy katolicy są ze swą wiarą tak nieszczęśliwi i zagubieni jak byłas TY. Po prostu ją rozumieją. Pozdrawiam.

2007/10/12 02:04:54

Gość: Mike, *.abnxx5.adsl-dhcp.tele.dk

A ja nazywam ich " czarna mafia " ;]

2007/10/10 16:47:47

mahora

Czytam każdy Twój wpis, nie każdy komentuję, ale wiedz, że jestem stałą czytelniczką.

Pozdrawiam z trochę deszczowej Polski :)


2007/10/08 22:02:05

marcelina.m

Dzięki Marto!
No to jesteśmy przynajmniej dwie :)

Mam nadzieję, że będzie nas więcej.

Pozdrawiam cieplutko z jesiennego Londynu.
Marcelina

2007/10/07 15:37:18

mahora

Mocne, aczkolwiek bardzo mądre. Ciesze się, że są jeszcze osoby, które nie boją sie napisać co myślą.

Pozdrawiam i popieram w 100%.
Marta

2007/10/07 13:35:44
Copyright © Agora SA | Ochrona prywatności | Kontakt