Jak pewnie wszyscy wiecie dzieciaczki od czasu do czasu, a zazwyczaj nawet częściej się brudzą. Dlatego trza je wymoczyć, co potocznie zwie się kąpaniem.
Nasz Amelung lubi kąpanka nawet bardzo; ma ich dwa w tygodniu. Nie więcej - bo i po co; system immunologiczny też musi się na czymś rozbudowywać. No może tylko upalne lato jest wyjątkiem bo i brudu wtedy na dziecku więcej i jest to poza tym najłatwiejszy sposób by schłodzić temperamet małego raskala.
Otóż Amelung ma specjalny zestaw wiele w jednym: na górze przewijarka pod spodem wanienka ze sprytnym odpływem. Dzięki temu systemowi Majencja nie musi się zbytnio schylać a Tatol -znaczy się ja - mogę sobie przysiąść na zamkniętym kibelku.
Kąpanka zazwyczaj trwają i trwają, bo Amelung lubi z wodą eksperymentować. Ma też całą kupę rekwizytów: małe gumowe morsy (sztuk trzy), trzy małe gumowe kaczuszki, misia-gąbkę, motorówkę i kuterek rybacki. W związku z przypadłością Amelunga, jaką jest skaza białkowa, musi on być regularnie matłuszczany. W tym celu - idąc na łatwiznę - dolewa się jej do wody oliwkę, co wygląda jak kąpanie dziecka w rosole.
Ostatnim etapem kąpieli jest oczywiście wyciąganie i szuszenie, zazwyczaj przez wycieranie. Dzidzia miewa swoje zastrzeżenia do terminacji wodnej zabawy i nie omieszkuje zaznaczyć swej dezaprobaty wielkim krzykiem. Jednakże po ubraniu w świeżutką, pachnącą piżamkę, zaopatrzeniu Malucha w skarpetkę (o tym już było) i zapewnieniu o butli pełnej mleka w grzejącej się w mikrofalówce, nasza mała ciut-dziewczynka sama stwierdza mówiąc i pokazując na migi co teraz nastąpi: 'spać'!
Dobranoc.
wtorek, 04 września 2007, majulam