Każdego wieczora nasza dzielny mały człowiek około godz. 19:30 idzie spać.
Podróż ta wygląda następująco: w czasie butelki bądź bezpośrednio po niej Majencja bądź Tata Jul szykują ekwipunek na wyprawę do kraju Morfeusza. W pojeździe, znaczy się łóżeczku, prócz standardowego wyposażenia takiego jak prześcieradło i śpiworek, desygnowany na ten wieczór rodzic musi sprawdzić czy znajduje się poduszka i reszta załogi: króliczek Sisiu i misiu Krzysiu (choć Amelka ma siedem różnej wielkości i maści misów, tylko miś Krzyś dostępuje zaszczytu podróżowania po krainie snów; osobiście sądzę, że tylko dzięki swojemu różowemu kolorowi). Po zapięciu pasów śpiworka i ułożenia na boczku następuje ostatni sprawdzian czy są skarpetki (o wadze tego ekwipunku czytaj w zeszło sobotnim wpisie). Następnie następują pożegnania, czyli potok słów ze strony rodzica i krótkie: "papa" bądź już tylko pokiwanie rączką ze strony Amelki, która w pełnym skupieniu przygotowuje się na nadchodzącą wyprawę.
Najczęściej dzidzia nasza wkłada tylko kciuk do buzi i odpływa. Czasem zdarza się jednak, że leży sobie jeszcze przed zaśnięciem i opowiada o przeżyciach dnia (co wścibscy rodzice bezczelnie podsłuchują przez babylink). Niekiedy dziecię nasze musi, się zmęczyć demolując co się da i jeżdżąć po pokoju łóżeczkiem by potem paść jak kawka.
poniedziałek, 03 września 2007, majulam