Kibole Malmö FF są tacy sami, jak na całym świecie: nie lubią policji i dziennikarzy. Po meczu z Elfsborgiem (Malmö przegrało u siebie 1:2 i skończyło sezon na 9. miejscu, najgorszym od lat) próbowałem zagadnąć wychodzących ze stadionu, dlaczego błękitno-biali są ostatnio tak kiepscy, ale byłem zbywany półsłówkami, lub całkiem ignorowany.
Dopiero 19-latki Annika, Jessika i Maria okazały się (nieco) bardziej rozmowne.
- Kiepsko grają, ale i tak są najlepsi - stwierdziły.
- Często chodzicie na mecze?
- Zawsze.
- Z chłopakami?
- Same. Jesteśmy grupą kibicek.
- Powiecie coś więcej o sobie?
- Nie.
- Mogę wam zrobić zdjęce?
- O.k.
- Ale nie widać waszych twarzy!
- I o to chodzi.
Kibole Malmö FF są tacy sami, jak na całym świecie. Różnią się tym, że na stadion przyjeżdżają na rowerach.
I jeszcze tym, że wolą dopingować na stojąco. W Malmö trwa właśnie budowa nowego stadionu (do tego tematu jeszcze wrócę). No i awantura gotowa: przepisy UEFA nie zezwalają, by na stadionach były miejsca stojące. A lokalna żyleta nie chce siedzieć. Skończyło się tak, że na nowym stadionie będzie 18 tys. miejsc siedzących i 6 tys. stojących (na starym stadionie jest 12,5 tys. siedzących i 14 tys. stojących). Żeby UEFA się nie czepiała, na mecze w europejskich rozgrywkach miejsca stojące będzie można dokrzesełkować.
I jeszcze słówko o frekwencji. Kiedy w 2004 r. Malmö FF wygrywało tytuł Mistrza Szwecji, na stadion przychodziło średnio 20 061 widzów (w 280-tysięcznym mieście!). Gdy zespołowi szło gorzej (w 2006 r.) frekwencja spadła do 13 665 osób. Ale na sezon 2008 (w Szwecji liga gra systemem wiosna-jesień) już teraz jest wykupionych 11 659 karnetów.
czwartek, 07 lutego 2008, jerzy.polowniak2